Musi poczekać na swój finał
Iga Świątek przegrała w trzysetowym nocnym półfinale z Eliną Switoliną i nie zagra o swój czwarty tytuł na kortach ziemnych w Rzymie.
Iga Świątek zagrała bardzo dobry turniej w Wiecznym Mieście, ale jeszcze musi uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na pierwsze tegoroczne trofeum... Fot. PAP / EPA
TENIS
Po czterech miesiącach ćwierćfinałowych porażek, frustracji i wątpliwości niespełna 25-letnia polska tenisistka – sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa – w końcu doczekała pierwszego w tym sezonie i pierwszego od września ubiegłego roku półfinału turnieju WTA. Ale o tytuł jeszcze nie zagra – w nocy z czwartku na piątek w stolicy Włoch w pasjonującym trzysetowym półfinale Iga Świątek przegrała po dwóch godzinach i kwadransie z Ukrainką Eliną Switoliną 4:6, 6:2, 2:6.
Spotkanie rozpoczęło się po godzinie 22. i zakończyło pół godziny po północy już w piątek. Panie czekały, aż na Campo Centrale zakończy się ćwierćfinał rywalizacji mężczyzn. Rozstawiony z numerem 7 Rosjanin Daniił Miedwiediew dopiero po trzech setach uporał się z rewelacją turnieju, „szczęśliwym przegranym” z kwalifikacji, 94. w rankingu Martinem Landaluce.
Wróciły w formie
Mecz zapowiadał się pasjonująco, bo obie tenisistki – łącznie posiadające aż pięć tytułów w Rzymie z ostatnich dziewięciu edycji (!) – udowodniły już na miejscu, że i teraz są w mistrzowskiej formie. Prywatnie się lubią, trenowały ze sobą na Foro Italico tuż przed rozpoczęciem turnieju. Małą przewagę psychologiczną mogła mieć o siedem lat starsza tenisistka z Odessy, która w marcu wygrała ze Świątek na twardym korcie w Indian Wells.
– Oczywiście, gdy grasz z Igą na mączce, to zupełnie inna bajka. Nie jestem zaskoczona, że odnalazła dobrą formę na tej nawierzchni. Spodziewam się wielkiej batalii. Wiem, co muszę zrobić, by ją pokonać – zapewniała przed meczem Ukrainka.
Za dużo przestrzałów
Pierwsza partia potwierdziła jej optymizm. Po znakomitych i niemal bezbłędnych spotkaniach z Elizabettą Cocciaretto (3. runda), Naomi Osaką (1/8 finału) i Jessicą Pegulą (ćwierćfinał) w czwartek Świątek nie była już tak perfekcyjna. Pozwoliła przełamać się już w czwartym gemie, choć spychała w nim Switolinę do rozpaczliwej defensywy. Ukrainka zapłaciła za to bieganie – popełniła aż trzy podwójne błędy serwisowe i Świątek szybko wyrównała. Przy stanie 3:4 serwująca Raszynianka miała przewagę, ale znów dwa autowe zagrania kosztowały ją gema i zrobiło się podbramkowo. Iga jeszcze raz znalazła odpowiedź i głównie dzięki agresywnemu bekhendowi odrobiła stratę. Co z tego jednak, skoro znów myliła się przy własnym podaniu i po trzech kwadransach to Switolina zapisała na swoim koncie pierwszą partię. Polka popełniła aż 24 niewymuszone błędy, dwa razy więcej niż rywalka.
Straty odrobione
Po tradycyjnej w takim scenariuszu przerwie toaletowej Polka wróciła jednak z żądzą błyskawicznego rewanżu. Poprawiła celność uderzeń – błędów zanotowała już tylko siedem – dwukrotnie szybko przełamała Switolinę i objęła prowadzenie 3:0. I choć Ukrainka zdołała jedno przełamanie odrobić, to Świątek miała pełną kontrolę w secie – zakończyła go przy własnym podaniu wynikiem 6:2.
Trzeci set rozpoczął zażarty gem trwający 11 minut, Switolina broniła w nim trzech break pointów, ale ostatecznie przechyliła go na swoją korzyść. Ukrainka poszła za ciosem i przełamała Polkę, a następnie podwyższyła na 3:0. W końcu Iga opanowała nerwy i wróciła do gry – dwukrotnie utrzymała serwis, zmniejszyła straty na 2:4. W siódmym gemie miała kolejną szansę na odłamanie Switoliny, ale trzy kolejne punkty zapisała rywalka. Przy stanie 2:5 Polka obroniła pierwszą piłkę meczową, ale przy drugiej trafiła w siatkę i ostatecznie zeszła z kortu pokonana.
Drugi finał Coco
W sobotnim finale Switolina zmierzy się z rozstawioną z „trójką” Coco Gauff, która zakończyła piękny sen Sorany Cirstei (27. WTA). 36-letnia Rumunka w 3. rundzie wyeliminowała światową „jedynkę” Arynę Sabalenkę, ale z Amerykanką przegrała 4:6, 3:6. 22-letnia Gauff po raz drugi z rzędu wystąpi w finale na Foro Italico – przed rokiem w decydującym meczu uległa Włoszce Jasmine Paolini.
Sinner rekordowy
W turnieju mężczyzn w Rzymie w czwartek dokonało się to, na co liczyli miejscowi fani – Jannik Sinner pokonał Rosjanina Andrieja Rublowa (14. ATP) 6:2, 6:4, awansował do półfinału i poprawił rekord Novaka Djokovicia, gdyż wygrał 32. z rzędu mecz w imprezach rangi ATP Masters 1000 – Serb wygrał 31 w 2011 roku. Włoch ma również szansę zostać drugim po Serbie, którego łupem choć raz padnie każdy z dziewięciu turniejów rangi Masters 1000.
Lider światowego rankingu jest również o dwa zwycięstwa, by zostać pierwszym włoskim mistrzem w Italian Open od pół wieku. Ostatnim zawodnikiem gospodarzy, który wzniósł trofeum na Foro Italico, był Adriano Panatta w 1976 roku; to on w niedzielę wręczy puchar tegorocznemu zwycięzcy.
Przed rokiem 24-letni Tyrolczyk przegrał finał z Hiszpanem Carlosem Alcarazem, który obecnie pauzuje z powodu kontuzji nadgarstka. Rywalem Sinnera w piątkowym półfinale będzie najlepszy w stolicy Włoch w 2023 roku Miedwiediew; wcześniej o finał zagrają Norweg Casper Ruud (25.) i kolejny reprezentant gospodarzy Luciano Darderi (20.).
(ToM)
27 ZWYCIĘSTW, licząc wszystkie turnieje, liczy obecnie seria Jannika Sinnera; ostatni raz Włoch został pokonany 19 lutego przez Czecha Jakuba Mensika w ćwierćfinale Qatar Open w Doha.
