Piłkarze zawsze kupują szczerość trenera

Rozmowa z Szymonem Kapiasem, byłym piłkarzem m.in. GieKSy, synem Jerzego, byłego piłkarza m.in. katowickiego klubu

Trener Rafał Górak, którego bardzo cenię, nie miał wcale łatwo, ale wszystko potrafił pospinać w odpowiednią całość. Widać niezwykłą chemię między szkoleniowcem, a wszystkimi zawodnikami – podkreśla Szymon Kapias. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus

Ekstraklasa w tym sezonie jest zdumiewająca. Takiego sezonu nie było od jej powstania. To może być jakiś stały trend? Wyjątkowo spłaszczona tabela to wyraz jej siły czy słabości?

– To rzeczywiście wyjątkowy sezon. Nie zdarzyło się, żeby na tym etapie rozgrywek było między pierwszym a ostatnim zespołem ledwie 21 punktów różnicy. Kilka zespołów, nawet do ósmego Motoru, może jeszcze walczyć o mistrzostwo! A o utrzymanie muszą drżeć wszyscy, którzy mają 37 i mniej punktów, a więc również nie tak wiele mniej od liderującego Lecha (uśmiech).

A jeśli ktoś z samego czuba miałby zapaść formy...

... – to też może drżeć o utrzymanie (uśmiech). Naprawdę niezwykły sezon. To bardzo atrakcyjne dla kibica, każdy mecz do końca będzie grą o coś. Wiadomo, że niektórzy fani będą na końcu rozpaczać, inni szaleć z radości, ale jedno jest pewne: będzie się działo do ostatniej kolejki. Liga się bardzo wyrównała. Uważam, że nasza liga jest dobra i fakt, że wszyscy mają dostęp do nowoczesnego treningu, korzystają z różnych źródeł informacji, wiedza taktyczna jest coraz większa, składy szkoleniowe są rozbudowane, każdy wie, co ma robić – świadczy o tym, że ekstraklasa idzie w dobrym kierunku.

Czy dobre byłoby, żeby następny sezon pod względem zaciętości i spłaszczonej tabeli był taki sam?

– Dla kibica na pewno. Jednak moim zdaniem taki już się szybko nie zdarzy. To jest jednak jakiś trudno wytłumaczalny ewenement. Gdyby jednak w następnym sezonie czy też sezonach było podobnie, wtedy można byłoby się zastanawiać, co właściwie z tą ligą się dzieje, dlaczego ona taka jest? Czy fakt, że jest tak wyrównana, świadczy o jej sile, czy raczej słabości... Może tak być, że to, co się dzieje obecnie, to tylko w dłuższym okresie przypadek czy też wyjątek. Gdyby na pięć kolejnych sezonów, zdarzyły się trzy takie jak ten, wtedy można byłoby się zastanawiać... 

Widziałem was z ojcem Jerzym, w przeszłości również zawodnikiem GKS-u, na meczu w Katowicach. Jak rodzinie Kapiasów podoba się obecna GieKSa?

– Bardzo się podoba! Gra chłopaków jest atrakcyjna, te mecze fajnie się ogląda. Wielu byłych zawodników tej drużyny podkreśla, że doczekaliśmy się zespołu, który ma charakter, własny styl, prezentuje przy tym walkę do samego końca. Człowiek jest dumny, że znowu widzi taką fajną drużynę! Trener Rafał Górak, którego bardzo cenię, nie miał wcale łatwo, ale wszystko potrafił pospinać w odpowiednią całość. Widać niezwykłą chemię między szkoleniowcem a wszystkimi zawodnikami. Podkreślam: wszystkimi, czyli także tymi, którzy mniej grają, są zawodnikami wchodzącymi z ławki. Dba o relacje i jest w tym bardzo dobry. Myślę, że piłkarze kupują jego szczerość.

