Pachnie Europą w Katowicach

Rozmowa z byłym piłkarzem m.in. GieKSy, Górnika Łęczna i Lechii Gdańsk, obecnie trenerem piłkarskim i przygotowania motorycznego

Dwie wygrane powinny wystarczyć, żeby GieKSa wróciła do europejskich pucharów. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

NA KOLEJKĘ ZAPRASZA ARTUR ANDRUSZCZAK

W miniony weekend był pan na trybunach Areny Katowice i oglądał mecz z GKS-u z Bruk-Betem. Kibice skandowali pana nazwisko. Co czuje się w takiej chwili, myśląc o tym, że środowisko klubu po latach dalej o panu pamięta?

- W takich chwilach jest bardzo miło. Nie ukrywam, że byłem wzruszony po tym, jak kibice skandowali moje nazwisko. Z sentymentem wracam do Katowic na mecze. Mam dużo kolegów, z którymi po ostatnim gwizdku się spotkałem. Dużo zawdzięczam GKS-owi. To klub, który dał mi szansę zaistnienia w wielkiej piłce, w ekstraklasie. Mam same pozytywne wspomnienia z Katowic – lubię tam wracać, dobrze się tam czuję i na pewno będę jeszcze częściej bywał na meczach. Gdyby GKS zagrał w europejskich pucharach, może udałoby się też pojechać na fajny wyjazd.

Po wygranej z Bruk-Betem szansa na europejskie puchary w Katowicach jest coraz większa. Wygrana 5:1 z Niecieczanami była wyjątkowa. Jak pan ocenia to spotkanie?

- Cóż, wynik bardzo wysoki, mecz był fajny do oglądania dla kibiców, ale chcę podkreślić, że do przerwy GKS nie wyglądał aż tak dobrze, jak mógłby wskazywać na to wynik. GieKSa zdobyła bramkę przypadkową, samobójczą, po aucie, która otworzyła wynik. Przypomnę też, że przy wyniku 3:1 w ostatniej chwili Marcin Wasielewski wybił rywalowi piłkę spod nogi, gdy ten zbierał się do strzału. Mogło być 3:2 i spotkanie mogło ułożyć się całkiem inaczej. Tym bardziej jednak cieszy to, że GKS ruszył po kolejne gole i zamknął mecz.

Przed GieKSą ważne starcie z Piastem. Wygrana znacząco przybliży Katowiczan do gry w pucharach. Gdy w niedzielę był pan na trybunach, czuł pan, że Europa jest bardzo blisko Katowic?

- Oczywiście, że europejskie puchary są w zasięgu GieKSy. To drużyna, która dobrze wygląda w ostatnich miesiącach i teraz wszystko zależy od piłkarzy Rafała Góraka. Sportowo powinni sobie poradzić i do końca sezonu utrzymać się na pozycji, która zagwarantuje grę w eliminacjach do europejskich pucharów.

Czy spodziewał się pan, że zespół, który zimował w strefie spadkowej, wiosną będzie walczyć w czołówce tabeli?

- Przewidzieć to mógł chyba tylko trener Rafał Górak, który na co dzień jest z drużyną i zna jej potencjał. To jest osoba, która dobrze poukładała klocki. Zespół dobrze przepracował zimowy okres przygotowawczy i teraz to procentuje. Trzeba też jednak podkreślić wartość indywidualności w drużynie. Bartosz Nowak to jest „pan piłkarz”. Miło się na niego patrzy. Będąc na stadionie, gołym okiem można spostrzec, że to zawodnik, który widzi więcej od pozostałych 21 graczy na boisku. Czasem mu to też przeszkadza, bo gra trochę za trudne piłki dla niektórych! Jeśli jednak już asystuje, często daje podania „palce lizać”.

Za niedługo minie siedem lat nieprzerwanej pracy Rafała Góraka w GKS-ie Katowice. Czy to dowód na to, że częste zmiany trenerów nie są najlepszym wyjściem? Jeśli popatrzymy na Widzew Łódź, który w tym sezonie prowadzony był przez czterech szkoleniowców, i porównamy do wyników GieKSy, widać sporą różnicę.

- Wieloletnia praca popłaca. Widać to właśnie teraz, w dłuższej perspektywie czasu. Trener ma pomysł na drużynę, zna środowisko, zna potrzeby GKS-u. Ma stworzone – w miarę możliwości – odpowiednie warunki do pracy. Widać, że lata współpracy z trenerem teraz przynoszą dobre rezultaty, choć były przecież trudne momenty. Składowych świetnego wyniku  jest natomiast dużo – proszę spojrzeć na przykład na to, ile bramek dla GKS-u w tym sezonie zdobyli obrońcy ze stałych fragmentów. To też jeden z czynników składających się na sukces. Z kolei Widzew… chyba spadnie!

Skoro wspomniał pan o golach zdobywanych przez Lukasa Klemenza i Arkadiusza Jędrycha (obaj zdobyli po sześć bramek), chciałem zapytać o pozycję napastnika. Czy to nie jest element, który w GKS-ie wymaga poprawy?

- Moim zdaniem klasowa drużyna powinna mieć „dziewiątkę”, która gwarantuje około 15 goli w sezonie. W przypadku GKS-u liczba goli rozłożyła się na cały zespół, ale gdyby goli nie zdobywali obrońcy, brak bramkostrzelnego snajpera byłby bardzo widoczny.

Rozmawiał Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się