Po co komu toksyczni goście?
BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk
Krótki komunikat: „Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) orzekł na korzyść Rosjan i Białorusinów w ich sporze z Międzynarodową Federacją Narciarską i Snowboardową (FIS). To oznacza, że przed zawodnikami z tych krajów otwiera się szansa awansu do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich”. Dodajmy jeszcze i to, że w październiku CAS podjął analogiczne decyzje w sporze przedstawicieli rosyjskiego saneczkarstwa z międzynarodową federacją (FIL). I jeszcze to, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski „dopuszcza do międzynarodowej rywalizacji sportowców z krajów-agresorów, jednak pod pewnymi warunkami, m.in. nie mogą popierać inwazji na Ukrainę ani mieć powiązań ze służbami bezpieczeństwa” (cytat za Polską Agencją Prasową). Swoją drogą, nie wiem, kto i w jaki sposób miałby sprawdzać, czy ci sportowcy spełniają akurat takie warunki.
Zasadniczo nie mam nic do zawodników wywodzących się z Rosji i Białorusi. Oprócz dwóch zastrzeżeń. Pierwsze? Rosjanie byli elementem szeroko zakrojonej, pilotowanej przez wszelkie państwowe służby, akcji prodopingowej (nie mylić z antydopingową). Bardzo rozległy mechanizm niedopuszczalnego wspomagania ujawniła swego czasu niemiecka telewizja ZDF.
Pośrednim efektem tego programu – i oczywiście bardziej sformalizowanych działań – była m.in. głośna do dziś i wciąż roztrząsana decyzja tegoż samego Trybunału Arbitrażowego, by w 2014 roku odrzucić apelację 68 (!) rosyjskich lekkoatletów wykluczonych ze startu w igrzyskach w Rio de Janeiro właśnie za umoczenie w dopingu.
Drugie zastrzeżenie? Ano takie, że większość rosyjskich sportowców zdaje się bezwolnie i bezkrytycznie podchodzić do tego, co ich rządy – a właściwie niepodzielni władcy na Kremlu – wyczyniają na międzynarodowej arenie, a wojna z Ukrainą jest najbardziej tragicznym i smutnym tego exemplum. A co ze stosunkiem do wcześniejszych wojen czeczeńskich? A co atakiem na Gruzję? A co z aneksją Krymu?
Tak, wiem, łatwo się wymądrzać z innej perspektywy; konkretnie z naszej perspektywy, kraju wolnego, gdzie co prawda – również na państwowym szczeblu – politycznej i zwyczajnej głupoty, tudzież chamstwa i złodziejstwa, nie brakuje, lecz jednak nikt za takie czy inne poglądy do łagrów nie zamyka; choć wiadomo, że chętni do zamykania by się znaleźli.
By nie było wątpliwości – start Rosjan i Białorusinów nie jest jeszcze przesądzony w tym sensie, że nie mają za dużo czasu na zdobycie samej kwalifikacji do igrzysk. Owe kwalifikacje powinny zakończyć się do połowy stycznia. I jest jeszcze jedna wątpliwość: czy dostaną oni wizy do strefy Schengen, a wiadomo, że władze Komisji Europejskiej są za zaostrzeniem kursu wobec Rosjan. A to dlatego, że poniewczasie zorientowano się, że od momentu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę w 2022 roku obywatelom Rosji przyznano pół miliona wiz (większość wielokrotnych), które uprawniają do wjazdu na teren Unii Europejskiej. Ile z tych wiz przypadło rozmaitej maści agentom i szpiegom? Pan Bóg jeden wie... Unia odpowiedzialności zbiorowej nie chce co prawda stosować, ale też wychodzi z założenia, że nie powinno się dawać takich przywilejów jak wiza obywatelom kraju-agresora. Międzynarodowy Komitet Olimpijski ma być bardziej im przychylny tylko dlatego, że wywodzą się ze świata sportu? Odpowiedzcie sobie sami...
Na marginesie: gościmy właśnie w Lublinie uczestników mistrzostw Europy w pływaniu na krótkim basenie. Przed kilkoma tygodniami głośno było o tym, że pływacka federacja niemal in corpore była za dopuszczeniem do startu w tej imprezie Rosjan; jedyny głos sprzeciwu padł ze strony szefowej naszego pływackiego związku, Otylii Jędrzejczak. Później już do sprawy nie wracano; Rosjanie nie przyjechali z powodu braku wiz...
Niezależnie od wszystkiego start rosyjskich (i białoruskich) sportowców w zbliżających się zimowych igrzyskach olimpijskich z trudem, ale mieści się w mojej wyobraźni. Dużo trudniej jednak wyobrazić mi sobie, jak może być z ich relacjami z reprezentantami innych nacji, zwłaszcza ukraińskiej, z relacjami z widzami i w ogóle z tym wszystkim, co powinno się mieścić w tak zwanym duchu olimpijskim.
No i nie sposób nie zwrócić uwagi na taki banał, że toksyczny gość jest w stanie zatruć atmosferę każdej imprezy.
