Po mistrzostwo i kwalifikację olimpijską
EuroVolley 2026 czas zacząć. Polacy są faworytami i liczą na złoto oraz zagwarantowanie sobie udziału w igrzyskach w Los Angeles.
Biało-czerwoni przyzwyczaili kibiców do tego, że walczą o najwyższe cele. Fot. Press Focus
Turniej rozpocznie się w środę. Faza grupowa rozegrana zostanie w czterech krajach: we Włoszech (Modena, ale mecz otwarcia odbędzie się w Neapolu), w Bułgarii (Sofia), Finlandii (Tampere) i w Rumunii (Kluż-Napoka). Spotkania 1/8 finału i ćwierćfinały odbędą się w Turynie oraz w Sofii, a półfinały i finały w Mediolanie. Do rywalizacji przystąpią 24 drużyny. W tegorocznej edycji ME stawka jest wyższa niż zwykle, gdyż po zmianie regulaminu będzie to pierwsza okazja do wywalczenia przepustki na igrzyska w 2028 roku. Miejsce w olimpijskim turnieju zapewni sobie jednak tylko złoty medalista. - Bronimy tytułu i mam nadzieję, że po finale w Mediolanie będziemy świętować kwalifikację na igrzyska - powiedział prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, Sebastian Świderski.
Powtórka z historii
Polacy, którzy od momentu, gdy ich trenerem został Nikola Grbić, z każdej wielkiej imprezy wracali z medalem, należą do głównych faworytów. Bronią tytułu i w tym roku już pokazali, że są bardzo mocni. W wielkim stylu wygrali Ligę Narodów. W podobnej sytuacji byli przed trzema laty - EuroVolley również odbywał się w Bułgarii i we Włoszech - najpierw wygrali LN, a dwa miesiące później drugi raz w historii zostali mistrzami Europy.
W tym roku staną przed szansą, by zostać drugim zespołem w XXI wieku, który obroni tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Wcześniej - w 2003 i 2005 roku - dwukrotnie złoto wywalczyli Włosi. Przyjmujący polskiej drużyny Wilfredo Leon ma też okazję zostać drugim zawodnikiem w historii ME z tytułem MVP imprezy drugi raz z rzędu. Pierwszym w latach 1993 i 1995 był Włoch Andrea Giani.
Zanim jednak nasi zagrają o zaszczyty, muszą przebrnąć fazę grupową. Trafili do grupy B, która swoje mecze rozgrywać będzie w Sofii. Grupa nie jest zbyt wymagająca i warto zająć pierwsze miejsce, bowiem zwycięzca potencjalnie trafi na zdecydowanie łatwiejszą ścieżkę w fazie pucharowej. Polacy, o ile w innych grupach nie będzie niespodzianek, unikną w ćwierćfinale i półfinale mistrzów olimpijskich Francuzów, a dopiero w finale będą mogli zmierzyć się z Włochami. Będzie więc szansa na rewanż za ubiegłoroczny mundial, gdy przegrali w półfinale z ekipą z Półwyspu Apenińskiego.
Wzrastający poziom
Skala wyzwania będzie rosnąć wraz z kolejnymi spotkaniami. Biało-czerwoni zaczną mistrzostwa w czwartek i w pierwszym meczu zmierzą się z Portugalią. W kolejnych dniach zagrają z Izraelem, Macedonią Północną, Ukrainą i na zakończenie z Bułgarią. – W grupie najgroźniejsze będą Ukraina i Bułgaria, a potem nie ma znaczenia, kto to będzie. Każdy ma swoją jakość. Trzeba starać się z każdym przeciwnikiem grać najlepiej, zrozumieć, co i jak gra i co my musimy zrobić, żeby wygrać. Krok po kroku. Jeżeli zagramy ze Słowenią, Francją, Włochami, Niemcami czy Serbią, to każda z tych drużyn ma kilku zawodników, którzy jeżeli mają swój dzień, mogą zagrać bardzo dobrze. My musimy starać się być najlepsi - przyznał Nikola Grbić, trener Polaków.
Mecz o prestiż
Bułgaria to ekipa ze światowej czołówki. W ubiegłym roku wywalczyła wicemistrzostwo świata, przegrywając dopiero w finale z Włochami. Jej filarami są znakomici i wielce utalentowani bracia, rozgrywający Simeon oraz przyjmujący Aleksandar Nikołowowie. Ten drugi uchodzi za jednego z najlepszych i najmocniej atakujących siatkarzy na świecie, a ma dopiero 22 lata. Z kolei Simeon ma zaledwie 19 lat! W zespole prowadzonym przez włoskiego szkoleniowca Gianlorenzo Blenginiego są też jednak inni gracze o wysokim poziomie, jak doskonale znany w naszym kraju, bo na co dzień występujący w Bogdance LUK Lublin, środkowy Aleks Grozdanow czy atakujący Wenisław Antow.
Bułgarzy mocno szykują się na starcie z naszym zespołem. Gdy dowiedzieli się, że Polacy będą z nimi w grupie, zmienili miasto gospodarza z Warny na Sofię. W stolicy bowiem jest znacznie nowocześniejsza i pojemniejsza hala, która nosi nazwę... 8888. Obiekt może pomieścić 15 tysięcy widzów i na mecz z Polską gospodarze spodziewają się kompletu.
