Plac Janusza Kupcewicza

Skończyłby 70 lat… W sobotę przestrzeń przy Stadionie Miejskim w Gdyni otrzymała imię jednego z najlepszych pomocników w historii polskiej piłki.

Janusz Kupcewicz we wrześniu 2017 roku. Dziś skończyłby 70 lat… Fot. Michał Zichlarz

REPREZENTACJA

Z byłym świetnym reprezentantem Polski spotkałem się w Gdyni we wrześniu 2017 roku. Akurat trwał tam 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Usiedliśmy w pizzerii Anker, gdzie z mieszkania przy I Armii Wojska Polskiego miał bliziutko.

Miał grać w… Górniku 

– To mieszkanie dostałem po czterech latach gry w Arce. Przez pierwsze pół roku, jak trafiłem do klubu, mieszkałem w hotelu przy dawnym basenie z bratem i bratową. Potem brat dostał mieszkanie na Witolinie, gdzie też z nimi mieszkałem. Ja swoje, na I Armii Wojska Polskiego, dostałem w 1978 roku. Historia o tym, jakoby ojciec za moje przejście do Górnika żądał willi, to była lekka przesada – Janusz Kupcewicz opowiadał mi wtedy z uśmiechem.

Zależało mi na rozmowie z nim, bo akurat zbierałem materiały do książki „Stefan Żywotko. Ze Lwowa po mistrzostwo Afryki”, a pan Janusz pamiętał dobrze szkoleniowca z Kresów ze wspólnej pracy w Arce w rozgrywkach 1975/76 zakończonych awansem (powrotem) do ekstraklasy.

Z rocznika 1955, uznawany był za wielki talent. Kreowany był na następcę samego Włodzimierza Lubańskiego. Niewiele brakowało, a trafiłby do klubu z Zabrza! Był tam przez tydzień w 1973 roku. Zamiast na boisku, wylądował jednak w… szpitalu w Zabrzu. Wszystko przez kontuzję ścięgna Achillesa w meczu reprezentacji juniorów. Ostatecznie wylądował w Arce, gdzie stał się legendą. To stamtąd trafił do reprezentacji Polski, w której zadebiutował w marcu 1976 w meczu z Argentyną na Stadionie Śląskim, jako piłkarz drugoligowego wtedy klubu. Tutaj dodajmy, że Stefan Żywotko świetnie znał się z Kazimierzem Górskim również ze Lwowa. Koneksje nie były jednak potrzebne, bo Kupcewicz miał naprawdę wielki talent i umiejętności. W tamtym sezonie, jako pomocnik, był zresztą królem strzelców drugoligowych rozgrywek z 14 bramkami.

Dał nam medal!

Z Arką zdobył historyczny Puchar Polski w 1979 roku, a jako piłkarz gdynian pojechał na mundial do Hiszpanii w 1982 roku. Już wcześniej było wiadomo, że zmieni klub. Po MŚ trafił do Lecha, z którym w rozgrywkach 1982/83 zdobył pierwsze w historii dla klubu z Poznania krajowe mistrzostwo, będąc kluczowym graczem Kolejorza – 24 mecze i 9 bramek.

Co do turnieju w Hiszpanii, to nie był w wyjściowym składzie na pierwsze remisowe i bezbarwne mecze z Włochami i Kamerunem. Dopiero w trzecim grupowym spotkaniu z Peru dostał szansę od początku i tak to zaskoczyło, że skończyło się 3. miejscem na świecie! Sam zdobył pamiętanego do dziś gola w rywalizacji z Francją (3:2) o medal, kiedy to z ostrego kąta z niesamowitego wolnego zaskoczył niespodziewającego się uderzenia z takiej pozycji Jeana Castanedę. Do dziś co niektórzy starsi futbolowi kibice mówią: „strzelił jak Kupcewicz”. I wiadomo o co chodzi.

Niespełna dwa miesiące później w towarzyskim meczu z Francją w Paryżu, gdzie Biało-czerwoni wygrali… 4:0, zdobył dwa gole! Był w szczycie formy. Na pieńku miał ze Zbigniewem Bońkiem – w końcu dwa silne charaktery.

Nie błyszczał w mediach, bo nie chciał, ale za to w ostatnich latach był częstym gościem na łamach jeszcze drukowanego wtedy „Sportu”. Aż niektórzy koledzy się zżymali, że tego Kupcewicza na łamach jest za dużo. Dla mnie tak nie było. Zawsze coś ciekawego powiedział, zawsze mogłem liczyć na jego odpowiedź, na to że będzie miał czas na spotkanie czy rozmowę telefoniczną. Miał zresztą ciekawe spostrzeżenia, uwagi.

Ojciec się cieszył

Z czego się cieszył najbardziej? Z medalu mistrzostw świata oczywiście, ale też przede wszystkim z tego, że wszystko mógł jeszcze zobaczyć jego mocno schorowany już wtedy ojciec. Aleksander Kupcewicz był znanym trenerem. Bardzo dobrym ligowym zawodnikiem był też starszy brat pana Janusza – Zbigniew. To była piłkarska rodzina.

- Dla mnie o tyle istotne, że wszystko działo się przed śmiercią ojca, który tyle dla mnie zrobił i tak wiele dla mnie znaczył. Był już wtedy na łożu śmierci. Chorował na zanik mięśni. To choroba, która zniszczyła też Krzysztofa Nowaka, byłego piłkarz VfL Wolfsburg. Ojciec zmarł w 1983 roku, ale moje występy na mistrzostwach w Hiszpanii rok wcześniej dały mu dużo radości. Przed śmiercią zobaczył, jak syn zdobywa bramkę, która dała polskiej reprezentacji trzecie miejsce na mistrzostwach świata – mówił mi były doskonały zawodnik, który zawsze chodził swoimi ścieżkami. Zmarł po chorobie 4 lipca 2022 roku. Akurat w 40. rocznicę pamiętnego meczu z ZSRR na MŚ w Hiszpanii, który dał nam awans do czołowej czwórki hiszpańskiego mundialu.

Michał Zichlarz

CZY WIESZ, ŻE…

◼ W Sopocie od dwóch lat odbywa się Memoriał Janusza Kupcewicza. Grają w nim młodzi piłkarze, a także oldboje Arki oraz Lechii. Janusz Kupcewicz, to jedna z niewielu postaci, która łączy mocno zwaśnione trójmiejskie kluby. Sam zresztą po powrocie z zagranicy występował w zielono-białych barwach.

◼ Przed sobotnim meczem Arki z Motorem odbyła się podniosła uroczystość. Przestrzeń przy Stadionie Miejskim otrzymała nazwę Plac Janusza Kupcewicza. To tuż przy wejściu prowadzącym na trybunę „Górka”. W ten sposób uhonorowano Piłkarza 90-lecia Arki Gdynia.

 

JANUSZ KUPCEWICZ

Urodzony : 9 grudnia 1955 r.
Miejsce urodzenia : Gdańsk
Zmarł : 4 lipca 2022 r. w Gdyni
Pozycja na boisku : pomocnik
Kariera : Warmia Olszyn, Stomil Olsztyn, Arka Gdynia, Lech Poznań, AS St. Etienne, Larissa, Lechia Gdańsk, Adanaspor
Reprezentacja : 20 meczów/5 bramek
Sukcesy : 3. miejsce na MŚ 1982, Puchar Polski z Arką w 1979, mistrzostwo Polski z Lechem w 1983

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się