Pod kontrolą beniaminka
Debiutujący na szczeblu makroregionalnym Spartanie sięgnęli po premierowe zwycięstwo w sezonie.
Daniel Paszek potwierdził, że ma w nodze młotek. Fot. Facebook/Sparta Katowice
Sparta Katowice przywitała się z 3. ligą remisem z Zagłębiem II Lubin. Pechowym, bo bramkę na 3:3 straciła w doliczonym czasie. Była więc sportowa złość, niedosyt, plucie w brodę, ale również dokładna analiza, co poszło nie tak. Wnioski najwyraźniej zostały wyciągnięte, mikrocykl przed 2. kolejką odpowiednio przepracowany i naładowana pozytywną energią ekipa wybrała się w najdłuższą podróż w tym sezonie.
Przemierzając 471 km w jedną stronę katowiczanie mieli mieć prawo pewne obawy, bo jechali na mecz z ogranym trzecioligowcem, który w zeszłych rozgrywkach zdobył 61 punktów i uplasował się na 5. miejscu. Goście byli jednak świadomi celu, jaki mają do zrealizowania w Gorzowie Wielkopolskim i po czterech zmianach w wyjściowym składzie ruszyli do zdecydowanej ofensywy. Nie minęły 4 minuty, a przed szansą na premierowe trafienie stanął Wiktor Skroch. Pozyskany z Rozwoju Katowice znalazł się w dogodnej pozycji, ale minimalnie spudłował. Pójście za ciosem przyniosło kolejne sytuacje, w których umiejętnościami musiał się wykazać Filip Andrzejczak. 13 minuta okazała się jednak dla niego pechowa, bo po krótko rozegranym rzucie rożnym precyzyjnym uderzeniem głową pokonał go Jewhenij Zacharczenko. Ci, którzy myśleli, że zapał gości się wyczerpał, srogo się zawiedli. Beniaminek nadal bowiem grał swoje, dążąc do podwyższenia rezultatu. Swego dopięli w 27 minucie, kiedy odważny rajd Kolumbijczyka Mayera Zambrano kapitalnym uderzeniem z 8 metrów sfinalizował Daniel Paszek. Doświadczony pomocnik trafił pod poprzeczkę. Mający dwie bramki przewagi przyjezdni mogli w pełni kontrolować wydarzenia na boisku, wyrzucając z głów stare powiedzenie - przywłaszczone przez Czesława Michniewicza, gdy w różnych funkcjach był związany z PZPN - że 2:0 do niebezpieczny wynik.
Co prawda po zmianie stron gorzowianie spróbowali przejąć inicjatywę, ale na złapanie kontaktu rywale im nie pozwolili. Faktem jest, że kilka razy zatrudnili Bartosza Kucharskiego, ale doświadczony bramkarz był czujny. Wygrana Sparty mogła, a nawet powninna być okazalsza, lecz w doliczonym czasie gry Andrzejczak obronił strzał Piotra Strączka z rzutu karnego, którego sam wywalczył. - Bramki stracone w pierwszej połowie odebrały nam pewność siebie i mocno ustawiły ten mecz - powiedział trener Warty Patryk Szymik, a szkoleniowiec zwycięzców stwierdził, że o punkty nie było łatwo. - Druga połowa pokazała, że było to bardzo ciężkie spotkanie, ale w pierwszej zagraliśmy bardzo dobrze - cieszył się Tomasz Wróbel i po historycznym zwycięstwie mógł stanąć do zdjęcia ze swoimi podopiecznymi.
(mha)
◼ Warta Gorzów Wielkopolski - Sparta Katowice 0:2 (0:2)
0:1 - Zacharczenko, 13 min (głową), 0:2 - Paszek, 27 min
WARTA: Andrzejczak - Waliś (69. Gajda), Tuliszka, Gardzielewicz - Marchel (46. Pałaszkiewicz), Lutostański, Kaczmarek (80. Karpiński), Rybicki (46. Mocio), Siwiński, Majerczyk - Radziński (69. Pakuła). Trener Patryk SZYMIK.
SPARTA: Kucharski - Celej (62. Baranowicz), Załucki (68. Michalski), Zacharczenko, Skroch - Krzak, Paszek (57. Włodarczyk), Kuliński, Mazurek (57. Ciszewski) - Zambrano, Woźniak (57. Strączek). Trener Tomasz WRÓBEL.
Sędziował Tomasz Tatarzyński (Kraków). Widzów 300.
Żółte kartki: Tuliszka, Lutostański - Mazurek, Celej, Włodarczyk, Ciszewski, czerwona Gajda (90+5, niesportowe zachowanie).
