„Pepe” na parkiecie poklepie
W niedzielne popołudnie w Będzinie szykuje się niezła fiesta!
Piotr „Pepe” Ćwielong na parkiecie też czaruje. Fot. archiwum Dariusza Sobiecha
PUCHAR POLSKI W FUTSALU
Filip Starzyński, Artur Sobiech i Piotr Ćwielong w jednym stali domu? Niejednemu kibicowi Ruchu gęba się zaśmieje na myśl o tym tercecie, przywdziewającym znów niebieski trykot i to w tym samym meczu. A nie jest to wcale abstrakcja: cała trójka pojawiła się nie tak dawno w szeregach drużyny o nazwie – nomen omen – Nasz Dom. Tyle że już nie z Chorzowa, a z Rudy Śląskiej, gdzie panowie spotykają się na małym boisku i... zmierzają po futsalowy Puchar Polski!
– Dla nas to przede wszystkim dobra zabawa, możliwość spotkania przyjaciół – tłumaczy Dariusz Sobiech, który pod szyldem Naszego Domu kopie piłkę już ponad dwie dekady. Skład ekipy przez lata był – i jest do dziś – płynny. Jej trzon stanowią głównie byli zawodnicy Grunwaldu z Halemby. Ale w przeszłości zakładali koszulki drużyny i Adam Krygier, i Sebastian Gielza, i długoletni kapitan reprezentacji futsalowej (ale oczywiście znany i dużych boisk) Andrzej Szłapa.
Ów cel – czyli Puchar Polski – wciąż jest bardzo odległy. Na razie przed Rudzianami jedno z pośrednich wyzwań: pucharowy triumf na szczeblu Śląskiego ZPN. Wielki finał już w niedzielę o godz. 13.00 w Arenie Będzin. Fani zobaczą na parkiecie nie tylko wspomnianego „Pepe” Ćwielonga, ale także prawdziwego weterana drużyny, Łukasza Szczygła (ma w niej najdłuższy staż), a także cytowanego Dariusza Sobiecha. Braknie, niestety, jego młodszego brata, Artura, którego z występu eliminuje kontuzja oraz „Figo” Starzyńskiego, który zimą podpisał kontrakt w Górniku Polkowice.
– I bez nich fajnie będzie stanąć naprzeciwko takiego rywala – mówi „Sportowi” Jakub Benek. To kapitan ekipy Nexx Goczałkowice-Zdrój, drugiego finalisty rozgrywek wojewódzkich. Ta drużyna gromadzi piłkarzy na co dzień grających w zespołach niższych lig z okolic Pszczyny i Goczałkowic właśnie. Futsal – rzec można – to ich drugi żywioł. Choć na parkiecie spotykają się wyłącznie przy okazji meczów i turniejów, niejeden sukces w kronikach klubowych już zapisali. Dziesięć lat temu doszli aż do ćwierćfinału PP, i dopiero tam „rozstrzelał” ich późniejszy triumfator tych rozgrywek, Constract Lubawa. – Przyjechał wtedy do nas słynny Pedrinho! – przypomina Benek. On i Błażej Grygier na zielonych murawach od lat są zawodnikami LKS-u Goczałkowice, mieli więc okazję trenować pod okiem Łukasza Piszczka, a nawet grywać z nim w jednej drużynie.
(DaL)
