Osiem sekund i gol

To było najlepsze widowisko ligowe w jakim mieliśmy okazję uczestniczyć w tym sezonie.

Bartłomiej Jeziorski (z prawej) zdobył otwierającego wynik gola i potwierdził, że znajduje się w wysokiej formie. Fot. PressFocus

Na trybunach Zimowego Stadionu w Tychach wszyscy kibice - miejscowi i z Bytomia - na stojąco dziękowali głównym aktorom najlepszego spotkania w tym sezonie! Wspólnie skandowali: polski hokej dla kibiców! Po raz drugi w tym sezonie obrońcy tytułu mistrzowskiego okazali się lepsi od bytomskiej Polonii, a zwycięski gol padł na osiem sekund przed końcem. Tyszanie wystąpili w specjalnych... diabelskich strojach z okazji Halloween.

Wśród hokeistów Polonii wyczuwa się napięcie, bo ich awans do turnieju finałowego Pucharu Polski stanął pod dużym znakiem zapytania. Po 1. rundzie wydawało się, że jest on niemal pewny, bo ekipa Andreja Gusowa prezentowała się niezwykle okazale. Seria rewanżowa już nie była tak błyskotliwa i być może o wszystkim zadecyduje ich ostatni mecz w połowie listopada z Zagłębiem w Sosnowcu.

To jednak zmartwienie na później, bo w Tychach byliśmy świadkami niesłychanie ambitnej walki na wysokim poziomie. Przewaga była po stronie gospodarzy, którzy już kilka sekund po wznowieniu mogli prowadzić, jednak Leevi Viitala po podaniu Dominika Pasia nie zdołał pokonać Bohdana Diaczenki. Golkiper reprezentacji Ukrainy jeszcze wiele razy ratował swój zespół przed utratą gola, bo Tyszanie nie zwalniali tempa i parli do przodu. Jednak Alan Łyszczarczyk i jego kompani nie potrafili umieścić „gumy” w sieci. Gdy zaś w 13:09 min Mateusz Bryk znalazł się na ławie kar, to goście mocno zaatakowali i zrobiło się gorąco pod tyską bramką. Bliski zdobycia gola był Jewgienij Fadiejew, który chwilę potem wymieniał kuksańce z Ollim-Petterim Viinikainenem. Sędziowie jednak nie odesłali krewkich zawodników do boksów, uznając to za drobny incydent.

W drugiej odsłonie tempo akcji nie spadło, a co ważniejsze, doczekaliśmy się goli. W 22 min Oliwier Kurnicki, obrońca Polonii, w strefie neutralnej popełnił błąd i krążek wyłuskał mu Bartłomiej Jeziorski, który potężnym uderzeniem pokonał Diaczenkę. Kurnicki nie tak dawno otrzymał nominację do kadry i strach pomyśleć jak będzie wyglądała linia defensywna naszej reprezentacji podczas najbliższego turnieju Europejskiego Pucharu Narodów. W 27 min doszło do starcia przy bandzie, po którym Ołeksjij Worona długo nie podnosił się z tafli i opuścił ją przy pomocy fizjoterapeuty. Paś, sprawca faulu, jeszcze dobrze nie usadowił się na ławce kar, a już musiał ją opuścić. Filip Wielkiewicz przy pomocy Mateusza Bepierszcza i Christian Mroczkowskiego zdołał doprowadzić do remisu. Przewaga Tyszan była wyraźna, ale kolejnego gola zdobyli, gdy grali w liczebnej przewadze. Karę mniejszą otrzymał Sebastian Wicher, a Łyszczarczyk precyzyjnym uderzeniem posłał krążek w górny róg bramki. Diaczenko był bez szans. Duża przewaga gospodarzy (20-11 w strzałach) została udokumentowana golem.

W ostatniej tercji wiele się działo pod bramkami, ale krążek jak zaczarowany nie chciał wpaść do siatki. W 54 min Andrej Bujalski popisał się efektownym rajdem i nie dał najmniejszych szans Fučikowi. Już przygotowywaliśmy się do dogrywki, gdy Filip Komorski na 8 sek. przed końcową syreną na niebieską linię podał do Bartłomieja Pociechy, a ten huknął i krążek wpadł do bramki. Tyski obrońca podniósł ręce w geście triumfu, ale potem okazało się, że krążek przekierował Jusso Jämsen.

- Skoro Juuso tak mówi to pewnie tak było, bo ja tylko podawałem do Bartka. Nieważne kto strzela, ważne, że GKS wygrywa. Mamy DNA zwycięzców, ale za tym kryje się żmudna, codzienna praca – stwierdził „Komora”, kapitan tyskiego zespołu.

- Gdy krążek dostaje Bartek Pociecha, to trzeba zrobić wszystko, by go zablokować, bo przecież potrafi zdobywać gole z dalszej odległości. Strasznie żal, że po raz drugi przegrywamy z Tychami jednym golem. Przecież każda zdobycz punktowa byłaby cenna, a tak przyjdzie nam za dwa tygodnie walczyć o życie w Sosnowcu - mówił kapitan Polonii, Kamil Górny.

To było prawdziwe święto hokejowe, po którym tylko gospodarze mieli powody do zadowolenia.

Włodzimierz Sowiński

◼ GKS Tychy – BS Polonia Bytom 3:2 (0:0, 2:1, 1:1)

1:0 – Jeziorski (21:53), 1:1 – Wielkiewicz – Bepierszcz – Mroczkowski (26:21, w przewadze), 2:1 – Łyszczarczyk – Paś - Kakkonen (35:07, w przewadze), 2:2 – Bujalski – Hrebenyk - Kubeš (53:37), 3:2 – Jämsen – Pociecha – Komorski (59:52)

Sędziowali: Michał Baca i Przemysław Gabryszak – Piotr Kot i Kamil Wiwatowski. Widzów 2374.

GKS: Fučik; Pociecha (2) – Kovař, Kakkonen – Kaskinen, Bryk (4) – Viinikainen, Sobecki – Sertti; Viitala (2) – Paś (2) – Łyszczarczyk, Jämsen – Komorski – Kerkkanen, Jeziorski – Kiełbicki – Gościński, Janik – Kucharski – Bagienko. Trener Pekka TIRKKONEN.

POLONIA: Diaczenko; Ošenieks – Hrebenyk, Kubeš – Górny, D. Musioł (2) – Kurnicki, Bodora – Kamieniew; Worona – Fadiejew – M. Zając, Bujalski – Mroczkowski – Padakin (4), Wielkiewicz – Jarosz – Bepierszcz, Wybiral – Karasiński – Wicher (2). Trener Andrej GUSOW.

Kary: GKS – 10 min, Polonia – 8 min.


8. ZWYCIĘSTWO ligowe z rzędu odnieśli Tyszanie.

15 SEKUND był w boksie kar Paś, gdy Wielkiewicz doprowadził do remisu.

42 STRZAŁY oddali gospodarze i zdobyli trzy gole, co świadczy o dobrej formie Diaczenki. Goście zrewanżowali się 27 uderzeniami.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się