Pocisk z trybun

Za absolutnie skandaliczne zachowanie radomskich chuliganów stadionowych – a i zupełny brak reakcji na nie służb porządkowych – wysoką cenę zapłacił dyrektor ds. marketingu i komunikacji w Koronie.

To tylko mecz piłkarski, ale charakteryzacja (a właściwie – prawdziwy obraz) niczym z krwawego horroru: Michał Siejak w towarzystwie ratowników medycznych. Fot. PAP/Piotr Polak

To właśnie Michał Siejak – towarzyszący kieleckim piłkarzom świętującym na murawie zwycięstwo w „świętej wojnie” - był tą osobą, która opuszczała płytę boiska z twarzą zalaną krwią. - To chyba dobrze powiedziane: czubek głowy. Ale parę centymetrów niżej i skutki mogły być dużo gorsze – powiedział nam krótko kielecki działacz, kiedy skontaktowaliśmy się z nim kilkanaście godzin po radomskim dramacie, w sobotni poranek. Więcej mówić nie chciał, bo... wciąż jeszcze przebywał w tamtejszym szpitalu, w którym spędził całą noc. Jak usłyszeliśmy w kieleckim środowisku, o tym fakcie nie informowano szeroko, ze względu na... ryzyko nieprzewidzianej reakcji pseudokibiców Radomiaka. Hospitalizacja – połączona z kilkunastogodzinną obserwacją – była natomiast konieczna, bo po otrzymaniu ciosu w głowę najpewniej butelką rzuconą z trybun, poza rozcięciem skóry (nałożono mu na nią pięć szwów) Siejak najprawdopodobniej doznał także wstrząśnienia mózgu.

(DaL)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się