Pierwszy skalp
W Poznaniu pojawił się promyk nadziei. Mistrzowie Polski wygrali pierwsze spotkanie w nowym roku.
Mikael Ishak w Lechu rozgrywa, strzela i tonuje nastroje. Fot. PressFocus
Wielki kamień, a wręcz głaz, spadł z serca tysięcy kibiców z Wielkopolski, a mimo zimowej aury zza chmur wyłonił się promyk nadziei na lepsze tygodnie. Lech do spotkania w Zabrzu nie wygrał czterech spotkań i czekał na pierwsze zwycięstwo po starcie grania w 2026 roku. Nic więc dziwnego, że w samym obozie Lecha dało się wyczuć ulgę po pokonaniu Górnika – Po dwóch wiosennych porażkach bardzo ważny był dla nas powrót na właściwe tory. Wywalczyliśmy wygraną, ciężko pracowaliśmy na boisku i to nam się opłaciło. Sfera psychiczna i przygotowanie mentalne odgrywało bardzo ważną rolę w przygotowaniach do tego spotkania – mówił trener Niels Frederiksen. Sfera psychologiczna w tym starciu faktycznie mogła odegrać kluczową rolę, ponieważ na Kolejorzu ciążyła bardzo duża presja.
Poznaniacy zwyciężyli po golu nieocenionego kapitana Mikaela Ishaka, który zdobył swoją 11 ligową bramkę. Można zastanowić się, w którym miejscu byliby teraz mistrzowie Polski gdyby nie dobra postawa snajpera. Co prawda już w zaległym spotkaniu z Piastem Gliwice Lechici stworzyli sobie wiele sytuacji bramkowych, jednak zawodziła ich skuteczność. Jeszcze gorzej prezentowała się jednak gra defensywna podopiecznych Frederiksena. Dlatego można odnieść wrażenie, że w obozie mistrzów Polski bardziej cieszono się z zachowania czystego konta – dopiero piątego w tym sezonie ekstraklasy – niż ze zdobytej bramki. – Jednym z ważnych punktów przed rozpoczęciem było to, żeby utrzymać czyste konto. I to się udało, pomagaliśmy sobie w defensywie i mimo tego, że Górnik naciskał, wytrwaliśmy do końca – powiedział obrońca Michał Gurgul.
Warto odnotować, że spotkanie z zabrzanami kończyła linia obrony, która wraz z bramkarzem była złożona wyłącznie z Polaków, a do tego z zawodników wychowanych w akademii Lecha. Bartosz Mrozek jest podstawowym golkiperem drużyny i gra wszystko od deski do deski, natomiast defensywa po raz pierwszy wystąpiła w zestawieniu: Robert Gumny, Wojciech Mońka, Mateusz Skrzypczak i Michał Gurgul. Przed nimi zagrał również Antoni Kozubal – Bardzo cieszy liczba zawodników z akademii. Z „Kozim” i „Monią” razem byliśmy w internacie, więc znamy się bardzo dobrze, a reszta chłopaków też przechodziła te same szczeble w rozwoju – mówił uśmiechnięty Gurgul.
Dzięki tej wygranej poznaniacy wciąż mogą marzyć. Kibice zapewne o obronie mistrzowskiego tytułu, ale o to będzie bardzo ciężko. Co prawda Kolejorz traci do nowego lidera Jagiellonii tylko – albo aż – sześć punktów, jednak ma rozegrane jedno spotkanie więcej. O obronie mistrzostwa tym bardziej ciężko myśleć, że to w historii Lecha już się zdarzyło, ale nie w XXI wieku (1983 i 1984 r. oraz 1992 i 1993 r.). W klubie za bardziej realny cel określają awans do europejskich pucharów. Jednak kapitan zespołu tonuje nastroje – Trzy spotkania, jedno zwycięstwo to za mało, by mówić o powrocie na właściwe tory. Musimy być pokorni i skupieni na każdym kolejnym spotkaniu – tłumaczył Ishak po meczu w Zabrzu. Następny mecz to ponowne starcie z… Piastem. Zatem Lechici dostaną szybką szansę rehabilitacji za porażkę w Gliwicach, ale już bez swojego kapitana, który będzie musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek.
Miłosz Cebo
