Pewnie sobie coś kupię...
Zamierzam dalej ciężko pracować, bo chcę się poprawiać każdego dnia. Na pewno zyskałam sporo pewności siebie – mówiła Maja Chwalińska po paryskim finale.
„Nie mam słów. Dziękuję, Paryż” – napisała Maja na swoim instagramie. Fot. AA/ ABACA/ PAP
◼ O nastroju po porażce w finale
- Nie będę ukrywać, że na razie jestem trochę smutna i zawiedziona tym, jak zagrałam, alle naprawdę Mirra była dla mnie zbyt dobra. Zdecydowanie zasłużyła na zwycięstwo. Na pewno zdecydowanie lepiej poradziła sobie z wietrznymi warunkami. Momentami czułam się po prostu bezbronna. Mimo to jestem z siebie dumna, bo dałam z siebie wszystko.
◼ O samopoczuciu i presji przed grą o wielkoszlemowy tytuł
- Przed finałem robiłam wszystko rutynowo, jak przed każdym meczem w Paryżu, nie jadłam pizzy (śmiech). Jasne że czułam się już trochę zmęczona, ale każdy by był. Było trochę nerwów, ale nie jakichś szczególnych. Stres był jak przed każdym meczem. Od trzech tygodni nie jadłam normalnie. W sumie to trochę się cieszę, że turniej się już skończył, oczywiście cieszyłam się, że tu jestem, ale może teraz będę miała więcej przyjemności z jedzenia.
◼ O pracy z psycholożką Alicją Nowicką
- Pracujemy od 2025 roku, doraźnie. Nie widujemy się na co dzień, bo Ala jest z Warszawy. Głównie rozmawiamy przez telefon. To był pierwszy turniej, na który przyjechała. Ala jest bardzo wyrozumiałą osobą. Jakby to powiedzieć... Nie naprzykrza się, daje mi wolność. Jeśli jej potrzebuję i jej rad, to po prostu się odzywam, wtedy pracujemy, obgadujemy różne rzeczy, ale nic nie jest na siłę, co, myślę, też jest bardzo ważne.
◼ O przesłaniu, które niesie jej historia – kwalifikantki w finale Wielkiego Szlema
- Może to być inspiracją dla niżej notowanych tenisistek, ale różnica między byciem w pierwszej czy w drugiej setce bywa bardzo cienka. Znam wiele świetnych zawodniczek spoza top 100. Czasem po prostu wiele drobnych elementów musi „zaskoczyć”. Życie czasem jest dziwne. Po prostu trzeba robić swoje i wierzyć, że to przyniesie efekt. Cieszę się, że mi się to udało.
◼ O tym, co w jej grze zaskoczyło w minionych trzech tygodniach.
- Wiem, że teraz zrobiłam wielki skok, ale to efekt ciężkiej pracy przez 18 lat gry w tenisa, cierpliwości, wytrwałości, przełamywania granic, wychodzenia z kryzysów.
◼ O planach po Rolandzie Garrosie
- Na pewno nie zagram niczego przed Wimbledonem. Zdecydowanie potrzebuję trochę czasu, żeby naładować baterie. Jeszcze przed Paryżem mówiłam sobie, że potrzebuję wolnego po turnieju, więc teraz, przez trzy tygodnie - nie odliczałam dni, bo chciałam tu być - miałam z tyłu głowy, że po Roland Garros jadę na urlop i cieszę się, że teraz odpocznę.
◼ O szansach na „dziką kartę" na Wimbledon – na razie Chwalińska musi grać w kwalifikacjach
- Nie spodziewam się jej, cóż, to byłaby wiadomość stulecia. Szczerze mówiąc, nie oczekuję tego, zobaczymy, ale jestem podekscytowana, bo okres gry na trawie jest bardzo krótki, a to zawsze miła odmiana. W ostatnich latach gra na trawie była dla mnie wyzwaniem, ale uważam, że mój slajs i wyczucie piłki dobrze pasują do tej nawierzchni, potrafię też solidnie poruszać się po korcie. Potraktuję to jako wyzwanie.
◼ O tym, co paryski sukces może zmienić w jej karierze
- Twardo stąpam po ziemi. Na pewno będzie teraz inaczej, ale mam nadzieję, że się do tego dostosuję. Z pewnością będę ciężko pracować, tak jak pracuję teraz. Dam z siebie wszystko, aby każdego dnia stawać się lepszą zawodniczką, i zobaczymy, jakie przyniesie to rezultaty. Jestem ogromnie wdzięczna za ten czas, ale to już przeszłość. Teraz muszę po prostu nadal skupiać się na teraźniejszości i dawać z siebie wszystko, by każdego dnia być lepszą tenisistką.
◼ O tym, na co wyda część zarobionych w Paryżu pieniędzy
- Pewnie coś sobie kupię, ale szczerze mówiąc nie mam jeszcze upatrzonego nic szczególnego. Na pewno będę chciała jeszcze bardziej zainwestować pieniądze w siebie i wswój tenis. Podpytam też trenera Maćka (Ryszczuka, trener przygotowania fizycznego – przyp. red.), jak mogę jeszcze bardziej sobie pomóc. Myślę, że to będzie mój duży priorytet.
