Piszczek skończony, czyli zabawa w trenowanie

KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek

Łukasz Piszczek, decydując się na podjęcie pierwszej samodzielnej pracy trenerskiej w pogrążonym w kryzysie oraz walczącym o utrzymanie GKS-ie Tychy, zdawał sobie sprawę (przynajmniej powinien), że jest to zadanie z gwiazdką, obarczone sporą dozą ryzyka, gdzie dużo można wygrać, ale zdecydowanie więcej przegrać. Mieć w CV spadek na początku przygody w tym zawodzie nie wygląda najlepiej, choć się zdarza – większym od Piszczka również.

Jeden z filarów kadry Adama Nawałki nie będzie jednak kojarzony ze spadkiem, jakich wiele, który jest wkalkulowany w ten zawód. Już na zawsze będzie utożsamiany ze skrajnym blamażem, totalną katastrofą, największą kompromitacją – można sobie dowolnie tutaj przestawiać, zmieniać i tworzyć nowe frazy, ale żadna chyba i tak w pełni nie odda tego, jak zbłaźnił się 66-krotny reprezentant Polski. Poprowadził Tyszan zaledwie w ośmiu meczach, osiągając koszmarny bilans dwóch remisów i sześciu porażek. Jakby tego było mało, to styl większości z nich był taki, że „no ludzie kochani”…

Na jego niekorzyść przemawia również spora liczba zimowych transferów. Próbował przebudować zespół wedle swojej wizji i ten wiosną wyglądał jeszcze gorzej niż jesienią, a już wtedy był najgorszy… Po takiej „serii” naturalną koleją rzeczy jest, że trenera się zwalnia, by nie napisać dosadniej, posługując się językiem Jana Tomaszewskiego, ale w Tychach chcieli, aby Piszczek... został! Ten jednak zostać nie chciał. Jak szczur uciekł z okrętu, który sam przywiódł na zderzenie z górą lodową, chwilę wcześniej krzycząc: „Dajcie mi ster!”. W praktyce spuścił klub do II ligi, bo wyprowadzenie GKS-u z tak beznadziejnego położenia wydaje się praktycznie niewykonalne, ale nie chce mieć tego w papierach, nie chce wziąć odpowiedzialności. Zachowanie Piszczka jest tak hańbiące, że na długie lata powinien go spotkać ostracyzm środowiska, a każdy, kto choćby pomyśli o jego zatrudnieniu – być wytykanym palcami.

Żeby jednak do końca być sprawiedliwym, trzeba dodać, że wielką krzywdę zrobili mu ci, którzy namaścili go wielkim trenerem, zanim podjął pierwszą pracę w tym zawodzie. Nie brakowało przecież głosów o poprowadzeniu reprezentacji czy Legii... Jak się okazało, Piszczek (na razie) nie jest nawet słabym trenerem. Jest trenerem żadnym. Jaki ma teraz pomysł na siebie, trudno przewidzieć. Powrót do Goczałkowic? Do Niemiec? Tylko w jakiej roli i po co? W Tychach przegrał więcej, niż można było sobie wyobrazić.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się