Szacunek dla wielkich
Wysokie aspiracje ma też Ukraina, ale… - Drużyna jest w dobrej formie, a morale wysokie. W takich turniejach, gdzie w grupie jest do rozegrania pięć meczów, pierwszym krokiem jest walka o wyjście z grupy, a drugim zajęcie jak najwyższej pozycji. Potem wszystko rozstrzyga się w jednym meczu „wszystko albo nic” - powiedział w rozmowie ze Sport.eu Raul Lozano. Argentyńczyk zdaje jednak sobie sprawę, że o pokonane Polski i Bułgarii będzie piekielnie trudno. - Biorąc pod uwagę poziom przeciwników, rywalizacja będzie bardzo zacięta. Gra z gospodarzami jest zawsze bardzo trudna, a z Polakami - obecnymi mistrzami VNL i zajmującymi pierwsze miejsce na świecie jeszcze trudniejsza – stwierdził.
Z szacunkiem o Biało-czerwonych wypowiadał się też Itamar Stein, selekcjoner Izraela. - Przygotowanie do meczu z Polską czy Bułgarią jest najłatwiejsze. Nie ma potrzeby motywowania zawodników ani dawania im kolejnych przestróg, bo zagramy przeciwko największym gwiazdom na świecie. Jak zwykle skupimy się na naszej grze, postaramy się znaleźć sposoby na pokazanie naszych zalet i chcemy zaprezentować się jak najlepiej – ocenił.
Nowe rozdanie
Trener Grbić musiał w bieżącym sezonie reprezentacyjnym mierzyć się z problemami zdrowotnymi swoich podopiecznych. Na przerwę od kadry zdecydowali się kapitan i atakujący Bartosz Kurek oraz środkowy Norbert Huber, a o zakończeniu kariery międzynarodowej z powodów zdrowotnych jeszcze przed sezonem poinformował rozgrywający Marcin Janusz. Środkowi Mateusz Bieniek i Jakub Kochanowski ze względu na urazy także musieli opuścić cały sezon kadrowy.
Z zespołu, który trzy lata temu cieszył się w Rzymie ze złota ME, w składzie na tegoroczną edycję turnieju jest tylko pięciu zawodników: przyjmujący Tomasz Fornal, Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk i Aleksander Śliwka oraz libero Jakub Popiwczak. Polska jest jednak siatkarską potęgą i rezerwy ma praktycznie niewyczerpane. Kontuzje dotychczas podstawowych zawodników otworzyły możliwości pokazania się innym. W kadrze na ME znaleźli się więc Jakub Majchrzak, Maksymilian Granieczny, Szymon Jakubiszak czy wracający do kadry po siedmiu latach Bartłomiej Lemański.
(mic)
MEDALIŚCI ME W XXI WIEKU
◾ 2001 (Czechy) – 1. Jugosławia, 2 Włochy, 3. Rosja, 5. POLSKA◾ 2003 (Niemcy) – 1. Włochy, 2. Rosja, 3. Serbia i Czarnogóra, 5. POLSKA
◾ 2005 (Serbia i Czarnogóra/Włochy) – 1. Włochy, 2. Rosja, 3. Serbia i Czarnogóra, 5. POLSKA
◾ 2007 (Rosja) – 1. Hiszpania, 2. Rosja, 3. Serbia, 11. POLSKA
◾ 2009 (Turcja) – 1. POLSKA, 2. Francja, 3. Bułgaria
◾ 2011 (Austria/Czechy) – 1. Serbia, 2. Włochy, 3. POLSKA
◾ 2013 (Dania/Polska) – 1. Rosja, 2. Włochy, 3. Serbia, 9. POLSKA
◾ 2015 (Bułgaria/Włochy) – 1. Francja, 2. Słowenia, 3. Włochy, 5. POLSKA
◾ 2017 (Polska) – 1. Rosja, 2. Niemcy, 3. Serbia, 10. POLSKA
◾ 2019 (Belgia/Francja/Holandia/Słowenia) – 1. Serbia, 2. Słowenia, 3. POLSKA
◾ 2021 (Czechy, Estonia, Finlandia, Polska) – 1. Włochy, 2. Słowenia, 3. POLSKA
◾ 2023 (Bułgaria/Izrael, Macedonia Północna/Włochy) - 1. POLSKA, 2. Włochy, 3. Słowenia
____________________________
Jesteśmy faworytem
Zdaniem eksperta - Ryszard Bosek, wielokrotny reprezentant Polski, mistrz olimpijski z Montrealu (1976) i mistrz świata z Meksyku (1974)
- Na mistrzostwa Europy Polacy jadą w roli faworytów. Pokazały to ostatnie wyniki: triumf w Lidze Narodów, zwycięstwa w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera i w ostatnim sparingu z Finlandią. Kibice mają więc prawo oczekiwać dobrego występu i zdobycia złotego medalu. Mamy bardzo silną drużynę. Nie ma różnic w umiejętnościach między podstawową szóstką i rezerwowymi. Ten, co dawał zmianę, nie odbiegał umiejętnościami od gracza szóstkowego. Siatkarze są świadomi swojej siły i wielkich umiejętności. Wiedzą, że stać ich na największe sukcesy. W polskiej ekipie jest też dobra chemia, gracze ufają trenerowi, a to jest bardzo ważne w grach zespołowych, bo są pewni tego, co robią. Cieszy postawa Bartłomieja Bołądzia, który po rezygnacji Bartosza Kurka urósł do roli pierwszego atakującego. Daje radę w trudnych momentach, czuje się ograny, jest pewny tego, co robi. Mamy klasowego atakującego.
Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
