Płacz przez Cebulę
Seria dziewięciu meczów Ruchu bez porażki należy już do przeszłości.
Finezji w Mielcu zbyt wiele nie było i w takich realiach znacznie lepiej odnalazła się Stal. Fot. Marta Badowska / Press Focus
Kibice angielskiej Premier League żartowali swego czasu, że jeśli chcesz przeżyć piłkarską szkołę życia i udowodnić charakter, musisz poradzić sobie w chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Czy Mielec jest polskim Stoke?
Tiki-taki nie było
Gospodarze liczyli, że przyjazd Niebieskich sprowokuje kibiców do przyjścia na stadion i – po widocznej obniżce frekwencyjnej – liczba fanów „zakręci się” wokół pięciu tysięcy. Cóż... wiele do tej liczby zabrakło, a mieleccy nieobecni mogli żałować, bo ich drużyna zagrała przyzwoite, a przede wszystkim zwycięskie spotkanie. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że było to przednie widowisko. Deszczu jak w Stoke co prawda nie było, ale nie za równa, twarda i zmrożona, pierońsko śliska murawa zdecydowanie nie pomagała w graniu tiki-taki. Eufemistycznie można więc przyznać, że był to mecz, w którym liczyły się cechy wolicjonalne i charakter, a tych znacznie więcej pokazali piłkarze Stali.
Mielczanie mieli minimalną przewagę statystyczną i optyczną, a przed przerwą najmocniej dał się we znaki gościom Kamil Cybulski, oddający dwa niezłe strzały. Najlepszą okazję mieli jednak Chorzowianie, gdy po dobrej akcji Michał Chrapek chciał zagrać jak z Odrą Opole i wystawić piłkę Teddy'emu Sutherlandowi. Wtedy jednak zapewnił Anglikowi strzał do pustej, natomiast w niedzielny wieczór po prostu zaprzepaścił sytuację, bo w tym przypadku akurat powinien strzelać, a jego kompan został zablokowany.
Pojedynek „dziesiątek”
Trener Waldemar Fornalik nie był zadowolony z postawy swojego najbardziej doświadczonego zawodnika. Chrapek zszedł bowiem z murawy w pierwszym rzucie zmian, w pojedynku „dziesiątek” prezentując się znacznie gorzej niż mielecki vis-a-vis Marcin Cebula. Młodszy, choć także przecież doświadczony ofensywny pomocnik (230 występów w ekstraklasie) wypracował Stali dwa gole! W 62 minucie „położył” na ziemi Aleksandra Komora, umożliwiając Tymoteuszowi Gmurowi oddanie precyzyjnego uderzenia po dalszym słupku. Sześć minut później dośrodkował z kolei z rzutu wolnego, piłkę podbił Bartosz Kwiecień, a do siatki wpakował ją Fryderyk Gerbowski.
Mieleckie realia ewidentnie nie sprzyjały Chorzowianom – niemrawym, niepoukładanym, zdezorganizowanym, powolnym, niekonkretnym. Zmiennicy nie dali oczekiwanej jakości, a po traconych golach... sytuacji właściwie nie stwarzali – może co najwyżej główkujący Abraham del Moral. Stal najwyraźniej lubi grać u siebie z Górnoślązakami. Wczoraj przerwała niepokonaną serię Ruchu, z kolei 16 sierpnia... pobiła aż 5:2 Polonię Bytom, wówczas jej niepokonaną (ligową) serię rozpoczynając. Może Niebiescy pójdą śladami sąsiadów?
Piotr Tubacki
3 GOLE w tym sezonie ma 18-letni Tymoteusz Gmur, a każdego strzelał drużynie z województwa śląskiego w meczu u siebie – Podbeskidziu, Polonii Bytom i teraz Ruchowi.
OCENA MECZU⭐
◼ Stal Mielec – Ruch Chorzów 2:0 (0:0)
1:0 – Gmur, 62 min, 2:0 – Gerbowski, 68 min
STAL: Cziczkan – Tupaj, Kościelny, Puerto, Getinger – Kwiecień (89. Wyparło), Wlazło – Gmur (77. Kruszelnicki), Gerbowski (86. Musiolik), Cybulski (77. Prajsnar) – Cebula (76. Oure). Trener Damian SKIBA.
RUCH: Wrąbel – Wójcik, Leśniak-Paduch, Komor, del Moral – Szymański (74. Ventura), Kristan – Szwedzik (74. Rostek), Chrapek (66. Nagamatsu), Sutherland (83. Szczepan) – Coscia (66. Pawłowski). Trener Waldemar FORNALIK.
Sędziował Szymon Łężny (Namysłów). Widzów 1600. Żółte kartki: Komor, Szwedzik, Nagamatsu
