Pierwszy punkt Piszczka
Tyszanie zremisowali z Polonią, przerywając zwycięski serial warszawian. W tabeli wiele im to jednak nie pomogło...
19-letni warszawiak Bartosz Jankowski (z prawej) miał swoją szansę na gola w meczu z... warszawiakami. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
Na GKS-ie było wczoraj barbórkowo i mikołajkowo zarazem. Przed meczem, jak na górniczy z nazwy klub przystało, tyszanie, dzień po uroczystościach związanych ze wspomnieniem Świętej Barbary, zaprezentowali galową oprawę z okazji święta patronki pracujących pod ziemią.
Rozdawali prezenty
Jednak chwilę po rozpoczęciu gry stoper Trójkolorowych Kasjan Lipkowski – jak przystało na noc, w której rozdawane są prezenty – zabawił się w Świętego Mikołaja. 25 metrów przed swoją bramką oddał piłkę napastnikowi gości Łukaszowi Zjawińskiemu. Ten przekazał ją Robertowi Dadokowi, który wbiegł w pole karne i będąc oko w oko z bramkarzem zapewnił prowadzenie Polonii Warszawa.
Stołeczni po tym szybkim trafieniu dyktowali warunki gry i w 22 minucie byli blisko podwyższenia, ale po dośrodkowaniu Daniego Vegi główkujący Zjawiński musiał uznać wyższość Kacpra Kołotyły. Ta interwencja okazała się przełomowa.
Bez dokumentacji
Od tego momentu gospodarze wreszcie zaczęli grać odważnie i z minuty na minutę spisywali się coraz lepiej. Do pełni szczęścia brakowało jednak skuteczności, bo w 24 minucie, gdy Marcel Błachewicz miał przed sobą tylko Mateusza Kuchtę, tak długo składał się do uderzenia, że Mykyta Wasin zdążył dobiec i zablokować wahadłowego GKS-u. Chwilę później Błachewicz przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem warszawian, który jeszcze w 31 minucie obronił strzał Daniela Rumina zza linii bocznej pola bramkowego.
Jeżeli do tego dodamy groźne strzały z dystansu oddane przez Juliana Keiblingeratuż przed zejściem do szatni, to będziemy mieli obraz przewagi, która w pierwszej nie została przez miejscowych udokumentowana.
Musieli kraść czas
Po przerwie ataki tyszan były jeszcze groźniejsze i wreszcie w 62 minucie po dośrodkowaniu Błachewicza z lewego skrzydła Rumin nie dał się zatrzymać Bartłomiejowi Poczobutowi, z piątego metra pakując piłkę do siatki.
Ten gol jeszcze bardziej uskrzydlił Trójkolorowych, ale nie dość, że nie zdobyli drugiej bramki, choć okazji mieli kilka – najlepszą w 68 minucie, kiedy to Bartosz Jankowski minął bramkarza i... spudłował – to jeszcze w ostatnich minutach musieli grać w osłabieniu. W 86 minucie bowiem Jakub Tecław został ukarany drugą żółtą kartką i sprawił, że broniąc pierwszego punktu zdobytego przez trenera Łukasza Piszczka w I lidze, tyszanie „kradli” sekundy. Ostatecznie w debiucie na tyskim stadionie nowy szkoleniowiec GKS-u wywalczył remis i teraz ma czas do 7 lutego na zbudowanie drużyny, która będzie w stanie wydostać się ze strefy spadkowej.
Jerzy Dusik
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ GKS Tychy – Polonia Warszawa 1:1 (0:1)
0:1 – Dadok, 5 min, 1:1 – Rumin, 62 min
GKS: Kołotyło – Lipkowski, Tecław, Stefansson – Keiblinger, Bieroński, Szpakowski, Błachewicz – Kubik (90+6. Machowski), Rumin (89. Sanyang), Jankowski (77. Kalemba). Trener Łukasz PISZCZEK.
POLONIA: Kuchta – Diogo Brasido (73. Durmus), Salihu, Cisse (83. Hoxhallari), Janasik – Vega, Poczobut (62. Skrabb), Gnasse, Wasin (46. Wojciechowski), Dadok (83. Szur) – Zjawiński. Trener Mariusz PAWLAK.
Sędziował Paweł Pskit (Łódź). Widzów 2538. Żółte kartki: Lipkowski, Tecław, Bieroński. Czerwona kartka Tecław (86, druga żółta).
