Poczuć respekt przed Turcją!
Stambuł jest tak olbrzymim miastem, że można w nim przeoczyć nawet finał Ligi Europy – mówi nam obecny w tureckiej stolicy dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna” Jarosław Tomczyk. Dziś wieczorem Aston Villa zagra z Freiburgiem.
Stadion Besiktasu już w pełnym obrandowaniu Ligi Europy. Fot. Jarosław Tomczyk
Pozytywne zaskoczenie
Jak przyznaje, w przeddzień finału atmosferę meczu było można już jednak poczuć. – Nagle we wtorek w mieście wyrosły oznaczenia w języku angielskim. Jak dojechać, którędy się przemieszczać oraz wiele innych przydatnych informacji. Jestem tym pozytywnie zaskoczony, bo nie zawsze w tej części świata było to standardem. Na głównym placu Taksim, który znajduje się kilometr od stadionu Besiktasu, widać już, że zbliża się piłkarskie święto. W centrum kultury Ataturka umiejscowione zostało biuro akredytacyjne. Dlaczego tam? To miejsce, gdzie Turcy gromadzą się na różnego rodzaju manifestacje czy wielkie koncerty. Gdzie się nie spojrzy, widać wizerunek Recepa Erdogana, który przypomina, kto rządzi Turcją. Umiejscowienie w najważniejszym budynku głównego placu miasta ma też na celu podniesienie rangi, prestiżu, chęć pokazania, że Turcja organizuje coś ważnego, a w Europie się z nią liczą. Kto tam przyjechał, ma nabrać respektu do Turcji. Sam stadion jest przepięknie położony nad brzegiem Bosforu. Anglicy szacują liczbę swoich kibiców na 16 tysięcy, ale w Stambule nie robi to wielkiego wrażenia. Kibiców Aston Villi widać już sporo na mieście, tych Freiburga też, ale jest ich zdecydowanie mniej – przekazuje nam korespondent „Piłki Nożnej”.
Szanują rywala i Matty Casha
Kto wygra w środę? – Aston Villa jest zdecydowanym faworytem, nie ulega to żadnym wątpliwościom. To o wiele większy klub, dla Freiburga sam udział w finale jest sprawą niebywałą, bo to zespół, który nigdy niczego nie wygrał poza 2. Bundesligą. Dysproporcja nawet w wielkości samych miast jest olbrzymia. Aston Villa ponadto w tym sezonie zapewniła sobie udział w Lidze Mistrzów poprzez Premier League, co pokazuje ich siłę. Freiburg w Bundeslidze raczej o tym nawet nie miał prawa marzyć. Choć jak rozmawiałem z kibicami Aston Villi, to wcale nie są przekonani o swojej wygranej. Raczej podchodzą do finału z dużą ostrożnością. Widać sporo starszych kibiców z Birmingham. Dla nich to też duże wydarzenie, bo dawno niczego nie wygrali. Na pewno Ligi Europy nie lekceważą, bo to cenny puchar do gabloty. Matty Cash ma u nich wysokie notowania i doskonale wiedzą, w jakiej reprezentacji gra, a to w przypadku Anglików wcale nie jest takie oczywiste – przekazuje Jarosław Tomczyk.
Pogoda w Stambule jest idealna do grania i zwiedzania. We wtorek termometry wskazywały 22 stopnie, nie jest więc specjalnie gorąco. – Na każdym kroku rzucają się w oczy prażone kasztany oraz kukurydza. Kebaby? Wiadomo, są wszędzie, ale nie brakuje też innych kulinarnych specyfików, bo Turcja pod tym względem jest bardzo różnorodna – kończy nasz rozmówca.
Mariusz Rajek
FINAŁ LIGI EUROPYśroda, 20 maja, godzina 21.00
Stambuł, stadion Besiktasu
◼ Freiburg - Aston Villa
sędzia Francois Letexier (Francja)
