Piękna gra już nie wystarcza

Rozmowa z Welsamem Macedo, brazylijskim bramkarzem i trenerem mieszkającym od wielu lat w Polsce

Welsam Macedo doskonale poznał Polskę. Fot. Paweł Czado

Na co stać Brazylię?

– Wspaniała technika wystarczała nam jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Taktyka i intensywność gry poszły bardzo do przodu. „Joga bonito”, piękna gra już nie wystarcza. Wierzę w Brazylię, ale łatwo jej na najbliższym mundialu na pewno nie będzie. Serce bardzo by chciało, żeby jej się układało, ale wszystko zależy od głowy...

Nie martwi się pan ostatnimi wynikami Canarinhos? Przegrana z Boliwią na zakończenie eliminacji, pierwsza w historii porażka z Japonią w meczu towarzyskim...

– Ostatnie miesiące pokazały, że selekcjoner ciągle szuka, ciągle się przygląda. Monitorowana jest liga brazylijska, teraz do kadry został powołany choćby obrońca Paulo Henrique z Vasco Da Gama, klubu, któremu kibicuję. Nie mamy ostatnio w składzie wielkiej gwiazdy, zawodnika, który wszystkich ciągnąłby za sobą. Owszem, wielu naszych piłkarzy gra w najlepszych klubach europejskich, ale dla reprezentacji niewiele z tego wynika. Taki Vinicius robi na mnie wrażenie szybkością, ale czy na mundialu to wystarczy? Moim zdaniem to za mało. Wydaje mi się, że naszym problemem jest brak w składzie wybitnej „dziewiątki”, klasycznego środkowego napastnika. Inna sprawa to kłopoty poza murawą. Prezes federacji nie jest powszechnie lubiany, jego działania nie zyskują ogólnej akceptacji. To nie pomaga.

Ostatnim kojarzonym na całym świecie brazylijskim artystą jest Neymar. Marzy o powrocie do reprezentacji...

– Niestety, jest z nim problem. Wrócił do Santosu, ale ma kłopoty z urazami, bo to „szklany” piłkarz. Santos z nim w składzie broni się przed spadkiem, a przed nimi cztery mecze z drużynami, które zajmują czołowe miejsca w tabeli.

Carlo Ancelotti to renomowany trener. Może coś zdziałać z tą reprezentacją?

– Ma pole do popisu. Nikogo nie faworyzuje, widać, że szuka, że chce. To na pewno pozytywne. Na pewno nie jest mu łatwo.

Nie tęskni pan więc za „joga bonito” z czasów Zico czy Socratesa, wspaniałej Brazylii z 1982 roku?

– Nie mogę, bo... jestem z rocznika 1991 (śmiech). Dla mnie wielką drużyną, taką, do której się odnoszę, jest więc ta z 2006 roku z Ronaldo, Kaką, Roberto Carlosem, Didą, Cafu, Ronaldinho, czyli piłkarzami, którzy cztery lata wcześniej zdobyli mistrzostwo świata (na mundialu w Niemczech Brazylijczycy wyszli z grupy z kompletem punktów, pokonali Chorwację, Australię i Japonię, a w fazie pucharowej Ghanę, jednak w ćwierćfinale przegrali z Francją 0:1 – przyp. aut.). Dziś ta drużyna straciła magię i... martwi mnie to.

Rozmawiał Paweł Czado

Welsam Francesco Pereira de Macedo Conceicao

Trener z licencją UEFA B. Bramkarz. Jako zawodnik pierwsze kroki stawiał w słynnym Fluminense. Od wielu lat mieszka w Polsce, ożenił się, ma dwójkę potomków. Zajmuje się trenowaniem dzieci.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się