Piaście: padłeś, powstałeś!
Prawie całą rundę spędzili w strefie spadkowej. No i… co z tego?
Nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Zawodnik Piasta Gliwice Michał Chrapek cieszy się ze zwycięskiej bramki zdobytej podczas zaległego meczu z Legią Warszawa. Fot. PAP/Leszek Szymański
Piast Gliwice w ostatnim meczu roku w spektakularny sposób nie tylko opuścił ostatnie miejsce, ale również i strefę spadkową. Przezimuje więc spokojnie i z uśmiechem.
Czarodziejska różdżka
Jeszcze niedawno oceny gliwickiej drużyny mogły być tylko negatywne, na granicy z druzgocącymi. Była skrzypiącym wozem drabiniastym polskiej ekstraklasy. Właściwie całą rundę spędziła w strefie spadkowej, a to potrafi przygnieść głowę do ziemi. Nie szło, a jak szło – to raczej do tyłu. Teraz, z perspektywy czasu widać, że pobyt w Gliwicach Maxa Moldera to, niestety, był czas zmarnowany. Gliwice czekały, czekały, czekały i… się nie doczekały. Czasem zmiana trenera nie daje nic, a czasem wszystko zmienia się - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tym razem w Gliwicach tak właśnie się stało…
Gliwiczanie czekali na to cztery miesiące. Właściwie całą rundę spędzili przecież na miejscu spadkowym. Nie tylko udało im się opuścić ostatnie miejsce w spektakularny sposób - po dwóch zwycięstwach z rzędu z Legią, renomowanym, choć w głębokim kryzysie rywalem. Michał Chrapek, który wbił gole w obu meczach, żałował wręcz, że ta runda się kończy, bo Piast zaczął się rozpędzać. Przyznać trzeba, że w ostatnim meczu roku uderzył z wolnego fantastycznie. To był „spadający liść” – z takich właśnie wolnych słynął dwukrotny brazylijski mistrz świata – Didi.
Paradoks a la Quentin
Dlaczego Piastowi tak długo nie szło. Przyczyn pewnie jest wiele, ostatecznie zawsze należy mówić o personaliach. Tutaj zauważam paradoks. Chodzi o Quentina Boisgarda. To piłkarz w mojej opinii o świetnych umiejętnościach. Być może Francuz równie kolosalne wrażenie zrobił na Molderze, bo ten dawał mu na boisku wolną rękę. Był wolnym elektronem, niczym - nie przymierzając – Beckenbauer, ale liczb z tego żadnych nie było. Nie przynosiło to żadnych efektów punktowych, Piast ugrzązł na dnie tabeli niczym dzik w babrzysku… Nowy trener Daniel Myśliwiec nie był przywiązany do tego rozwiązana, nie wahał się sadzać Boisgarda na ławce rezerwowych, choćby z Legią. Te decyzje – trzeba to sobie jasno powiedzieć – ewidentnie się bronią, a przecież nie można odmówić Boisgardowi umiejętności. Myślę, że wiosną może dać Piastowi jeszcze wiele dobrego.
Nic pewnego
Trener Myśliwiec umiejętnie rozeznał się w kadrowych możliwościach zespołu. Przykładem obrońca Filip Borowski. Świetnie przygotowany fizycznie wygrał rywalizację na prawej stronie defensywy, więc wystąpił trzeci mecz z rzędu w podstawowej jedenastce. Na tle Legii zaprezentował się korzystnie. W końcówce rundy wrażenie robił na mnie również Landro Sanca, który ma to, co bardzo lubię: Portugalczyk nie ukrywa się za plecami przeciwników, jest odważny, chce i lubi grać, potrafi brać na siebie odpowiedzialność.
Rozpływam się w pochwałach, ale wiecie: wygrać cztery z pięciu meczów rundy będąc na ostatnim miejscu – to sztuka! Piast jednak niczego nie może być wiosną pewien: symptomatyczna ciekawostka: Piast zdobył więcej punktów na wyjeździe niż u siebie. Być może wynika to z faktu, że polska liga stała się niezwykle wyrównana i nie ma przesady w twierdzeniu, że każdy może wygrać z każdym.
Paweł Czado
Przyśpieszenie po piastowskuPięć pierwszych meczów rundy Piasta:
0 zwycięstw, 3 remisy, 2 porażki, stosunek bramek 2:5
Pięć ostatnich meczów rundy Piasta:4 zwycięstwa, 0 remisów, 1 porażka, stosunek bramek 9:4
pacz
