Po co tu oni?

ZAPRASZAMY NA STADIONY – Piotr Tubacki

Od początku było wiadomo, że jeśli pewnego dnia Wojciech Kwiecień – niczym Agnieszka Chylińska – powie sobie dość, Wieczysta zniknie z piłkarskiej mapy Polski jak drewniany domek wciągnięty przez tornado. Oczywiście jeszcze nie ma oficjalnego potwierdzenia, co stanie się z krakowskim krezusem, ale wszystko wskazuje na to, że projekt dobiega końca. Taka wola zarządców – proszę bardzo. Jednakże nie mogę przestać patrzeć na to z pewnym... obrzydzeniem.

Bo jak tutaj emocjonować się meczem Wieczystej z Miedzią, skoro wiadomo, że tej pierwszej drużyny zaraz może nie być? Że odda komuś miejsce w barażu albo po prostu zagwarantuje komuś wolny los do finału. Po co ona jeszcze tu właściwie jest? Okej, rozumiem, że dopóki to trwa, to wszystko idzie normalnym tokiem. Zresztą może faktycznie nic się nie stanie i Wieczysta trafi do ekstraklasy. A jeśli nie? Przecież to wypacza sens rywalizacji.

Wszelkie znaczenie tracą spektakularne wygrane czy przegrane tej drużyny. Emocje związane ze spotkaniami okazują się ułudą, fałszem, czymś, czego nigdy nie było. Jak u kobiety, która zakochuje się w oszuście, a ten nagle znika bez śladu. Cała pierwszoligowa stawka walczy o najwyższe cele, poci się jak świnie, częstokroć ogląda każdy grosz z obu stron, byle tylko znaleźć jakąś rozsądną przewagę... a tutaj nowobogacki przychodzi, psuje imprezę i wychodzi. Patrząc na Wieczystą, widzę zmarnowany czas i energię. Nie tylko pana Kwietnia. Także mój i wielu postronnych kibiców.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się