„Pierwsza” w uzdrowisku

Iga Świątek wchodzi na trawę. W przyszłym tygodniu zagra w Bad Homburg, gdzie przed rokiem przegrała w finale, a potem wygrała Wimbledon.

Iga Świątek jeszcze nie odkryła kart w tym sezonie na korcie trawiastym... Fot. Fot.instagram.com/badhomburgopen/

Impreza rangi WTA 500 rozgrywana w słynnym niemieckim uzdrowisku leżącym w kraju związkowym Hesji to dla wielu czołowych tenisistek ostatni – a często jedyny, jak w wypadku Polki – sprawdzian przed wielkoszlemowym Wimbledonem, który startuje już za nieco ponad tydzień, 29 czerwca. Jak wiadomo Iga Świątek na londyńskim trawniku będzie bronić wielkoszlemowego tytułu.

Zanim go rok temu wywalczyła, też zagrała w Bad Homburg, i zasygnalizowała potencjał, bo dotarła do finału, w którym jednak lepsza okazała się Amerykanka Jessica Pegula (6:4, 7:5); w 2023 roku Iga dotarła do półfinału, ale poddała mecz z Włoszką Lucią Bronzetti.

W tegorocznej edycji trzecia tenisistka rankingu miała być rozstawiona z numerem 2, ale w piątek z imprezy wycofała się wiceliderka rankingu Jelena Rybakina (reprezentantka Kazachstanu poinformowała o problemach z prawym biodrem, w czwartek odpadła w 2. rundzie w Berlinie) i Polka przejęła „jedynkę”. W pierwszej rundzie będzie miała wolny los, a w drugiej zagra ze zwyciężczynią meczu niemieckiej „dzikiej karty” Evy Lys (80. WTA) z Amerykanką Emmą Navarro (25.). Pierwszy mecz rozegra dopiero we wtorek lub w środę.

Raszynianka trenuje już w Niemczech, sparowała m.in. z mistrzynią Rolanda Garrosa i drugą najwyżej rozstawioną Rosjanką Mirrą Andriejewą (5.), bo Pegula (4.) nie zdecydowała się bronić tytułu. Wcześniej Świątek przygotowała się do gry na trawie w Londynie i na Majorce.

Wycofanie Rybakiny dało też przepustkę do drabinki głównej bez kwalifikacji drugiej naszej tenisistce, Magdalenie Fręch (45.). Już w pierwszej rundzie dojdzie do ciekawej konfrontacji Łodzianki z Naomi Osaką (15.), a więc również polskich trenerów - Andrzeja Kobierskiego i Tomasza Wiktorowskiego w boksie Japonki.

(ToM)

Maja do Niemiec z Rumunii

Wygląda na to, że turniejowy grafik Mai Chwalińskiej w lipcu będzie bardzo napięty. Od kilku dni wiadomo, że finalistka Rolanda Garrosa zagra w głównej drabince Wimbledonu, który rozpoczyna się 29 czerwca (finał kobiet w sobotę 11 lipca), a od 20 lipca w turnieju WTA 250 na mączce w Hamburgu. Zanim jednak przyjedzie do Niemiec weźmie udział w innej imprezie rangi 250, w rumuńskich Jassach, którą zaplanowano w dniach 13-19 lipca. Listę startową otwiera tam zawodniczka gospodarzy Sorana Cirstea, 18. w rankingu, a zaraz za 36-letnią Rumunką jest Polka (21. WTA). Przed rokiem Chwalińska dotarła w Jassach do drugiej rundy w singlu oraz ćwierćfinału w deblu, a w 2022 roku zagrała w półfinale zmagań WTA 125. Ciepło wspomina również inną rumuńską imprezę, WTA 250 w hali w Kluż-Napoce, gdzie z kwalifikacji przebiła się do ćwierćfinału.

Wracając do Wimbledonu - tenisistka z Bielska-Białej zagra w nim także w deblu, a jej partnerką będzie dobra koleżanka, o pół roku młodsza Austriaczka Sinja Kraus (92. WTA), którą pokonała w kwietniu w finale WTA 125 w portugalskim Oeiras.

Sabalenka wróciła...

Na kolejną sensację zanosiło się w spotkaniu Aryny Sabalenki. Liderka rankingu przegrywała już w ćwierćfinale turnieju WTA 500 w Berlinie z Czeszką Nikolą Bartunkovą (62.) 2:6 i 0:4, ale w końcu wzięła się do roboty – wygrała pięć kolejnych gemów, drugą partię rozstrzygnęła w tie-breaku, a w trzeciej od stanu 3:4 wygrała trzy kolejne gemy i całe spotkanie 2:6, 7:6 (7-2), 6:4. Dwa tygodnie temu Białorusinka odpadła w ćwierćfinale Rolanda Garrosa z Rosjanką Dianą Sznajder, prowadząc w meczu 6:3, 5:3, ale potem przegrała 9 kolejnych gemów.

(ToM)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się