Papszun zatopił Arkę Szwargi
Wicemistrz Polski w Gdyni dał pokaz mocy. Do wygranej 4:1 przyczyniła się fatalna postawa postawa Damiana Węglarza w bramce.
Nad wyraz łatwo Raków poradził sobie z Arką w Gdyni. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Raków w minionym tygodniu był drużyną bardzo przewidywalną - najpierw aplikował rywalowi cztery gole, potem pozwalał mu na otarcie łez bramką honorową. Tak było w czwartek z Rapidem w Lidze Konferencji, tak było w niedzielę również w Gdyni. – Pokazaliśmy dojrzałość, bo takie szybkie przestawienie się z europejskich pucharów na ligę to duże wyzwanie – stwierdził po meczu Marek Papszun.
Mistrz kontra uczeń
Taki scenariusz przed meczem wcale nie był jednak oczywisty. Oba kluby dawno się ze sobą nie spotkały w lidze: ostatnio w sezonie 2019/20, i za każdym razem wygrywali gospodarze 3:2. Później Raków jeszcze dwa razy pokonywał Arkę w Pucharze Polski (w 2021 w finale). Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że było to pierwsze starcie Dawida Szwargi z Markiem Papszunem (obaj długo razem pracowali w Rakowie, pierwszy w roli asystenta, potem następcy po mistrzowskim sezonie 2022/23 i znów asystenta). – Ogromny szacunek do trenera Papszuna za tą współpracę w Rakowie. Na pewno był to wartościowy czas dla mnie ze względu na zdobyte doświadczenie, wiedzę, ale również trofea– mówił przed meczem szkoleniowiec Arki.
Nie mają bramkarza
Mało drużyn tak mocno wyciągnęło dłoń do Rakowa tej jesieni, jak gdynianie. – Nie mamy bramkarza, gramy bez bramkarza! – pamiętacie nacechowaną emocjami, kultową i słynną już wypowiedź ś. p. Janusza Wójcika w Grodzisku Wielkopolskim, gdy był szkoleniowcem Widzewa, w kontekście irytacji postawą golkipera swojej drużyny? W niedzielę Arka dosłownie grała bez golkipera! Powiedzieć o występie Damiana Węglarza, że był fatalny, to... nic nie powiedzieć. W 10 minucie Lamine Diaby-Fadiga uderzył zza pola karnego w środek bramki, i to wcale nie za mocno, ale bramkarz Arki popełnił koszmarny błąd, przepuszczając piłkę pod brzuchem. Francuz uderzał z pierwszej piłki, futbolówka dodatkowo wytraciła impet, ale i tak wpadła do bramki. To był jednak dopiero początek koszmaru Węglarza…
Prawdziwy dramat gdynian rozpoczął się w 40 minucie, gdy Dominick Zator wszedł w nogę Amorima w sposób, który można określić jedynie jako piłkarski kryminał. Aż dziw, że sędzia potrzebował monitora, aby zadecydować o czerwonej kartce. Gdy jednak już na niego spojrzał, decyzję podjął w ułamku sekundy. Tuż przed przerwą gospodarzy resztek nadziei pozbawił Michael Ameyaw zdobywając gola bezpośrednio z rzutu wolnego z bardzo ostrego kąta. Węglarz tym razem totalnie źle obliczył tor lotu piłki. Mało? Jeszcze w doliczonym czasie pierwszej połowy dzieła zniszczenia dopełnił Jonatan Brunes, uderzając podobnie do Fadigi – nie za mocno, sprzed pola karnego i po ziemi.
Węglarz pewnie na drugą połowę wolałby już nie wychodzić. Gorszego występu bramkarza w meczu ekstraklasy nie można sobie wyobrazić. Po zmianie stron jego koszmar się nie skończył. Przy drugim w tym dniu trafieniu Brunesa „wypluł” piłkę w zasadzie pod nogi Norwega. - Co zrobić po takim meczu? Przeanalizować i iść dalej, każdy popełnia błędy, bramkarz jest tylko człowiekiem – mówił nam golkiper Rakowa, Oliwier Zych, gdy zapytaliśmy go po spotkaniu, co poleciłby swojemu koledze po fachu po takim występie.
„Nigdy nie zostaniesz sam”
Honorowe trafienie dla Arki zdobył Marc Navarro uderzeniem z rzutu wolnego z podobnego miejsca co Ameyaw. Raków mógł zdobyć więcej goli. Amorim obił poprzeczkę, piłka nie słuchała Makucha po świetnym dograniu Brunesa. W grze Arki nie było widać żadnego pomysłu na ofensywę. Z powodu bezradności dopadała gdynian frustracja wyrażana brutalnymi faulami. Aby skrócić męki kibicom gospodarzy, sędzia Karol Arys zdecydował się nie doliczać ani minuty. – Nigdy nie zostanie sam. To ważne słowa w Arce, mamy je też napisane w szatni. To hasło trzeba zastosować, a nie tylko o nim mówić – mówił po spotkaniu Dawid Szwarga.
Marek Papszun poprowadził Raków w Gdyni i nic ma żadnych przesłanek świadczących za tym, aby miało się to zmienić w środę we Wrocławiu podczas meczu 1/8 finału Pucharu Polski. Biorąc pod uwagę, że drużyna po meczu z Arką nie wraca do Częstochowy, a bezpośrednio udaje się do stolicy Dolnego Śląska, byłoby to nawet bardzo trudne z logistycznego punktu widzenia.
Mariusz Rajek
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐ ⭐
◼ Arka Gdynia - Raków Częstochowa 1:4 (0:3)
0:1 – Diaby-Fadiga, 10 min (bez asysty); 0:2 – Ameyaw, 45 min (wolny); 0:3 – Brunes, 45+2 min (asysta Ameyaw), 0:4 – Brunes, 57 min (bez asysty), 1:4 – Navarro, 71 min (wolny)
ARKA: Węglarz 1 – Zator 0, Marcjanik 3, Gojny 3 – Navarro 3, Sidibe 3 (83. Perea niesklas.), Jakubczyk 3, Gaprindaszwili 2 (46. Predenkiewicz 4) – Rusyn 3 (46. Hermoso 3), Kerk 4 (64. Percan 4) – Espiau 3 (64. Szysz 4). Trener Dawid SZWARGA. Rezerwowi: Grobelny, Vitalucci, Celestine, Oliveira, Abramowicz.
RAKÓW: Zych 6 - Konstantopoulos 5, Racovitan 4, Svarnas 6 – Ameyaw 7 (70. Rondić 5), Barath 6, Repka 7 (83. Bulat niesklas.), Amorim 7 (46. Pieńko 6) – Diaby-Fadiga 7 (58. Lopez 5), Makuch 5 (58. Mircetić 5) - Brunes 7. Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Trelowski, Mądrzyk, Struski, Seck.
Sędziował Karol Arys (Szczecin) – 5. Asystenci Jakub Winkler (Skierniewice) i Dawid Golis (Toruń). Czas gry 92 min (47+45). Widzów 8781. Żółte kartki: Navarro (43. faul) - Barath (26. faul), Konstantopoulos (33. faul). Czerwona kartka: Zator (40. faul)
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| ARKA | RAKÓW | |
| 37 | posiadanie piłki | 63 |
| 2 | strzały celne | 6 |
| 4 | strzały niecelne | 11 |
| 3 | rzuty rożne | 4 |
| 1 | spalone | 1 |
| 12 | faule | 14 |
| 1 | żółte kartki | 2 |
| 1 | czerwone kartki | 0 |
