Pia może nawet wygrać igrzyska

Rozmowa z Jarosławem Skrzyszowskim, ojcem i zarazem trenerem brązowej medalistki Halowych Mistrzostw Świata w biegu na 60 metrów przez płotki

Pia Skrzyszowska ze swoim ojcem i trenerem Jarosławem Skrzyszowskim tworzą zgrany tandem. Fot. PAP/Leszek Szymański

W niedzielę Pia Skrzyszowska, oprócz wywalczenia medalu, poprawiła również własny rekord Polski w biegu na 60 m ppł czasem 7,73 sek. Czy ochłonął pan już po sukcesie córki?

- Tak, choć okupiłem to drobnymi problemami głosowymi. Było jednak warto. To były inne mistrzostwa niż te, w których Pia do tej pory brała udział i zdobywała medale, bo one były u nas, w Polsce. Nie wiem, kiedy taka okazja po raz kolejny będzie, a kibice byli niesamowici. Wartość tego brązowego medalu w takich okolicznościach robi się nieco inna, bardziej w stronę srebra, a nawet złota.

Czyli to doping widowni może spowodować wyzwolenie u sportowca 110 procent możliwości?

- Zgadza się, choć może też spowodować dodatkowy stres, o którym zresztą Pia mówiła po eliminacjach. Chyba nawet nie była przygotowana na aż takie wsparcie i wtedy poczuła ciężar odpowiedzialności na swoich barkach. W bezpośredniej walce o medale ta fantastyczna publiczność odjęła jednak od jej wyniku tysięczne części sekundy, o ile nie setne. To dzięki fanom urwała je ze swojego rezultatu.

Po złotym okresie wśród pań, gdy w latach 70. i 80. XX wieku wielkie sukcesy odnosiły Grażyna Rabsztyn, Danuta Perka czy Zofia Bielczyk, przyszło kilka dekad, w których nie mieliśmy w sprincie płotkarskim zawodniczki na światowym poziomie. Aż do czasu pojawienia się Pii...

- Faktycznie, przez 40 lat po tym świetnym okresie w kobiecych płotkach w Polsce nie działo się nic wielkiego, co oznacza, że wcale nie jest to takie oczywiste. Trening płotkarza jest dość skomplikowany. Do takich predyspozycji jak dynamika, szybkość, koordynacja, trzeba ogrom pracy włożyć w elementy techniczne, które są skomplikowane do wytrenowania, wymagają czasu. Trzeba to umieć zrobić. Chyba jednak sobie z tym całkiem nieźle radzimy, mówię o polskiej szkole płotków, bo umiejętnością znajdowania elementów technicznych rekompensujemy to, z czym rodzą się Amerykanie, Afroamerykanie czy Jamajczycy.

Nie odstajemy więc od najlepszych jeżeli chodzi o proces szkolenia?

- Staram się mieć otwarty umysł i chętnie korzystać z wiedzy szkoleniowców z całego świata. Cały czas się doszkalam, konsultuję różne niuanse, śledzę nowinki. Jest dokładnie tak, jak w wielu innych dziedzinach, np. w medycynie. Jeżeli lekarz skończy Uniwersytet Medyczny, to żeby był fantastycznym lekarzem, musi się konsultować z lekarzami bardziej doświadczonymi, jeździć na kongresy, słuchać wykładów, bo cały czas coś się w medycynie dzieje. Aby osiągać sukcesy, trzeba obserwować świat i mieć z nim kontakt. Mam to szczęście, że dużo podróżuję z Pią na najważniejsze zawody. Robię wszystko, aby bywać na mityngach Diamentowej Ligi, aby spotykać trenerów z całego świata. Mam wśród nich kilku przyjaciół, wielu kolegów. Fajne w świecie lekkoatletycznym jest to, że ci ludzie chętnie dzielą się wiedzą. Czasami też sami o coś nas pytają - nawet ci wybitni, z medalami olimpijskimi.

Czy fakt, że znacie się z Pią „od dziecka” pomaga czy przeszkadza wam w pracy?

- Na pewno pomaga. Potrafię Pię świetnie wyczuć i często porozumiewamy się bez słów. To ułatwia wiele kwestii, bo różnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć. Bardzo cenię sobie poczucie humoru córki, a także jej nieprzeciętną inteligencję. Jest też jednak druga strona medalu, czyli dużo większa obawa niż w pracy z obcą osobą. Z mojego punktu widzenia zepsucie kariery córki, niewykorzystanie jej talentu, byłoby dużo bardziej bolesne niż gdyby to się zdarzyło w przypadku osoby nie związanej rodzinnie.

Czy Pia zostanie kiedyś mistrzynią olimpijską w biegu na 100 m przez płotki?

- Gdybym odpowiedział jednoznacznie, nie znałbym się na sporcie. Jeżeli ktoś mi mówi, że wie, co w sporcie będzie, to jest ignorantem. Ale też wiem, że jest to możliwe. Zależy to od paru rzeczy, w większości zależnych od nas, czyli ogarniętego trenera i świetnego zawodnika. Mam nadzieję, że taki duet tworzymy. Do tego odrobina szczęścia, może 10 procent, i może się to zdarzyć.

(t, PAP)

4 MEDALE zdobyli Biało-czerwoni w HMŚ w Toruniu: złoty na płotkach Jakub Szymański, srebrny Natalia Bukowiecka na 400 metrów i dwa brązowe - ten drugi wywalczyła sztafeta mikst 4x400 m.


„Diamenty” nie dla Doha?

Inauguracyjne zawody Diamentowej Ligi w Doha zaplanowane na 8 maja są przygotowywane zgodnie z planem, ale organizatorzy poinformowali w piątek, że w związku z trwającym na Bliskim Wschodzie konfliktem zbrojnym, mają w gotowości plany awaryjne. Sytuacja zaostrzyła się na początku marca, kiedy irańskie bomby spowodowały poważne uszkodzenia największej na świecie elektrowni gazowej w Katarze. Ostateczna decyzja ma zostać podjęta nie później niż miesiąc przed planowaną datą mityngu, czyli do 8 kwietnia.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się