Oto największy problem Legii

CZADOBLOG - Paweł Czado

Przed nami starcie niezwykle interesujące: w Katowicach zmierzą się dwie drużyny, które znajdują się w odmiennych stanach futbolowej świadomości. Zespół, który ściągało na dół, wiosną odbił się, inkasując komplet możliwych do zdobycia punktów, podejmie zespół, który zawsze chce mierzyć w mistrzostwo, tymczasem coraz bardziej dla niego realna jest groźba degradacji. Od razu wiadomo, o jaki mecz chodzi: GKS - Legia Warszawa. 

W Katowicach słyszę, że to idealny moment, żeby dorwać rywala, a przecież jego nie udało się jeszcze GieKSie ograć po powrocie do ekstraklasy. Teraz to możliwe - także dlatego, że Katowice są akurat na fali, a Legia ma akurat same problemy.

W mojej opinii ten największy leży jednak poza boiskiem. Kamieniem młyńskim u szyi Legii są ludzie, którzy wykonują jej niedźwiedzią przysługę, którzy po prostu źle nastawiają przeciw niej Polskę. To ci z gatunku tych, którzy uważają, że Legia jest najlepsza, bo to Legia; uważają, że to klub a priori lepszy. W dodatku ta pełna dezynwoltury, delikatnie mówiąc, forma może zdumiewać.

Przykładem jest Wojciech Hadaj, były spiker na stadionie Legii, w której pracował 23 lata. Obecnie ma ich 64, choć momentami wydaje się, że raczej 18. Zyskał pewną rozpoznawalność dzięki emocjonalnemu, rozwrzeszczanemu sposobowi prowadzenia meczów, znacznie gorszy jest jednak jego knajacki styl już po odejściu z klubu. Puściły mu wszelkie hamulce. Jego komentarze na portalu X (dawnym Twitterze) mają znamiona przede wszystkim wulgarnego szaleństwa. Szkoda cytować, jest to jedynie płytkie i chamskie, dam więc tylko jeden znamienny przykład. W trakcie przegranego przez Legię meczu z Koroną u siebie - Hadaj napisał: "Co jest k....a?! Korona gol!!! Co to ma znaczyć??? Legia zapierrrrr... TYLKO wygrana!"

Hadaj jest uosobieniem stanu świadomości wielu ludzi, którzy Legii kibicują. Oni są we własnym zadufaniu naprawdę absolutnie przekonani, że Legia - jeśli przegrywa - to jedynie w przypadkach, gdy jest beznadziejna, ale już nigdy dlatego, że rywal zwyczajnie był lepszy! Porażka - wedle wtłaczanej nam od lat przez stołeczny mainstream sugestii - zawsze jest jedynie jej winą, ale nigdy zasługą rywala. To casus znany także w innych krajach, podobnie postrzegane jest choćby PSG we Francji.

Przypominacie sobie, kiedy ostatni  raz dominował przekaz, że Legia przegrała w lidze, bo była słabsza od przeciwnika, który spisał się jak należy? U nas właściwie nigdy nie dostrzega się dobrej postawy zwycięskiego rywala Legii. Powtórzę: założenie jest takie, że porażka warszawskiej drużyny to jej wina, a nie zasługa przeciwnika. To według mnie wynik tej zdumiewającej, dziwacznej, sączonej do głów nam, odbiorcom ekstraklasy tezy, że Legia jest w istocie czymś lepszym, że jest w polskiej lidze zjawiskiem, a każda jej porażka to sensacja..

Mamy więc teraz ciąg sensacji, które wynikają z beznadziejnej postawy piłkarzy Legii, którzy są leniwi i zarabiają za dużo. To też charakterystyczne dla Hadaja i jemu podobnym: zaglądają piłkarzom do kieszeni, kiedy nie podobają się im jej wyniki. Hadaj i jemu podobni, stosujący agresywną narrację, nie widzą żadnego problemu w skandowaniu trybun po niedawnym meczu Legii z Arką, które były przecież groźbami karalnymi: "jeśli spadniemy, to wszystkich was zaj....my!"

Wyjście jest jedno: wielu zadufanych kibiców Legii musi zacząć traktować ją jak każdy inny ligowy zespół, a nie jak archanioła, który przypadkiem zstąpił z nieba. Wtedy z pewnością zyskają. Wątpię jednak, czy taka zmiana w samoświadomości niektórych z nich w ogóle jest możliwa. Zawsze będą uważać się za lepszych. A przecież uważać się za lepszego od innych można tylko wtedy, gdy jest się permanentnie lepszym. Stąd sytuacja, w której znajduje się obecnie Legia, rozsadza niektóre mózgi, wywołując w nich rzężenia i sprzężenia.

Na zakończenie przypomnę jednak oczywistość: mówimy o polskiej lidze; o sezonie, w którym wszystko jest możliwe. Dlatego właśnie ten mecz, wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi, może być... zwycięskim początkiem wydobywania się z kłopotów warszawskiego klubu. GieKSa z pewnością rywala jednak nie zlekceważy. To byłoby z jej strony szaleństwem.

Także dlatego piątkowy mecz zapowiada się tak frapująco.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się