Patrzę spokojnie

Rozmowa z Janem Urbanem, byłym piłkarzem reprezentacji Polski, kandydatem na selekcjonera kadry narodowej, ostatnio trenerem Górnika Zabrze

Jan Urban wita się z Ryszardem Stańkiem (siedzi). W środku Julita Staniek. Fot. Michał Zichlarz

Nie mogło pana zabraknąć na meczu charytatywnym na rzecz Ryśka Stańka w Chybiu w niedzielę. Przyjaźnicie się od lat, a teraz zagrali dla niego olimpijczycy z Barcelony i Kadra Śląska Oldbojów.

- To pokazuje solidarność między chłopakami. W życiu różne rzeczy mogą się przydarzyć, ale ważne jest to, że można liczyć na swoje środowisko, na swoich kolegów, z którymi kiedyś się grało. To są ważne rzeczy.

Nie mógł pan odmówić Ryśkowi... 

- Nie lubię kitować. W tym momencie jestem w kraju i mogłem przyjechać na ten futbolowy piknik. Mogło się tak zdarzyć, że akurat w tym czasie byłbym za granicą, wtedy nie byłbym w stanie przyjechać. Rysiek nie umiera, sytuacja nie jest bardzo zła, zresztą cały czas i z nim, i z Julitą Staniek mam kontakt. Wiem, co się dzieje. Z Ryśkiem można normalnie porozmawiać i fajnie, że czuje się coraz lepiej. Ma problem z poruszaniem się, bo kłopot ma z nogami, ale dobrze, że cały czas ma wsparcie, to każdego w takich trudnych chwilach w życiu podbudowuje.

Sporo o panu w mediach, o tym, że Jan Urban zostanie selekcjonerem reprezentacji Polski. Co można na dzisiaj powiedzieć w tym temacie?

- Nic nie można powiedzieć. Jestem dość często kandydatem; wtedy, kiedy są zmiany na ławce szkoleniowej w reprezentacji. Zawsze w orbicie zainteresowań jest kilku bardziej doświadczonych trenerów, kręci się to wokół tych, a nie innych nazwisk, a decyzję - z tego co wiem - jednoosobowo podejmuje prezes związku. Patrzę na to spokojnie. Z drugiej strony wydaje mi się, że jeśli jestem w kręgu reprezentacji, piszą o tym media, mówią o tym eksperci, to widać, że zostawiłem za sobą w Górniku i w innych klubach coś pozytywnego. Coś w tej piłce zrobiłem.

Chcę jeszcze zapytać 57-krotnego reprezentanta Polski, uczestnika mistrzostw świata 1986, o to, co ostatnio dzieje się wokół reprezentacji, tej dorosłej i młodzieżowej. Jest przykro na wieść o wynikach... Choćby na klęskę młodzieżówki z Portugalią w sobotę na młodzieżowych mistrzostwach Europy 0:5. Co się dzieje z polską piłką?

- To złożony temat, trudno to podsumować w kilku zdaniach. Z mojej perspektywy w większości przypadków - i pierwszej reprezentacji, i młodzieżowej, i drużyn klubowych - widać różnicę w wyszkoleniu technicznym. Moim zdaniem od tego trzeba zacząć. Temat szkolenia był i jest podejmowany cały czas, ale zwróćmy szczególną uwagę na to, aby szkolić zawodników głównie pod względem technicznym, bo taktyka czy motoryka przychodzą później. Piłkarska technika musi być przyswojona w odpowiednim wieku, bo potem jest za późno. Przykładów jest milion, że zawodnika technicznego, który jest kreatywny, ma dobry przegląd sytuacji, któremu piłka nie przeszkadza, łatwiej sprzedać niż tego, który jest tylko bardzo dobry pod względem fizycznym. Podam tutaj przykład młodego Dominika Sarapaty. Widać, że ktoś zauważył u niego potencjał, przede wszystkim technikę.  

Właśnie, 17-latni Sarapata, który ma być sprzedany przez Górnika do FC Kopenhaga może nawet i za 4 miliony euro. Piłkarz podkreśla ile zawdzięcza trenerowi Urbanowi, który wiosną na niego postawił!

- Z wieloma młodymi zawodnikami miałem styczność. Jednym się powiodło, innym nie. Natomiast ważne jest, żeby trenerowi nie zabrakło odwagi, żeby na takiego młodego piłkarza postawić. W zespole Portugalii, który tak wysoko wygrał z Polską, widzieliśmy, że tam każdy z graczy był znakomicie wyszkolony technicznie. Wtedy płynność gry, wykończenie akcji wygląda zupełnie inaczej. Naszym chłopakom nie można odmówić ambicji, ale dzisiaj nie można bazować tylko na cechach wolicjonalnych. Musi być coś więcej.

Jeszcze wracając do Sarapaty, to przecież działacze Górnika mieli inne pomysły na temat tego, kto ma zastąpić Damiana Rasaka…

- Był Prebsl, był Liseth, chcieli, żeby oni grali. Ja cieszę się, że postawiliśmy na Sarapatę. Jak się to mówi: „nie ze mną takie numery Brunner” (śmiech).

Gdzie są teraz działacze Górnika?

- Nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich stanowiskach. Ale to nie tylko w Górniku, w wielu miejscach jest podobnie. Fajnie się rządzi, jak dobrze się układa, ale jak nie idzie, to wtedy widać jak kto rządzi.

Został panzwolniony, kiedy Górnik był na 7. miejscu, a skończył na 9., tracąc finansowo 600 tys. złotych (jedno miejsce w przód to 300 tys. więcej w klubowej kasie – przyp. red.).

- Myślę, że gdybym został, to szóste miejsce dałoby się wywalczyć, jak w poprzednim roku.

Rozmawiał Michał Zichlarz