Pieniądze wyrzucone w błoto
Ponad 300 tysięcy złotych na promocję mundialu kobiet wydało miasto Bielsko-Biała. Efekt? W mieście imprezy prawie nie było widać, a na stadionie, gdy nie grały Polki, trybuny straszyły pustkami.
Podczas wielu meczów obiekt w Bielsku-Białej świecił pustkami./Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Kwota robi wrażenie, ale jeszcze ciekawszy jest sposób, w jaki wydano te środki w porozumieniu z PZPN. Okazuje się, że zamiast budować atmosferę mundialu na miejscu, bielscy urzędnicy postawili na gigantyczną kampanię nastawioną na media horyzontalne, która miała wypromować Bielsko-Białą jako gospodarza imprezy. Zwróciliśmy się do Ratusza z pytaniem o konkretne działania.
Rozmach był…
W ramach umowy zrealizowano m.in. zakrojoną na szeroką skalę kampanię w portalu Onet. Obejmowała ona emisję materiałów wideo pokazujących działania społeczne promujące piłkę kobiecą i pozytywne aspekty jej rozwoju w Bielsku-Białej. Publikowano tam również artykuły natywne czy konkursy z bezpośrednimi linkami do strony wydarzenia, skąd można było wygodnie kupić bilety na mecze . Zasięgi budowano dodatkowo za pomocą spotów wideo i billboardów na stronie głównej Onetu.
Ogólnopolski wymiar kampanii dopełniały reklamy w kilkunastu lokalizacjach kin sieci Helios, emisje spotów wideo i materiałów w 14 galeriach handlowych na terenie całego kraju, a także ekrany w aż 141 klubach fitness. Promocję prowadzono również na łamach serwisu Sport.pl, gdzie opublikowano materiały natywne z odpowiednim brandingiem reklamowym oraz jednodniową obecnością w specjalnym obszarze na stronie głównej Gazeta.pl. Miasto reklamowało się też w ponad 20 dziennikach należących do Polska Grupa Press.
Bilety od 10 zł a zainteresowanie żadne
Całość uzupełniały działania lokalne, ale były one skromne i dotyczyły ekspozycji na minimum 15 nośnikach w przestrzeni miejskiej, dwutygodniowej ekspozycji billboardów w trzech lokalizacjach czy na sierpniowym wydarzeniu, w ramach którego w centrum Bielska-Białej pojawiła się maskotka mistrzostw i trofeum. Działania marketingowe obejmowały także około 600 podmiotów, w tym lokalne szkoły i kluby piłkarskie w województwie śląskim. Wszystko to wspierano niezwykle przystępnymi cenami wejściówek - bilety na mecze fazy grupowej i pucharowej kosztowały od 10 do 30 złotych w zależności od kategorii i sektora.
Czy była to właściwa decyzja? Czy kibice z dalszych zakątków Polski faktycznie byli gotowi porzucić swoje codzienne obowiązki, wsiąść w samochód lub pociąg i przyjechać do Bielska-Białej na mundial kobiet?Gorzka odpowiedź płynąca z trybun brzmi - absolutnie nie. Cały turniej w Bielsku-Białej nikogo specjalnie nie interesował, a frekwencyjna rzeczywistość brutalnie zweryfikowała optymistyczne założenia urzędników. O ile na spotkaniach z udziałem reprezentacji Polski trybuny rzeczywiście się wypełniły, gromadząc 4-5 tysięcy widzów, o tyle w przypadku pozostałych meczów pojawiało się zaledwie kilkaset osób. Widok takiej liczby kibiców na ogromnym, 15-tysięcznym obiekcie, wyglądał po prostu przygnębiająco.
Mało kto wiedział...
I trudno się dziwić, że tak to się skończyło. Na mieście brakowało widocznych znaków wielkiej imprezy – w przestrzeni publicznej było zaskakująco mało reklam i zewnętrznych oznaczeń przypominających o mundialu. Wielu mieszkańców w ogóle nie wiedziało, że w ich mieście odbywa się turniej rangi mistrzostw świata. Trudno zresztą oczekiwać lokalnego entuzjazmu i frekwencyjnego sukcesu, skoro niemal cały budżet promocyjny wpompowano w horyzontalne media ogólnokrajowe, zupełnie zapominając o kibicach w regionie. Wydane ponad 300 tysięcy złotych rozmyło się w internetowym szumie i na telebimach w odległych miastach, podczas gdy na miejscu - mimo śmiesznie tanich biletów - trybuny świeciły pustkami.
(gru)
