Piękniejsza twarz Pucharu Narodów
Na meczach w Maroku nie brakuje pięknych fanek z całego kontynentu. Jak mogą, wspierają swoje reprezentacje.
Imane Karimi to jedna z wielu marokańskich dziennikarek pracujących podczas Pucharu Narodów. Fot. Michał Zichlarz
Kiedy w kwietniu 2018 roku byłem w sąsiadującej z krajem organizatora tegorocznego Coupe d’Afrique Algierii, to uderzał brak kobiet na ligowych spotkaniach. To był tam temat tabu. Tak było i już.
Kiedy przyjechała tam jedna z zagranicznych telewizji kręcić materiał o meczu derbowym dwóch klubów z Algieru, MCA - USM, to jedna z kobiet z załogi TV, jakby nigdy nic poszła na mecz, po czym szybko znalazło się wokół niej kilkunastu napastujących ją wyrostków. Miała szczęście, znaleźli się ludzie, którzy jej pomogli, sprowadzając na miejsce policję, która rozgoniła napastników i uratowali kobietę.
W Maroku jest bezpiecznie
Jak pod tym względem jest w Maroku? Liczba kibiców na meczach 35 Pucharu Narodów przekroczyła już milion. Średnia na spotkanie to 23 tysiące. Przyzwoicie, bo były turnieje, kiedy tylko na meczach gospodarzy obiekty były pełne, a już w innych miejscach niekoniecznie. Zabawnie było podczas Pucharu Narodów w Egipcie w 2006, kiedy na trybunach pojawili się… przebierańcy. Byli to egipscy żołnierze ubrani w różne kolory, najczęściej uczestników danych meczów i wspierających – z zależności od koloru – jednych czy drugich!
W Maroku średnia jest oczywiście podbijana przez mecze Lwów Atlasu, których występy ogląda na Prince Moulay Abdellah Stadium w Rabacie średnio ponad 60 tys. widzów; na ćwierćfinałowym z Kamerunem w piątek było ponad 64 tys. Wśród licznych fanów nie brakuje kobiet, to się rzuca w oczy. Nie w burkach czy hidżabach, a normalnie ubranych, jak w Europie. Kiedy po wygranej z Nieposkromionymi Lwami w stolicy - Rabacie trwało świętowanie sukcesu, pierwszego awansu do półfinału PNA od 2004 roku, to w centrum widziałem mnóstwo przedstawicielek płci pięknej. Było spokojnie.
- W Maroku nie ma absolutnie żadnego problemu z tym, żeby kobieta poszła na mecz, czy to w towarzystwie kogoś, czy jak ja, jako dziennikarka. To bardzo bezpieczny kraj i widać to podczas Pucharu Narodów. Kobiety, dzieci, całe rodziny spokojnie chodzą na piłkarskie spotkania – podkreśla Imane Karimi z redakcji Alaoual.
- W Egipcie jest pod tym względem podobnie, w innych krajach Maghrebu też. W Algierii w ostatnim czasie też wszystko zmienia się na lepsze – dodaje z kolei Omar Salama z egipskiego Yallakora.
Przyjechały mimo kosztów
Są dziewczyny i kobiety z Maroka wspierające Lwy Atlasu, są też z innych krajów. Puchar Narodów, choć mocno ewoluuje i staje się jak w innych miejscach na świecie wielkim turniejem, wciąż ma szereg ograniczeń, jak choćby otrzymanie akredytacji, czy zwykłe kupno biletów na mecz (żeby to zrobić, trzeba zainstalować w telefonie specjalną aplikację Yalla, gdzie są wszystkie dane osobowe).
Największą przeszkodą jest jednak przede wszystkim koszt wyjazdów, podróży, zakwaterowania. To naprawdę spore sumy. Afryka to nie Europa, tutaj odległości są gigantyczne, a zarobki? Nieporównywalne z tym, co jest w innych miejscach… Co do odległości, to z południa kontynentu, z Johannesburga w RPA do Rabatu jest ponad 11 tys. km, a nawet z Kairu do stolicy Maroka to aż 4,5 tys. km. To tyle, co przez całą Europę z Moskwy do Lizbony!
Mimo to kibice nie zawodzą, są też piękne fanki z całego kontynentu, od jego północnej – arabskiej części do tej czarnej na południu. Nie szczędziły czasu, pieniędzy i gardeł, żeby wspierać swoje reprezentacje, z których na placu boju została już tylko czwórka. Imane Karimi na koniec rozmowy martwi się o jedno - co będzie, jak reprezentacja jej kraju nie zdoła sięgnąć po tak oczekiwane tutaj trofeum… - Polecą zwolnienia czy to w federacji, czy nawet selekcjonera. Presja na to, żeby wygrać jest ogromna, na razie udaje się zwyciężać w kolejnych grach i oby tak było do końca. Inaczej nawet trener Walid Regragui może stracić pracę. Piłkarze mogą być spokojni – śmieje się marokańska dziennikarka.
Michał Zichlarz, Rabat
Wśród wielu kibiców z DR Konga nie brakowało też kobiet. Fot. Andrew Surma
Z Zimbabwe na Puchar Narodów, a to 7 tys. kilometrów! Fot. Cafonline.com
Piękna fanka z Tunezji. Skończyło się tylko na 1/8 finału PNA. Fot. Cafonline.com
Urodziwe fanki z Algierii cieszyły się do ćwierćfinału, do przegranej z Nigerią w Marrakeszu. Fot. Cafonline.com
Kobieta rozjemcą? Pani Shamirah Nabadda z Ugandy prowadziła mecz Benin - Botswana 27 grudnia. Fot. observer.ug
