Oskar nie ma żadnych kompleksów!

Rozmowa z Grzegorzem Mielcarskim, byłym reprezentantem Polski, piłkarzem m.in. FC Porto w latach 1995-1999, dziś komentatorem telewizyjnym

Oskarowi Pietuszewskiemu wystarczyło w sobotę na Maderze kilka minut, by zostać bohaterem Smoków. Tu przyjmuje gratulacje od Jana Bednarka. Fot. PAP / EPA

Na ile dzisiejsza piłka portugalska jest dalej od absolutnego topu europejskiego niż w czasach, kiedy pan tam grał w tamtejszej lidze?

– Myślę, że ten dystans się nie zmniejszył. Wciąż opiera się na sile Porto, Benfiki, Sportingu i może jeszcze Bragi. Liga portugalska do top 5 nigdy nie wejdzie, bo nie pozwalają na to finanse tego kraju. Kluby z mniejszych miejscowości nigdy nie będą tak silne ekonomicznie, jak te z ligi angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, włoskiej czy francuskiej. Natomiast to też nie jest tak, że poza tymi trzema-czterema najważniejszymi zespołami nie ma już nic. Z polskiego punktu widzenia konfrontacja polskiej drużyny z – na przykład – Vitorią Guimaraes czy Setubal wcale nie musiałaby oznaczać oczywistej przewagi naszego zespołu.

Budowany jest u nas – głosami wielu ekspertów – obraz tego, że co prawda fajnie, że Jan Bednarek i Jakub Kiwior grają obok siebie i stanowią „mur” obronny Porto, ale tak naprawdę mają w sezonie ligowym ledwie kilka poważnych wyzwań: przeciwko Benfice, Sportingowi, Bradze...

– To nieprawda. Muszą – jak cała drużyna Porto – w każdym meczu udowadniać swą wartość. Niech mi pan wierzy: trudno się gra, kiedy tydzień w tydzień jesteś faworytem i wiesz, że nie wolno ci się potknąć. A czasami do tego potknięcia brakuje bardzo niewiele, czego przykład mieliśmy w ostatniej kolejce, gdy Smoki z trudem – dzięki bramce Oskara Pietuszewskiego – wygrały z Maritimo. Inna rzecz – a pamiętam to z moich czasów – z tym rywalem zawsze trudno się grało, zwłaszcza na Maderze.

No a co z tym „murem”, który w reprezentacji Polski już wcale nim nie jest, choć to ten sam Bednarek i ten sam Kiwior?

– Wiem, że te tracone przez kadrę bramki denerwują wielu kibiców, na zasadzie: „Tam potrafią, tu nie”. Oczywiście jest kiepsko, gdy przytrafi się błąd indywidualny: tak jak Jankowi w meczu z Albanią w barażach o mistrzostwa świata. Ale prawda jest taka, że ten „mur” - w klubie czy w reprezentacji – nigdy nie stanowi tylko dwóch obrońców. Nie mówiąc już o tym, że Porto broni trochę inaczej. Inne są pewnie schematy zachowania w danych sytuacjach czy asekuracji. Nie ma prostego przełożenia gry klubowej na reprezentacyjną.

Wróćmy do Porto: inauguracja Ligi Mistrzów, czyli bezdyskusyjne 0:2 z Manchesterem City, rzeczywiście pokazało dystans między piłką portugalską a angielską...

– Owszem, ale Porto jeszcze wtedy borykało się z urazami. Nie myślę tu wcale o naszym Oskarze, bo on by przecież w pojedynkę nie zbawił zespołu w meczu z takim rywalem. Natomiast przez wiele miesięcy leczył kontuzję najlepszy strzelec (Samu Aghehowa – dop. aut). Ja wiem, że siłą Porto zawsze było to, iż miało dwóch-trzech napastników, i to ratowało Smoki. Teraz jest z tym większy kłopot. Patrzę, kto strzela bramki ostatnio: ot, choćby Victor Froholdt, który może jeszcze nie jest gwiazdeczką, ale na pewno kimś bardzo ważnym dla tej drużyny. Wybiegany, bardzo dużo pracujący dla drużyny, ale jednak jest to środkowy pomocnik, a nie napastnik. Porto zawsze miało silne boki. Pamiętamy Francisco Conceicao, teraz kilka występów Pietuszewskiego – tu leżał klucz do zdobywania bramek. Teraz grają głównie środkiem, a gole strzelają pomocnicy, a nawet obrońcy – vide Bednarek. To jest ważna różnica, dlatego trochę się meczu z Betisem obawiam.

Ale to jednak nie Barcelona czy Real.

– Z Królewskimi Betis wygrał, ma sześć zwycięstw w ośmiu meczach ligowych, sześć – licząc z Ligą Mistrzów – spotkań z rzędu bez porażki. Nie będzie to wygodny rywal dla Porto, nawet jeśli – szukając „przetarcia” przed potyczką z piłką hiszpańską – w reprezentacyjnej przerwie wygrało sparing z Deportivo A Coruna. Generalnie Smoki mają trudny kalendarz najbliższych meczów w Champions League: Betis, potem Eindhoven, Napoli... Będzie trudno osiągnąć pułap swobodnego wejścia do czołowej ósemki, by uniknąć konieczności gry w barażach po fazie ligowej LM.

Przywołał pan nazwisko Oskara, który ciągle jeszcze jest przed debiutem w Lidze Mistrzów. W lidze dostał kwadrans, na więcej pewnie trudno się polskim kibicom nastawiać?

– Mam nadzieję, że po tym ważnym golu z soboty dostanie trochę więcej minut. Może pół godziny? Takie trafienie dodaje sił i energii.

To jest chłopak, którego hymn Ligi Mistrzów słuchany na żywo nie zestresuje?

– W żadnym wypadku! Kiedy w sobotę pojawił się na boisku, przy stanie 1:1, zachował się jak rutyniarz, dojrzały zawodnik, co zresztą przy golu potrafił pokazać. On nie ma kompleksów. Pokazuje to nie tylko na boisku. Czasem słucham, jak się wypowiada dla mediów klubowych Porto. Widać w tych filmikach jego odwagę z językiem portugalskim. To fajnie pokazuje, że on się tam świetnie czuje.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

NIE PRZEGAP
Liga Mistrzów – 2. kolejka
◼ Real Betis Sewilla – FC Porto

środa, 21.00 – Canal+Extra 3

Grzegorz Mielcarski wciąż trzyma kciuki za Porto, choć od jego występów w szeregach Smoków minęło już ponad ćwierć wieku.  Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się