Oto, co najważniejsze
KOMENTARZ „SPORTU” – Paweł Czado
6 maja 2012 roku przez dokładnie godzinę – między 17.18 a 18.18, czyli między bramką Arkadiusza Piecha wbitą Lechii w Chorzowie a bramką Roka Elsnera ze Śląska wbitą Wiśle w Krakowie – Ruch Chorzów, który prowadził wówczas Waldemar Fornalik, był mistrzem Polski. Potem przestał nim być, ostatecznie z tytułu cieszył się Śląsk Wrocław. W Chorzowie z jednej strony wszyscy doceniali tamten sukces, z drugiej mieli świadomość, jak niewiele zabrakło do idealnego zwieńczenia tamtej niezwykłej historii. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że Ruch był wygranym, a nie przegranym tamtego sezonu, zrobił przecież wszystko, co było w jego mocy i nie musiał się wstydzić. Z drugiej strony wiadomo jednak, że niektórzy pamiętają tylko i wyłącznie mistrzów... Jednocześnie uzmysłowiłem sobie dobitnie, że nie wiadomo, kiedy znów powtórzy się szansa na mistrzostwo. Cóż – Waldemar Fornalik mistrzem został, tyle że z Piastem, ale Ruch do dziś nie miał już szansy nawet zbliżyć się do tamtego osiągnięcia.
Niedługo później dopytałem o szczegóły w restauracji „Łania”, pięknie położonej w chorzowskim parku. W czasach PRL-u była ona miejscem zarezerwowanym dla dygnitarzy i partyjnych bonzów. Gdybyście nie wiedzieli, to właśnie w tym uroczym miejscu stołowali się m.in. Bierut, Gierek i Breżniew, ale żadnych podtekstów w tym nie ma. Zapewne stołowałby się tam również choćby prezydent Ignacy Mościcki w 1927 roku, po otwarciu stadionu AKS-u Królewska Huta, ale wtedy ten pięknie położony lokal po prostu... jeszcze nie istniał. W 2012 roku właśnie w „Łani” dopytywałem kierownictwo Ruchu o najbardziej pamiętną akcję z sezonu zakończonego ostatnim ligowym medalem Ruchu. Trener Fornalik najbardziej zapamiętał akcję z meczu Górnik Zabrze – Ruch Chorzów (było 1:2, mecz odbył się 21 października 2011): – To była akcja, po której akurat bramka nie padła. Poszła prawą stroną, centra do Maćka Jankowskiego, a ten wybił się niczym Michael Jordan i trafił... w poprzeczkę. Zapamiętałem akcję, bo była niezwykle efektowna, bardzo piękna. Jankowski świetnie ułożył w locie ciało, wszystko było, jak należy. Szkoda, że nie padł gol, mimo to pokazywali ją potem dość często... – powiedział mi wtedy.
Teraz Ruch jest w zupełnie innym miejscu, walczy o zupełnie inne cele. Zatrudnienie po raz kolejny tego szkoleniowca to jasny sygnał od klubu w stronę kibiców i rywali, że Niebiescy nie chcą stracić obecnego sezonu. Takiego szkoleniowca jak Fornalik nie zatrudnia się, żeby trwać. Spytałem więc wczoraj na Stadionie Śląskim nowego-starego trenera, co dla niego jest dziś najważniejsze. Jest w dobrym nastroju, pełen chęci do pracy. Ciekawiło mnie, co odpowie, no i mnie... nie zaskoczył. On doskonale wie, co dla ligowego trenera jest zawsze najważniejsze, reszta jawi się jedynie jako bardziej lub mniej efektowny dodatek. – Najważniejsze jest punktowanie – odparł. Czy jest choć jeden kibic, który z tym by się nie zgodził?
Oczywiście, żeby punktować, trzeba wiedzieć, jak to zrobić. Po ostatniej porażce ze Śląskiem nastroje były w Chorzowie minorowe, ale to o tyle przeszłość, że zatrudnienie Fornalika wiele zmieniło w nastrojach. Po zmianie trenera zaczęły lepiej sprzedawać się bilety na najbliższy ligowy mecz z Pogonią Siedlce. Ludzie wierzą więc, że Ruch się odbije, sam oczywiście też w to wierzę. Waldemar Fornalik może to sprawić – jednak nie czarodziejską różdżką, ale warsztatem, doświadczeniem, charyzmą i spokojem. Nie jest Gandalfem, ale takich przecież w futbolu nie ma. Jest za to fachowcem. Powodzenia!
