Pieniądze szczęścia nie dają
We Wrocławiu spokoju nie ma, a atmosfera wokół Śląska została dodatkowo podgrzana... upublicznieniem płac w zespole i sztabie szkoleniowym.
Czy trener Ante Simundza straci swój gwiazdorski kontrakt w Śląsku? Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
ŚLĄSK WROCŁAW
45 milionów złotych, które w ostatnim czasie otrzymał od właściciela – tj. miasta – Śląsk, nie rozwiązały jego problemów. Pieniądze to nie wszystko, można by rzec, patrząc jednocześnie na pierwszoligową tabelę, gdzie spadkowicz zajmuje 9. miejsce, z trzema punktami straty do strefy barażowej. Drużyna nie wygrała siedmiu kolejnych ligowych spotkań, w międzyczasie odpadając jeszcze z Pucharu Polski.
A może... Tarasiewicz?
Oczekiwania wobec Śląska były ogromne, więc obecna lokata jest odbierana jako rozczarowanie. Jak to w futbolu bywa, coraz więcej osób wskazuje palcami na trenera Ante Simundzę, który na pewno nie może spać spokojnie. Czekają teraz Wrocławian trzy mecze domowe z: Odrą, Chrobrym oraz Wisłą i zdecydowanie można je nazwać decydującymi. Gazeta Wrocławska donosi, że za plecami słoweńskiego szkoleniowca już zaczynają się delikatne ruchy. Rzekomo jednak nie są one inicjowane przez nowego prezesa Remigiusza Jezierskiego i nowego-starego dyrektora sportowego Rafała Grodzickiego (który zresztą sam przecież ściągnął Simundzę), a przez... miejską wiceprezydent Renatę Granowską. Podobno miała ona spotkać się w ratuszu z trenerem Ryszardem Tarasiewiczem, wrocławską legendą, który jednak w ostatnich latach nie notował zbyt dobrych wyników. Magistrat co prawda stanowczo odcina to spotkanie od bieżącej formy Śląska, no ale czy aby na pewno?
Kwoty robią wrażenie
Na niekorzyść Simundzy działa również fakt, że jest on najlepiej zarabiającym trenerem I ligi. Sieć Obywatelska Watchdog Polska, założone ponad 20 lat temu stowarzyszenie stróżujące działalność publiczną, opublikowało listę płac sztabu szkoleniowego i zespołu Śląska – bez nazwisk, bo zobowiązany do ujawnienia tych danych na podstawie ustawy o dostęp do informacji publicznej klub... zasłonił się prywatnością. 43 osoby w grudniu 2025 roku otrzymały w sumie ponad 1,8 mln złotych. Dwie osoby zarobiły 99 tysięcy zł, a dwie – 123 i 133 tysiące! Dziewięciu ludzi mieści się w przedziale 60-90 tys. Rzecz jasna to kwoty brutto, jak to w świecie piłki bywa – większość z nich to umowy B2B, więc mniej więcej jedna czwarta z tych sum to różnego rodzaju opłaty i podatki. Tak czy siak, są to jednak kwoty imponujące jak na I ligę. Jak podał Piotr Janas z GW, cztery najwyższe kwoty to Piotr Samiec-Talar, trener Simundza, Petr Schwarz (kontuzjowany od blisko roku) oraz Serafin Szota (z końcem stycznia odszedł do Arki Gdynia). Jak przekazał w styczniu sam Jezierski, Śląsk rocznie wydaje na pierwszy zespół 23,2 mln zł. Niby człowiek wiedział, że mowa o takiej skali, ale po rozłożeniu jej na czynniki pierwsze robi to jeszcze większe wrażenie.
Wydawaj mądrze
Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro ich stać, to płacą. I okej, tylko że jeszcze niedawno przecież Śląsk miał wielkie problemy finansowe i na kolanach szedł do ratusza, by prosić o kolejne publiczne pieniądze. O samorządowym wsparciu można dyskutować wiele, natomiast kłopot klubu jest taki, że nie robi nic, aby od miejskiej kroplówki się odciąć, aby rozliczyć się z wydawanych pieniędzy, aby... wydawać je mądrze. Pieniądze podatników są tymczasem po prostu przepalane, bo żeby chociaż dawały jeszcze jakieś sukcesy – a Śląsk jest przecież w krajowej czołówce, jeśli chodzi o fundusze otrzymywane od miasta.
Warto też jeszcze dodać, jakie są najniższe kwoty na liście: 4500 zł, 5105, przedział 7-8 tysięcy. Również brutto. Ciekawe spostrzeżenie w tym kontekście przedstawił na portalu X Andrzej Gomołysek, były analityk Śląska w latach 2021-23. „Ogromną rolę przywiązuje się do pozyskiwania zawodników (i przepłacania przy tym), a za małą do dbania o nich, kiedy już są w klubie. Bo kiedy o zawodnika za 100 koła miesięcznie, jego przygotowanie i rozwój, dba człowiek pracujący za minimalną, to coś jest nie tak. I to już nawet pomijając aspekty ekonomiczne, zwyczajnie ktoś pracujący za minimalną raczej hiperfachowcem nie jest” – napisał.
W najbliższym czasie we Wrocławiu chcą wdrożyć plany naprawcze czy restrukturyzacyjne... Czy coś z tego jednak tym razemwyjdzie? Tam zawsze pięknie mówili, ale nie zawsze pięknie działali.
Piotr Tubacki
