Palimy znicz za Ruch...
Gdy w Pruszkowie wybrzmiał ostatni gwizdek, Niebiescy byli w barażach. Ale w Opolu mecz jeszcze trwał...
Mina Piotra Ceglarza wyraża więcej niż tysiąc słów. A każde z tego tysiąca... nie nadaje się do cytowania. Fot. Radosław Makuch/Press Focus
I właśnie tam w 98 minucie Polonia Warszawa zdobyła bramkę na 2:1. A jako że ŁKS ograł Górnika Łęczna 3:1, to okazało się, że spełnił się ten jeden, najgorszy scenariusz, w którym Ruch wypadał ze strefy barażowej. By tego uniknąć i nie obracać się na mecze rywali, Chorzowianie musieli po prostu nie przegrać ze zdegradowanym już Zniczem – ale zawiedli po całości.
Rocznik rocznikowi nierówny
Od początku Ruchowi nie szło. Po ładnej akcji Pruszkowianie objęli prowadzenie już w 5 minucie, gdy po asyście Krystiana Tabary gola strzelił Bartłomiej Ciepiela. Te dwa nazwiska z rocznika 2001 są nieprzypadkowe, bo w doliczonym czasie role się odwróciły – i to Ciepiela asystował z rożnego Tabarze. A potem, gdy zegar wskazywał nie jedną, a dwie piątki (czyli 55), Ciepiela zdobył swoją drugą bramkę! Wtedy już asystował mu niezawodny reżyser Znicza, czyli Radosław Majewski, a było to trafienie na 3:1. Co się działo z Ruchem?
Niebiescy wyglądali znacznie gorzej od spadkowicza, który przecież nie grał już o nic konkretnego. Słabe wejście w mecz – tj. stracony szybko gol – okrasił jeszcze, niczym wisienką na torcie, najlepszy strzelec Ruchu Patryk Szwedzik, łapiąc ósmą żółtą kartkę w sezonie. Oznaczało to, że jeśli Chorzowianie awansują do baraży, „Szwedziu” w nich nie wystąpi. Zresztą tuż przed bramką na 1:0 Pruszkowian – też rocznik 2001 – zmarnował „patelnię”! Nie była to zresztą jego ostatnia zawalona okazja w tym spotkaniu. Jakby tego było mało, w 29 minucie z powodu kontuzji murawę musiał opuścić Dominik Preisler.
Krótka kołderka
Szczęście w nieszczęściu było takie, że zastępujący go Szymon Karasiński kilka minut po wejściu wywalczył karnego – jednego z dwóch dla gości w tym spotkaniu. Drugiego, w drugiej połowie, wywalczył Daniel Szczepan, a obie „jedenastki” wykorzystał kapitan Szymon Szymański, kończąc rozgrywki z pięcioma bramkami (wszystkie wiosną, wszystkie z karnych, choć raz po dobitce). Najpierw trafił na 1:1, potem na 3:2, lecz na 3:3 – aż tylu błędów prokurujących rzuty karne Pruszkowianie nie popełnili. Bo bez nich Niebieskim trudno było realnie zagrażać bramce Znicza. Jasne, czasem się to udawało, ale by być uczciwym, trzeba stwierdzić, że więcej sytuacji mieli gospodarze. To Znicz był agresywniejszy, szybszy, pewniejszy.
W grze Ruchu rzucał się w oczy brak dwóch podstawowych piłkarzy środka pola, zawieszonych za kartki Denisa Ventury i Shumy Nagamatsu. Przede wszystkim funkcjonujący między liniami rywala Japończyk przydałby się w rozbijaniu pruszkowskiej defensywy. Grający jako cofnięty napastnik Marko Kolar nie sprawdzał się tak, jak na klasycznej „dziewiątce”. Trener Waldemar Fornalik szalał przy linii bocznej, oglądając, jak jego piłkarze nie dźwigają mentalnie spotkania. Sam zresztą niewiele mógł zrobić, bo o ile w obronie ma jeszcze w kim wybierać, o tyle im bardziej do przodu, tym bardziej... kołderka krótka.
Porażka oznaczała, że by Ruch pozostał w barażach, musiał się pomylić ktoś z duetu ŁKS – Polonia. Łodzianie wygrali spokojnie, a Warszawiacy remisowali z Odrą... do 98 minuty. Co dalej z Niebieskimi? Klasycznie – wnioski i pytanie z serii akademickich: czy Ruch w ogóle zasługiwał na baraże?
Piotr Tubacki
10 STRZAŁÓW CELNYCH oddał we wczorajszym meczu niegrający o nic Znicz. Celujący w ekstraklasę Ruch? W światło bramki trafił cztery razy, w tym dwukrotnie z karnych.
CZY WIESZ, ŻE...
Ruch nienawidzi grać w województwie mazowieckim. Odkąd spadł z ekstraklasy, rywalizował z Wisłą Płock, Polonią Warszawa, Zniczem Pruszków, Pogonią Grodzisk Mazowiecki oraz Pogonią Siedlce. Jego bilans w tym okresie to 1-3-4. Jak na złość, to jedyne zwycięstwo udało się odnieść w zeszłym sezonie... w Pruszkowie.
GŁOS TRENERÓW
Łukasz SMOLAROW: – Wreszcie byliśmy konsekwentni w tym, co robiliśmy. Takiego Znicza chce się oglądać. To nagroda za wysiłek włożony w ostatnie tygodnie. Nie jest łatwo – szczególnie od strony mentalnej – kilkukrotnie przegrywać, a mieć poczucie, że zrobiło się wiele, by wygrać. Tym razem się udało i było to bardzo zasłużone zwycięstwo.
Waldemar FORNALIK: – Jesteśmy rozczarowani wynikiem i naszą grą. Ten mecz był podsumowaniem tego, co przytrafiało nam się w całym sezonie. Trzy-cztery spotkania powinniśmy wygrywać w cuglach, stwarzaliśmy więcej sytuacji od przeciwnika, a oddawaliśmy punkty. To nie mecz w Pruszkowie zadecydował o tym, że nie jesteśmy w barażach – tylko ten z Chrobrym, Pogonią Grodzisk czy w Opolu, gdy nie wykorzystaliśmy karnego w ostatniej minucie. Finał jest taki, że jesteśmy poza strefą barażową.
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐ ⭐
◼ Znicz Pruszków - Ruch Chorzów 3:2 (2:1)
1:0 – Ciepiela, 5 min, 1:1 – Szymański, 35 min (karny), 2:1 – Tabara, 45+3 min (głową), 3:1 – Ciepiela, 55 min, 3:2 – Szymański, 72 min (karny)ZNICZ: Napieraj – Sokół, Ochronczuk, Koprowiak, Moskwik – Borecki, Konieczny – Tabara (82. Proczek), Majewski, Ciepiela (90. Mak) – Kazimierczak (46. Bąk). Trener Łukasz SMOLAROW.
RUCH: Bielecki – Leśniak-Paduch, Watson, Komor (89. Lukić), Preisler (29. Karasiński) – Szymański, Szwoch – Jendryka (60. Lachendro), Kolar (60. Ceglarz), Szwedzik – Szczepan. Trener Waldemar FORNALIK.
Sędziował Paweł Horożaniecki (Żary). Widzów 1000. Żółte kartki: Bąk, Konieczny – Szwedzik, Szwoch.
