Po wielkich nerwach

Biało-czerwone pokonały trzecią drużynę Afryki. Plan został wykonany, mamy awans do kolejnej fazy z co najmniej dwoma punktami. We wtorek mecz z francuskimi obrończyniami tytułu.

Nie spodziewaliśmy się, że złamanie oporu niżej notowanych Tunezyjek będzie takie trudne. W ataku Monika Kobylińska. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus

MISTRZOSTWA ŚWIATA KOBIET

Trzecia drużyna Afryki była w niedzielę w Maaspoort 's-Hertogenbosch drugim przeciwnikiem Biało-czerwonych w grupie F mistrzostw świata rozgrywanych w Holandii i Niemczech. Tunezyjki, dla których jest to 11. występ w mundialu - ostatni, zakończony na 27. pozycji, miał miejsce w roku 2021 - na inaugurację wysoko (18:43) przegrały z broniącą tytułu Francją. Reprezentacja Polski była zdecydowanym faworytem starcia z zespołem, który do tej pory pokonała pięciokrotnie, i od początku skazywany jest na walkę z Chinami o 3. miejsce w grupie, również gwarantujące awans do fazy zasadniczej. 

Nie tak to miało wyglądać

Selekcjoner Arne Senstad dokonał jednej zmiany. Tym razem poza protokołem znalazła się dobrze spisująca się w bramce w konfrontacji z Chinami (40 procent skuteczności) Paulina Wdowiak, którą zastąpiła Barbara Zima.

Wynik otwarła zaskakująco - wcześniej przez 2 minuty graliśmy w przewadze - najbardziej rozpoznawalna u rywalek środkowa rozgrywająca Hachana Ep Kerkeni, występująca w tradycyjnym muzułmańskim nakryciu głowy, hidżabie. Prowadzenie rywalek nie było jedyną niemiłą wiadomością początkowej fazy meczu, gdyż gra Polek zupełnie się nie układała; nie tak miał wyglądać ten mecz. Przez 15 minut tylko czterokrotnie zdołały pokonać Roae Mkadem. Tunezyjki nakręcały się naszymi problemami, czyli katastrofalną wręcz skutecznością oraz dziwnie rozkojarzoną postawą w defensywie. Dopiero zmiana taktyki w obronie - przy czterech golach na minusie - okazała się receptą na bijącą nas ekipę z Afryki Północnej. Po trzech naszych bramkach z rzędu o pierwszy czas poprosił trener Pablo Morel, ale to Natalia Janas doprowadziła do wyrównania, a w 22 minucie Dagmara Nocuń dała nam pierwsze prowadzenie. Chwilę wcześniej swoją 250. bramkę w drużynie narodowej - po pewnie wykonanym rzucie karnym - zapisała Magda Balsam, choć nie był to jej dobry występ. Przez moment reprezentacja Polski wreszcie grała tak, jak oczekiwaliśmy, lecz niestety w końcówce znów dał znać o sobie brak skuteczności. Na 11 sekund przed końcem pierwszej połowy francuski selekcjoner rywalek poprosił o kolejny czas i jego podopieczne - konkretnie Yosr Mostefaoui - w ostatniej sekundzie wpakowała piłkę do bramki, doprowadzając do remisu. Dziwił spokój Norwega, a my byliśmy mocno zaniepokojeni postawą Biało-czerwonych, bo zabawa się już skończyła.

Jak po grudzie

Na pierwszą bramkę po zmianie stron czekaliśmy prawie 4 minuty (Katarzyna Cygan), lecz Tunezyjki nie ustępowały pola; Polki nadal nie wykorzystywały stuprocentowych okazji, a przeciwniczki odpowiadały celnymi rzutami. Szło nam bardzo ciężko, ale w 42 minucie Polki - za sprawą coraz pewniej czującej się w ofensywie Cygan - wyszliśmy na prowadzenie. W ostatni kwadrans nasze zawodniczki wchodziły z trzybramkowym zapasem, który... szybko się stopił. W tym momencie trener Senstad nie wytrzymał i poprosił o przerwę na żądanie, prosząc dziewczyny głównie o poprawę postawy w obronie, co też nastąpiło. Bardzo ważne piłki odbiła Zima. Nie myliła się z 7 metrów Balsam, ale nadal każda przechwycona piłka, każda bramka była na wagę zwycięstwa. Na niespełna 2 minuty przed końcem Natalia Pankowska sprowadziła do parteru Mounę Jlezi. Tunezyjka została zniesiona z parkietu, nasza zawodniczka po analizie VAR odesłana na trybuny, a po chwili Karolina Kochaniak przesądziła o naszym zwycięstwie.

Szmal wręcza MVP

Nie spodziewaliśmy się, że trzecia drużyna Afryki sprawi nam aż tyle problemów, ale najważniejsze jest zwycięstwo. Plan został wykonany, reprezentacja Polski awansowała do drugiej rundy turnieju z dwoma punktami. Mamy teraz 24 godziny na przeanalizowanie niedzielnego meczu i przygotowanie się do wtorkowego spotkania z broniącymi tytułu Francuzkami.

Dodajmy, że nagrodę „Player of the match”, z rąk prezesa ZPRP Sławomira Szmala, odebrała Sondes Hachana.

Zbigniew Cieńciała

◼  Polska - Tunezja 29:26 (13:13)

POLSKA: Płaczek, Zima - Balsam 7/4, Kobylińska 3, Kochaniak 6, Olek, Uścinowicz 1, Michalak 2, Rosiak, Pankowska 1 (CZK, 59 min - faul), Janas 2, Cygan 5, Głębocka, Nocuń 2, Nosek, Granicka. Kary: 8 min. Trener Arne SENSTAD.

TUNEZJA: Mkadem, Sfar - Dhaouadi 1, Ben Abdalah 2, A. Ben Hassine, Bouri 2, Hamrouni 4/1, Mostefaoui 2, Jlezi 2, S. Ben Hassine 3, Zelfani, Rezgui 1, Hachana Ep Kerkeni 8/2, Rmiza, M. Ben Hassine, Belhadj 1. Kary: 6 min. Trener Pablo MOREL.

Sędziowały: Andjelina Kazanegra i Jelene Vujacić (Czarnogóra). Widzów 1250.

Przebieg meczu: 0:1 (4), 1:1 (5), 1:2 (7), 2:5 (11), 4:8 (15), 7:8 (18), 12:9 (25), 12:12 (28), 13:13 (30), 14:13 (14), 14:15 (37), 15:16 (38), 18:18 (41), 20:18 (42), 22:19 (45), 23:21 (48), 25:23 (53), 26:24 (57), 28:25 (59), 29:26 (60).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się