PIŁKARZ KOLEJKI
BARTŁOMIEJ CIEPIELA
Bartłomiej Ciepiela wpisał się w tym sezonie na listę strzelców cztery razy. Fot. Radosław Makuch/PressFocus
Jak sprawić sobie najlepszy prezent urodzinowy? Strzelić dwa gole w meczu ostatniej kolejki. Ofensywny pomocnik, który do Pruszkowa trafił z Legii, strzela rzadko, ale jak już, to w meczu, o którym długo się będzie mówić, szczególnie na Śląsku. Bohater Znicza będzie się długo śnił po nocach piłkarzom Ruchu Chorzów. Trafienia 25-latka rzutem na taśmę zabrały baraże Niebieskim, przesuwając Pruszkowian na 16. miejsce w tabeli. W poprzednich spotkaniach trafiał tylko dwa razy – z Górnikiem Łęczna (2:2) oraz Wisłą Kraków (1:1).
Za czasów, gdy grał w Legii, miał gorącą głowę, często był pierwszy przy każdym zamieszaniu na boisku. Czasem lubił też przysymulować, na czym dość szybko połapali się sędziowie. Krótko – „cwaniaczek z Warszawy”. - Jeżeli pod tym pojęciem kryje się żartowniś, to tak. Często robię atmosferę na boisku i na treningach. Zdarza się, że puszczam muzykę w szatni razem z innymi zawodnikami. Głównie są to motywacyjne kawałki bądź luźniejsze piosenki przed samym wejściem na murawę – przyznawał w rozmowie z Legia.net.
Zawodnik urodził się w Tarnowie, ale pierwsze lata swojego życia spędził w Dębicy. Jak w ogóle zaczęła się jego przygoda z futbolem? - Na obiekt Igloopolu pierwszy raz zabrał mnie dziadek. Jak byłem mały, często ciągnąłem go właśnie na stadion. Tak zaczęła się moja przygoda z piłką i Igloopolem. Najpierw, przed podziałem na roczniki, trenowałem ze starszymi. Później grałem natomiast zarówno z rówieśnikami, jak i nieco starszą gwardią – wspominał zawodnik, który przy sprzyjającym układzie zdarzeń wciąż ma nadzieję, że jego gole były na wagę utrzymania.
Mariusz Rajek
