Pięć punktów
Tyle brakuje GKS-owi Katowice, żeby znaleźć się na czwartym miejscu gwarantującym udział w eliminacjach Ligi Konferencji!
W GKS-ie czuć powiew optymizmu wraz z rozpoczęciem roku. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
GKS KATOWICE
Starcie Katowiczan z Widzewem było... specyficzne. Przyjezdni z Łodzi niby częściej byli przy piłce, aż przez 72 procent czasu trwania meczu, ale nie byli w stanie zagrozić bramce Rafała Strączka. Najbliżej gola byli pod koniec drugiej połowy, gdy sędzia Damian Kos dopatrzył się faulu Sebastiana Milewskiego na Osmanie Bukarim, po czym zaraz siedzący w wozie VAR Szymon Marciniak poprawił jego błąd.
Niby wszystko wiedzieli
Łodzianie, którzy wydali miliony w trakcie zimowego okna transferowego, wyglądali na tle GieKSy słabo. Po prostym błędzie stracili bramkę w pierwszej połowie, gdy po rzucie rożnym piłkę po strzale głową do siatki skierował Lukas Klemenz. Sztab szkoleniowy Widzewa od początku widział, że defensor GKS-u nie jest pilnowany w polu karnym. Zanim Bartosz Nowak wykonał stały fragment, ze strefy ławki rezerwowych Widzewa krzyczano do piłkarzy, aby ci zaopiekowali się Klemenzem. Zabrakło jednak reakcji na pokrzykiwania i 30-latek bezproblemowo pokonał golkipera Widzewa, nie będąc niepokojonym. – Był wyznaczony zawodnik do pilnowania Lukasa Klemenza… – podkreślił po meczu trener przyjezdnych Igor Jovicević.
Pewność czerpana ze zwycięstw
Problemem Widzewa jest brak zgrania. Drużyna jest całkowicie nowa. Już latem dołączyło do niej sporo piłkarzy, a zimą rewolucja trwała w najlepsze. – W drużynie zagrało wielu nowych zawodników, jedynym, który był w Widzewie w poprzednim sezonie, był Juljan Shehu – powiedział szkoleniowiec. Czy to wystarczająca wymówka po porażce? Z pewnością jedyna sensowna. Widzew pomimo ogromnych inwestycji jest w strefie spadkowej, zajmując przedostatnie miejsce. To wręcz dramat, a stwierdzenie, że zespół „grał dobrze”, nie ma dla kibiców żadnego znaczenia, jeśli po „dobrej grze” nadal przegrywa. – Kluczem do osiągania dobrych wyników jest zbudowanie pewności siebie. Na razie jej nie ma, mogą ją stworzyć tylko zwycięstwa – stwierdził Jovicević. Kiedy więc nadejdzie moment zwycięstw? Kiedy łódzki zespół zbuduje pewność siebie? Czy wówczas na pokładzie będzie jeszcze chorwacki trener? Z obozu Widzewa na razie dopływają głosy o cierpliwości dla trenera. Przypomnijmy jednak, że wiele władzom klubu nie potrzeba do przeprowadzenia zmiany na tym stanowisku – Jovicević jest już trzecim trenerem drużyny w tym sezonie.
Ogromny progres
Trudno jednak nie docenić gry GKS-u Katowice. Może nie był to wybitny występ, ale z pewnością zagrał mądrze. Przede wszystkim nie popełniał błędów w defensywie. Zachowywał spokój, gdy Widzew zbliżał się pod bramkę Strączka. – Jest ogromny progres w tym elemencie. Bardzo dobrze stoimy w pressingu, utrudniamy grę ofensywną rywali. Nie pozwoliliśmy Widzewowi na stworzenie groźnych sytuacji – komentował grę defensywną Rafał Górak, trener GieKSy. Ponadto drużyna nieźle poradziła sobie w ataku, bo gdy miała okazję, wykorzystała ją. W ten sposób Katowiczanie oddalili się od strefy spadkowej już na sześć punktów, a przypomnijmy, że przed startem wiosennych zmagań znajdowali się pod kreską. Po przerwie zimowej wygrali dwa mecze, nie tracąc gola. Kibice mogą czuć zadowolenie, bo sytuacja zespołu po jesiennej rundzie była niepewna. Teraz Katowiczanie robią wszystko, żeby mogli spokojnie dograć sezon. A jak los da, to może nawet zawalczą o europejskie puchary? Do czwartego miejsca, które gwarantuje udział w Lidze Konferencji, tracą tylko pięć punktów. Co więcej, nadal mają do rozegrania zaległy mecz z Jagiellonią Białystok i przecież nie są na straconej pozycji! A może skuszą się na zwycięstwo w Pucharze Polski? Kto Katowiczanom zabroni marzyć?
Kacper Janoszka
