Pociąg odjechał

Z DRUGIEJ STRONY - Kacper Janoszka

Sebastian Szymański to bez wątpienia ważny piłkarz dla reprezentacji Polski. W końcu zagrał dla niej już 50 spotkań. U Jana Urbana grał niemal w każdym spotkaniu. Od lat mamy wrażenie, że to zawodnik świetny, że to piłkarz o niebanalnych umiejętnościach technicznych. Słyszeliśmy, że gdy był na wypożyczeniu w Feyenoordzie, Holendrzy się nim zachwycali. Trafił do Fenerbahce, gdzie ponoć miał być ulubieńcem Jose Mourinho (dopóki Portugalczyk tam pracował) - wielkiego, utytułowanego trenera. Przez lata krążyły pogłoski, że ma trafić do najlepszych włoskich klubów. Miały nim być też zainteresowane kluby z Anglii i duże marki z Hiszpanii. Tyle się nagadaliśmy na temat tego, jakim jest wyjątkowym piłkarzem, ale… chyba widzimy to tylko my, Polacy.

Przykro mi, ale Sebastian Szymański nie zostanie już gwiazdą światowego futbolu. Nie będzie drugim Zielińskim czy Lewandowskim. Nie będzie grał dla Barcelony, Bayernu Monachium, Interu Mediolan czy Napoli. Gdy pojawiały się plotki o tym, że może trafić do Premier League, chciałem w to wierzyć, choć przecież doskonale wiedziałem, że gra w Fenerbahce, w lidze tureckiej, która jest nieco oddalona od europejskiej elity. Gdyby był wyjątkowy, nie musiałby przeprowadzać się do Stambułu po okresie wypożyczenia z Dynamo Moskwa do Feyenoordu. Gdyby był wyjątkowy - już trzy lata temu znalazłby wielki klub. Jednak nie znalazł i powód tego jest jeden – nie jest genialnym piłkarzem. Nie ma już też potencjału na to, żeby nim się stać, bo – uwaga, to może być szokujące – w tym roku skończy 27 lat. Notuje ledwie przebłyski dobrych występów, widujemy to w meczach reprezentacji. Dlatego właśnie trafia do Rennes, do zwykłego francuskiego klubu, który jest średniakiem i daleko mu do walki o mistrzostwo Francji. Tak naprawdę Szymański... cofa się w rozwoju. Przecież w czym lepsze jest Rennes od Fenerbahce? Pod względem piłkarskim - w niczym. Co więcej, uważam, że jest gorszym miejscem dla piłkarza, bo turecka ekipa przynajmniej gra w Lidze Europy, a Rennes dopiero walczy o europejskie puchary w przyszłym sezonie i nie wiadomo, czy ta misja się powiedzie. Zresztą – nie mam przekonania o tym, że liga turecka jest znacząco gorsza od Ligue 1, jeśli z równania wyciągniemy Paris Saint-Germain... Z kolei pod względem życiowym ta decyzja się oczywiście broni, bo z Rennes bliżej do ciekawszych miejsc na mapie świata – do Londynu, Paryża, Madrytu czy Monako.

Nie krytykuję Szymańskiego. Gra na tyle dobrze, na ile potrafi. Zwracam jedynie uwagę na fakt, że pociąg do  wielkiego futbolu już mu odjechał. Jeśli w doskonałym wieku dla piłkarza on przenosi się do Rennes, to nie jest to powód do tego, żebyśmy - jako kibice - skakali z radości. Nie jest to sukces piłkarza. Równie dobrze moglibyśmy się radować z przenosin Filipa Rózgi do Sturmu Graz…

Przecież nie po to Szymański przez lata budował własną markę, żeby teraz trafić do Rennes. W ramach przykładu – Jan Ziółkowski ma 20 lat i dopiero w futbolu raczkuje, a już jest w lepszym zespole od Rennes, w Romie, i nie jest wyłącznie rezerwowym. To tylko pokazuje, jak bardzo nasz obraz Szymańskiego różni się od tego, jak widzi go Europa. Bo dla gigantów to tylko jeden z wielu -piłkarz, który w tym sezonie w Turcji w 14 meczach zdobył gola i zaliczył asystę.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się