Pachnie mi remisem przy Nowej Bukowej
Rozmowa z reporterem i komentatorem stacji Canal+ Sport
Bartosz Nowak (z lewej, kiedyś Górnik) kontra Paweł Olkowski (kiedyś GieKSa) – Śląski Klasyk zaskakuje personaliami i raduje kibiców poziomem gry. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA ŻELISŁAW ŻYŻYŃSKI
Jak człowiek rodem z Łodzi patrzy na to, co się dzieje w Widzewie?
– Naście lat mieszkam już w okolicach Warszawy i bardzo dawno się wyleczyłem z sympatii klubowych. Wciąż jednak kocham Łódź i mam tam masę przyjaciół, po obu stronach piłkarskiej barykady. Ci, którzy są kibicami ŁKS-u, na to, co dzieje się po drugiej stronie miasta, patrzą z ogromną zazdrością, próbując to zakryć ironią. Prawda jest bowiem taka, że każdy kibic by chciał, żeby do jego klubu wszedł inny kibic – bo Robert Dobrzycki jest kibicem – mający tyle pieniędzy i tyle pasji. Imponuje mi też, że sporo moich kolegów – tych widzewskich – patrzy z niepewnością na to, co się dzieje w ich klubie. Patrzy z troską: „Za dużo pieniędzy Dobrzyckiego wydają!”. Martwią się o portfel szefa – bo właśnie tak go nazywają – a ja się przychylam do ich wniosków.
Mianowicie?
– O ile widzę transfery, których ryzyko jest bardzo niewielkie – molekularne wręcz, jak napisał inny Łodzianin, Andrzej Sapkowski, w „Wiedźminie” – bo Kornvig czy Lerager są wiodącymi postaciami Widzewa, podobnie jak Wiśniewski, jeśli będzie zdrowy, o tyle nie mam przekonania do żadnego z nowych skrzydłowych. Może poza Fornalczykiem, bo jest specyficznym piłkarzem i w końcu będzie dawał dużo jakości. Natomiast 5 milionów euro można było lepiej zainwestować niż w skrzydłowego, który gwiazdą żadnej ligi nigdy nie był. Można też było znaleźć dużo tańszego środkowego lewonożnego obrońcę niż Steve Kapuadi. I bardziej rozwojowego. Może w Skandynawii? Bardzo lubię transfery skandynawskie. Człowiek stamtąd zazwyczaj jest ciężko pracującym, solidnym gościem z wizją gry, najczęściej – co łatwo sprawdzić w wywiadzie środowiskowym – ma też poukładane życie. Historia pokazuje, że jak z północy – bo mówię tutaj także o Islandii czy nawet Wyspach Owczych – kupujesz silnego stopera, to on się w naszej lidze sprawdza.
Dużo tych personalnych argumentów na „nie”...
– Ale wydaje mi się, że Widzew się w lidze utrzyma, dzięki indywidualnej wartości całego kręgosłupa drużyny, czyli Wiśniewskiego, Leragera, Kornviga, Shehu i Bergiera.
Więc może to w Warszawie ludzie wyjdą na ulice po spadku Legii?
– Myślę, że w Warszawie jest inne podejście do władz klubu. Kibice są zmęczeni Dariuszem Mioduskim, rozczarowani wieloma latami jego rządów. Natomiast w Łodzi mogliby wyjść na ulice, owszem; ale po to, żeby... zmusić Roberta Dobrzyckiego, by otoczył się innymi doradcami.
Czy rezurekcja Widzewa może się zacząć w sobotę w Szczecinie?
– Droga Widzewa ku lepszemu zaczęła się w Szczecinie już jesienią, gdy wygrał tam kluczowy mecz pucharowy. Zachował dzięki temu szansę na Puchar Polski i przynajmniej do wtorku w Łodzi mogą żyć tymi nadziejami. Inna rzecz, że ligowy mecz w Katowicach pokazał, że nawet jeśli Widzew utrzymuje się przy piłce i kontroluje grę, ma trudności ze strzelaniem goli. Choć patrząc na jego wiosenne mecze – z Cracovią, która jest jednym z najlepiej broniących zespołów, ze świetnie zorganizowanym GKS-em oraz z Jagiellonią, z którą przegrać nie wstyd – mam przekonanie, że lepsze czasy dla Widzewa nadejdą. A Szczecin to miejsce z dobrymi wspomnieniami, na których można budować.
