Po medal z... plecakiem

SKIALPINIZM

I zaczęły się schody! Fot. PAP/EPA

To konkurencja debiutująca na igrzyskach, ale jeśli ktoś myślał, że chodzi o zjazd na nartach z któregoś z alpejskich szczytów, ten się pomylił. Górka nie za wysoka, ale specjalnie przygotowana, a uczestnicy startują z... plecakami. Najpierw podbieg, a po drodze... „diament” - swoisty labirynt zwężający się przez zamontowane barierki, a w szerszych miejscach... rondo, ale czworokątne (paradoks, ale chodzi o sposób obiegania), które połowa z sześciu uczestników każdego biegu pokonuje po prawej stronie, a reszta po przeciwnej. Po „diamencie”... schody jeszcze do góry, które pokonuje się po zdjęciu nart. Tu wyjaśnia się potrzeba plecaka, który ma uchwyty na przytroczenie nart, a sam zabezpiecza – nomen omen – plecy uczestnika, by wiązania nie zrobiły w nich dziury! Po schodach jeszcze podbieg, a na szczycie kolejna niespodzianka: narty trzeba pozbawić tzw. fok, czyli pasów tkaniny przywiązanej do spodów „desek”, które zamieniają je w biegówki, a po zdjęciu mamy... zjazdówki! A foki - za bluzę! Ze szczytu już na dół do mety, ale jeszcze z małą „szykaną” - mikroskocznią!

Czy ta konkurencja utrzyma się na igrzyskach? Na pewno nie jest nudna, bo bieg trwa od 2,5 do 3 minut. Nasi - Iwona Januszyk i Jan Elantkowski - odpadli niestety w kwalifikacjach, a pierwszy (srebrny) medal na tych igrzyskach zdobył sportowiec neutralny.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się