Piorun

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Największe nieszczęście przy okazji meczów z Albanią miało już szansę się wydarzyć, a... się nie wydarzyło. Nieżyjący już Wacław Sąsiadek, były mistrz Polski z Polonią Bytom, opowiadał mi dawno temu o dramatycznych zdarzeniach z 1950 roku, gdy z reprezentacją Polski leciał na mecz właśnie do Albanii.  Dziś nikt już o tym nie pamięta, ale wtedy polscy piłkarze omal... nie zginęli w katastrofie lotniczej! Niedługo po starcie w samolot... uderzył piorun i w efekcie zapaliła się kabina pilotów. Pan Sąsiadek opowiadał mi, że jakimś cudem udało się im ugasić ten pożar, a potem wykazali się kunsztem: bez łączności radiowej lądowali awaryjnie w Budapeszcie. Wtedy ludzie byli z żelaza. Piłkarze otrzepali się po przygodzie i... polecieli na mecz do Tirany. Nikomu nie przyszło do głowy go odwoływać. Padł remis 0:0, ale zawodnicy nie wyrzucali sobie przesadnie tego wyniku....

Tym razem wynik 0:0 nikogo jednak nie zadowoli, bo przecież o niczym nie rozstrzygnie. Baraż musi mieć zwycięzcę, faworytem jest Polska. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że w kadrze nikt tego nie rozpatruje. W dzisiejszym świecie ważną umiejętnością jest bycie taktownym, nikt nikogo słowem nie ukłuje, ale jestem przekonany, że wszystkim związanym realnie z tym wydarzeniem przebieg meczu jest właściwie obojętny – byleby wszystko skończyło się szczęśliwie, byleby był on zwycięski. Tym razem i mnie w ogóle nie obchodzi styl, nie czekam bynajmniej na grad bramek, zachwycające podania i sztuczki techniczne. Stawka jest ogromna, bo nie ma ważniejszej imprezy niż mundial. Jan Urban do tej pory zrobił wszystko, co mógł, by nań awansować. Wierzę niezmiennie w jego nie tyle szczęśliwą rękę, co fachowość. Jeśli ktoś wypali, że będzie łatwo, to nie pomaga sam sobie: Albańczycy są dziś trudnym rywalem i właściwie zawsze byli, odkąd pamiętam.

Sięgam więc po jakiś wątek z futbolowej rywalizacji obu krajów, który wzbudzi uśmiech. Można taki znaleźć choćby już przy okazji pierwszego meczu między tymi drużynami, zdarzył się jeszcze rok wcześniej przed dramatycznym pożarem kabiny pilotów. Był rok 1949, czasy stalinowskie, a historia zupełnie niestalinowska, otóż właśnie wtedy PZPN przyznał – za zgodą odpowiednich czynników – pierwsze... powojenne premie za zwycięstwo dla piłkarzy! Należały się, bo Polska wygrała 2:1. Oczywiście trudno przyrównywać się do dzisiejszych realiów, pewnie starczyło na lepszy chleb z – być może – zagraniczną marmoladą, jednak liczy się fakt!

Mecz z Albanią to również pretekst do stwierdzenia, że trzeba... zadbać o arbitrów. Nie, nie chodzi mi oczywiście, żeby ich próbować przekupić, ale nie można lecieć w bambuko, jak polecieli choćby organizatorzy pamiętnego spotkania w eliminacjach do meksykańskiego mundialu... Szwajcarscy sędziowie przyjechali w 1984 roku do Mielca i okazało się, że jedyny hotel w mieście zajęli już Albańczycy. Arbitrzy jedli wtedy suchy chleb w suterenie, bo obiad podano tak późno, że głodni Szwajcarzy najpierw pożarli w milczeniu te kromki. Miejmy nadzieję, że w Warszawie wiedzą, jak się zachować i nie rozzłoszczą arbitrów przed meczem...

Trzymajmy nerwy na wodzy, łatwiej będzie nam przeżyć te niełatwe chwile. Przypominam: największe nieszczęście przy okazji meczów z Albanią miało już szansę się wydarzyć, a się nie wydarzyło. Bądźmy więc optymistami. 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się