Skoro z Jagiellonią nie wstyd przegrać, to kibice Legii nie powinni czuć wstydu, jeśli Legia nie da rady Białostoczanom?
– Kibice Legii są w takim stanie, że każda porażka bardzo ich boli. Natomiast nie pamiętam w ostatnich latach meczu Legii z Jagiellonią, w którym Jaga byłaby aż tak mocnym faworytem. Bo po prostu bardzo dobrze wygląda, dobrze gra w piłkę.
Wyobraża pan sobie sytuację, że cztery z pięciu miejsc pucharowych zajmują np. Zagłębie, Wisła, Górnik i Korona? I że potem zagrają w pucharach jak Raków i Lech w tym, a Jaga i Legia w poprzednim sezonie?
– Koniecznie chce pan, bym położył głowę pod topór kibiców w Kielcach czy Płocku (śmiech)? Narażę się im, ale uważam, że lepiej dla polskiej piłki jest, gdy w pucharach grają drużyny z wysokim własnym rankingiem i są rozstawione w kolejnych rundach. Jagiellonia czy Lech mogą liczyć na słabszych rywali i łatwiejszą drogę do fazy grupowej. O ile w Zabrzu – po ewentualnych zmianach w strukturze właścicielskiej – puchary wywołałyby pewnie mobilizację i poszłoby to we właściwą stronę, o tyle na przykład w Lubinie – z całym szacunkiem dla Zagłębia – ciężko spodziewać się inwestycji w skład. Nie ma też tam doświadczenia w zarządzaniu drużyną, która musi podróżować czy grać na trzech frontach. Wydaje mi się, że w Kielcach też by się stosowny budżet nie znalazł, też nie uniesiono by tego ciężaru. Każdy kibic Zagłębia czy Korony powie natychmiast: „Co on gada?!”. Ale jest potężne zagrożenie, że poniesiemy spore rankingowe straty w momencie, kiedy za półtora roku moglibyśmy mieć drużynę w fazie ligowej Ligi Mistrzów, a drugą – w kwalifikacjach. Przecież duże inwestycje majętnych ludzi w polską piłkę są związane z tym, że droga z naszej ligi do ogromnych pieniędzy w Champions League coraz bardziej się skraca.
Lech z Rakowem w niedzielę zagrają przeciwko sobie. Kto wygra?
– Raków mało wiosną wygrywał, ale stwarzał sytuacje. Nowy trener musi mieć czas, by nadać drużynie swój kształt i nie stracić tego, co przez lata wypracował Marek Papszun. Ale to Lech ma w tej chwili w składzie najwięcej indywidualności w lidze i autentyczne jej gwiazdy jak Mikael Ishak, Ali Golizadeh czy Luis Palma, który przy temperaturze dodatniej może będzie równie efektowny i efektywny jak jesienią. Tam ma kto kreować! Lech jest w formie i będzie faworytem.
A na derbach Śląska będzie okazja pana gościć?
– Niestety nie. Ale byłem na poprzednim meczu GKS-u z Górnikiem przy Nowej Bukowej, na jej otwarciu i hucznym świętowaniu urodzin Rafała Góraka. Imponuje mi, jak Michal Gasparik potrafi ustawić zespół pod rywala, ukierunkować skrzydłowych. Podoba mi się bardzo Maksym Chłań, zwłaszcza kiedy gra po lewej stronie. W Katowicach z kolei plują sobie w brodę i nie mogą zrozumieć, jak to się stało, że przegrali w Gdyni. Więc w sumie... pachnie mi remisem.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Żelisław Żyżyński. Fot. Adam Starszyński / Press Focus