To bardzo dobry tytuł do tej rozmowy! (uśmiech)

– Zawodnik zawsze ceni tę cechę. Również, a może przede wszystkim także wtedy, gdy trener na niego nie stawia. To cenne, gdy szkoleniowiec potrafi wytłumaczyć piłkarzowi, dlaczego ten nie gra w podstawowym składzie, potrafi pokazać, że w niego wierzy, bo każdy ma przecież własną rolę do wykonania w zespole. Gdy nie grasz w wyjściowej jedenastce, ale trener szczerze ci przekaże, dlaczego tak jest, wyjaśni, dlaczego ktoś inny ma to miejsce na twojej pozycji, powie, które cechy sprawiają, dlaczego stawia na tego drugiego – zawsze to docenisz. Bo to jest uczciwe postawienie sprawy! A zawodnik, według mnie, zawsze to kupi, bo będzie chciał być częścią fajnego projektu, dobrego zespołu, którego szkoleniowiec wie, co robi.  Myślę, że trener Górak to ma. Stworzył taką drużynę, na mecze której idzie się z przekonaniem, że stworzy dobre widowisko. Mecze GieKSy ogląda się z dumą i wielką przyjemnością. Emocje znowu są żywe.

Dwa ostatnie mecze Katowic były niecodzienne...

– Oglądałem mecz z Rakowem, który w pierwszej połowie nie istniał. 

Czy to, co zdarzyło się potem GieKSie, może mieć wpływ na psychikę piłkarza?

– Na pewno siedzi w tyle głowy, gdy w meczu, który w pełni był pod kontrolą, nagle wszystko się rozsypało. Potem gra się nie kleiła, ale Katowice potrafiły wrócić do gry, zrobiło się „meczycho”. A karne to już loteria... Szkoda, że to był półfinał Pucharu Polski. Najważniejsze jednak, że dziś GKS jest na takim poziomie, że nie ma u niego dużych wahań formy, sinusoidy. Nie ma tak, że po meczach, gdzie imponuje formą, w kolejnych przychodzi „piach”... Stabilizacja tego rodzaju jest wartością. Ważne też, że nikt w klubie nie wykonuje tanich, pośpiesznych ruchów. Jest zrozumienie, że zawodnik zawsze będzie chciał dawać z siebie sto procent i wygrywać.  Po to przecież uprawia się sport, obojętnie jaki.

Która inna drużyna w ligowym zestawieniu robi na panu szczególne wrażenie?

Podoba mi się Górnik prowadzony przez trenera Michala Gasparika. Jest świetnie poukładany taktycznie, każdy wie, co ma grać, przygotowanie motoryczne jest nienaganne. Widać, że szkoleniowiec świetnie współpracuje z zawodnikami, a oni rozumieją, o co mu chodzi. 

Kiedyś trenerzy, w ramach sprawiedliwości, podchodzili do wszystkich podopiecznych równo. Ale tak się nie da...

– Zgadzam się. Kiedyś wrzucało się ludzi do jednego worka i podczas przygotowań w ramach biegania po górach zajeżdżało się „szybkościowców”. Kto był wydolny, to sobie radził, mniej cierpiał. „Szybkościowcy” dostawali po uszach i nie mogli pokazać atutów. Trzeba wiedzieć, jak prowadzić konkretnego zawodnika. Profesor Krzysztof Ficek, traumatolog i ortopeda, powiedział kiedyś, że piłka była sportem kontaktowym, a stała się kolizyjnym... Łatwo można odnieść kontuzję. Jest mało miejsca i czasu, żeby podjąć odpowiednią decyzję, przyjąć piłkę czy odegrać bez przyjęcia. 

Czyli w cenie są zawodnicy, którzy szybko myślą.

– Zawsze tak było. Wszystko sprowadza się do tego, czy masz dobrą technikę, potrafisz wykonać to na odpowiedniej intensywności i powtarzać to przy zmęczeniu, a ostatnimi czasy ta intensywność bardzo wzrosła. Gdy ogląda się takie spotkanie jak ostatni mecz Bayernu z Realem w Lidze Mistrzów, to już jest kosmos. Przez fakt, że piłka bardzo przyspieszyła, musisz mieć dobrą szybkość, siłę, umiejętność stosowania i wychodzenia spod pressingu, przygotowanie gimnastyczne i tak dalej.  Dlatego dobrze, że jest VAR, który wychwytuje nieprawidłowości. 

