Pasy bezpieczeństwa
Legia poza strefą spadkową! Skromna wygrana z Cracovią pozwoliła jej wyrwać się z otchłani.
Rzadki widok: Mileta Rajović triumfujący... PAP/Leszek Szymański
Może gdyby Milecie Rajoviciowi przyszło w Polsce grywać co dwa tygodnie przeciwko Cracovii, miast (zasłużonej) krytyki doczekałby się miana „złotego transferowego strzału” Legii. Dość powiedzieć, że od sierpniowego spotkania przeciwko Pasom” zaczęło się jego strzelanie na boiskach ekstraklasy. Potem jeszcze we wrześniu trafił do siatki Radomiaka i Pogoni, by – wobec chłodnego i deszczowego października – zapaść w głęboki sen zimowy.
Rajović w raju
W marcową niedzielę przebudziły go pierwsze wiosenne podmuchy. - Cieszę się oczywiście z gola, długo na niego czekałem – mówił w przerwie Duńczyk. Ostatecznie został bohaterem swej ekipy, więc do noty za całokształt – niewysokiej, bo poza golem nie zapisał się niczym szczególnym - dokładamy mu „oczko”. Sama bramka też trafiła mu się dość szczęśliwie. Po stronie Legii fundament pod nią położył Wahan Biczachczjan, „urywając się” Brahimowi Traore. Wśród Krakowian szansę oddania strzału przez Rajovicia sprokurowali natomiast pechowo interweniujący Gustav Henriksson i Sebastian Madejski: po bilardzie między nimi piłka spadła napastnikowi stołecznemu pod (a raczej na) nogę. Trudno było tego nie wykorzystać, gdy do bramki były trzy metry...
Im strzelać (celnie) nie kazano
- Jeśli czegoś nam brakuje, to oddawania celnych strzałów – machał w przerwie rękami przed kamerami Canal+ pomocnik gości, Mauro Perković. Rzeczywiście, w pierwszej odsłonie – nie licząc krakowskich prób dogrania w „szesnastkę”, wyłapywanych przez Otto Hindricha – tylko Chorwat główką w światło bramki zaniepokoił golkipera gospodarzy. Po zmianie stron akurat w tej materii zmieniło się bardzo niewiele. A że i Legia raczej nie nakręcała emocji – ważniejsze dla Warszawian było przecież utrzymanie skromnej przewagi, fani ekstraklasy długimi momentami nudzili się setnie. Trudno też było rozpisać kolejne okazje bramkowe po obu stronach.
Zaklinanie rzeczywistości
Stołecznych ta klasyka polskiego filmu („Nuda. Nic się nie dzieje, proszę pana. Brak akcji jest, nic się nie dzieje” - Zdzisław Maklakiewicz w „Rejsie”) bynajmniej nie zmartwiła. - Na pewno jest w ekstraklasie wyższa intensywność – Rafał Adamski, pytany o porównanie gry Legii i Pogoni Grodzisk Mazowiecki, z której przyszedł na Łazienkowską jako ratownik, trochę zaklinał boiskową rzeczywistość. Na murawie pojawił się po godzinie, bo w ciągu tygodnia leczył drobny uraz. Być może w następnej kolejce – wobec kontuzji Antonio Čolaka i jednak słabego występu Rajovicia – pojawi się w wyjściowym składzie? No chyba że w końcu przyjdzie czas Jeana-Pierre'a Nsame...
(DaL)
OCENA MECZU⭐ ⭐
◼ Legia Warszawa – Cracovia 1:0 (1:0)
1:0 – Rajović, 31 min (bez asysty)
LEGIA: Hindrich 6 – Piątkowski 6, Augustyniak 6, Pankov 5 – Chodyna 5, Kapustka 3 (59. Szymański 3), Elitim 5 (80. Jędrzejczyk niesklas.), Kun 5 – Biczachczjan 7 (59. Adamski 3), K. Urbański 5 (59. Krasniqi 4) – Čolak 2 (23. Rajović 4). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Tobiasz, Reca, Nsame, W. Urbański, Leszczyński, Kovačik.
CRACOVIA: Madejski 6 – Wójcik 6, Henriksson 3 (46. Šutalo 4), Traore 5 (83. Hasić niesklas.) – Piła 6, Klich 5, Al-Ammari 5 (59. Selan 3), Perković 6 – Praszelik 5, Minczew 5 (59. Sans 3) – Zahiroleslam 5 (73. Kameri niesklas.). Trener Luka ELSNER. Rezerwowi: Ravas, Glik, Tabisz, Dominguez, Knap, Batoum.
Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń) - 7. Asystenci: Marcin Boniek, Bartosz Kaszyński (obaj Bydgoszcz). Widzów 21083. Czas gry – 93 min (46+47). Żółte kartki: Augustyniak (75. faul) - Wójcik (40. faul), Minczew (57. faul.), Klich (65. faul).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| LEGIA | CRACOVIA | |
| 41 | posiadanie piłki | 59 |
| 4 | strzały celne | 3 |
| 5 | strzały niecelne | 5 |
| 4 | rzuty rożne | 3 |
| 19 | faule | 14 |
| 1 | spalone | 0 |
| 1 | żółte kartki | 3 |