Ta szybkość powoduje, że łatwo o spalonego. Obecnie spalony oceniany jest na podstawie ustawienia atakującego zawodnika. Jeśli jakakolwiek część jego ciała, którą może zdobyć bramkę, w momencie podania znajduje się bliżej bramki niż piłka i przedostatni zawodnik drużyny przeciwnej, mamy do czynienia ze spalonym. Często prowadzi to do spornych decyzji rozstrzyganych o centymetry. Arsen Wenger chce, żeby zawodnik atakujący był na spalonym tylko wtedy, gdy całym ciałem znajdzie się za przedostatnim obrońcą, kiedy między nimi widać minimalną przestrzeń. Zwolennicy tego rozwiązania twierdzą, że to rozwiązanie ograniczy liczbę przerw spowodowanych analizą VAR, zmniejszy kontrowersje sędziowskie i wesprze ofensywny futbol. Jest to testowane w lidze kanadyjskiej.

– Uważam, że skoro mamy tyle kamer i jest VAR, można to wszystko wyrysować i nie ma co kombinować przy spalonym. Wiem, że komuś przeszkadza, że czasem decydują centymetry, rozumiem to założenie, że chodzi o większą płynność gry, ale mnie się wydaje, że to nie pomoże, zawsze będzie możliwość swobodnej interpretacji sędziów. Skoro są reguły, to musimy się ich trzymać, nie ma powodu, żeby się rozjeżdżały. Zawsze będzie chęć poprawy czegoś. Taka zmiana przy spalonym powodowałaby ponadto konieczność dostosowywania się piłkarzy do tej zmiany. Dlatego dla mnie nie byłby to dobry pomysł. Byłby dobry, gdyby nie było VAR-u. Nie jestem za tym, żeby to wprowadzać. Testy musiałyby potrwać długo, żeby przekonać się, czy jest to trafiony pomysł. Mnie się on nie podoba. 

Zawsze imponowała mi pańska umiejętność grania dalekimi podaniami. Jaki zawodnik obecnie robi na panu wrażenie w tym elemencie gry?

– Teraz gra jest tak prowadzona, żeby podawać po ziemi, przerzutów jest zdecydowanie mniej. Trenerzy wymagają od zawodników większej ruchliwości, mniej więc stosuje się passów, mniej się tego widzi. Ale jeśli miałbym kogoś wymienić, byłby to Lukas Podolski. Lewą nogę ma niczym młotek i potrafi nią nie tylko świetnie uderzyć, ale i znakomicie podać na dalszą odległość. To niezwykłe, jakie miał i ma nadal kapitalne uderzenie. Dał tym wiele nie tylko reprezentacji Niemiec, ale także polskiej lidze, choć wiadomo, że przez wiek powoli usuwa się w cień. Jednak jego dalekie podania ciągle są zachwycające. Mogę mówić o nim w samych superlatywach. Ten facet udowodnił, że potrafi... Sam może już nie kopnę na 60 metrów, ale z 50 pewnie dałbym jeszcze radę, zarówno lewą, jak i prawą nogą (uśmiech). 

Piotr Polczak, nowy dyrektor sportowy Zagłębia Sosnowiec. Fot. Press Focus


Zejdźmy na koniec niżej. W Zagłębiu Sosnowiec, które chce obronić się przed spadkiem do III ligi, dyrektorem sportowym został właśnie Piotr Polczak, dawny pański partner ze środka obrony w GKS-ie. To dobry ruch?


– Piotrek ma olbrzymie doświadczenie zdobyte na boisku. Wie, na czym polega piłka. Jest inteligentnym i wykształconym facetem. Będzie wiedział, co zrobić, uważam to za dobry ruch Zagłębia. Zresztą z tego, co pamiętam, już w tej roli z powodzeniem w Zagłębiu działał. Wierzę w Piotrka, nie będę ukrywał, że darzę go sympatią. Liczy się jednak merytoryka, a o tę – wiedząc, jak ma poukładane w głowie – jestem spokojny. Zrobi w Zagłębiu dobrą robotę, jakościową pracą się obroni. Potrzeba tylko czasu i zaufania. Na szybko nie zrobi się nic. Powodzenia, „Polo”!

Rozmawiał Paweł Czado

Szymom Kapias

ur. 12. 06. 1984 r.

Kluby: Ruch Chorzów (juniorzy do 2003), Górnik Zabrze (2003-04), Źródło Kromołów (2004-06), GKS Katowice (2006-09), Lech Poznań (2009), Zagłębie Lubin (2009-11), Rozwój Katowice (2012-16), Przemsza Siewierz (2017-19),  Tęcza Błędów (2021-22), AKS Mikołów (2022-25).

Szymon Kapias w redakcji „Sportu”. Fot. Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się