Olimpijska gra statutowa
PARAGRAFY I SPORT - cotygodniowy felieton Roberta Kiłdanowicza
Wszystkie dotychczasowe wydarzenia sportowe w Polsce miały i mają swoją wartość i wymiar jakościowy, lecz nikną w skali nieistotnych w stosunku do prawdziwego sportowego Armagedonu, jakim było zatrzymanie - a później aresztowanie - prezesa PKOl-u. To jest globalne trzęsienie ziemi w polskim ruchu olimpijskim. Nie wdając się nawet w analizęi syntezę (wnioski) dotyczące obszaru prawnego zagadnienia - bo mogłoby to stanowić mało czytelną dla odbiorców polemikę prawną, a poza tym mogłoby nie starczyć na to kilku felietonów - chciałbym w tym tekście skoncentrować się na niektórych tylko wątkach prawnych, nieporuszonych nigdzie dotychczas w przestrzeni publicznej. A także na konsekwencjach i - szczególnie - zagrożeniach z nich wynikających w stosunku do całej wspólnoty PKOl. w efekcie działania polskiej władzy wykonawczej i jej władzy sądowniczej (według pierwotnego twórcy „trójpodziału władzy” Johna Locka – ta druga jest rodzajem władzy wykonawczej, co dla polskiego wymiaru sprawiedliwości jest trafniejszym określeniem).
Zatrzymanie i aresztowanie Radosława Piesiewicza było tak szokującym wydarzeniem, że trudno przejść nad tym faktem do porządku codziennego. W tak poważnej sprawie nie ma w ogóle znaczenia, jaki prezes PKOl-u miał profil osobowościowy, ani w jaki sposób doszedł do władzy. W tym kontekście mam pełne zaufanie do mojego kolegi - felietonisty „Sportu” - Michała Listkiewicza, który cechy charakterologiczne szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, wynoszące go na stanowisko, ocenił negatywnie. Co jednak nie oznacza, że usprawiedliwia to podjęte przeciwko niemu środki: przymusu (zatrzymanie) i zabezpieczające (areszt) oraz szczególnie motywy, którymi kierowali się decydenci.
Spośród wielu opinii, ocen i komentarzy, nie wyłączając profesorskich, np. ta pana Romanowskiego, w wielu obszarach - pomimo szacunku do pana Profesora - jest chybiona. Co więcej, nie porusza ona najważniejszego wątku - aspektu międzynarodowego. Lecz tak to w praktyce funkcjonuje: gdyż prywatna opinia prawna często formułowana jest pod zamawiającego, tak jak większość ocen. Rzecz idzie w tym, że przekonywanie krajowej opinii publicznej, jaki to Piesiewicz był zły, nie ma żadnego znaczenia wobec skrajnie negatywnych konsekwencji dla środowiska olimpijskiego, jakim może być zawieszenie PKOl-u w strukturze MKOl.
Należy użyć argumentów wagi międzynarodowej, bo punkt ciężkości będzie w Lozannie (siedziba MKOl-u) i tam będzie się wykuwał los polskich zawodniczek i zawodników. O statusie prawnym PKOl-u nie decyduje wyłącznie polskie prawo wewnętrzne i nie można oceniać tej sytuacji w sposób, w jaki próbuje to zrobić większość osób, opierając się tylko na nim, lecz również prawo międzynarodowe, które większość w Polsce pomija. Adekwatnym będzie tzw. mieszana wykładnia międzynarodowego prawa, w tym międzynarodowego prawa sportowego, która jest nadrzędna w stosunku do polskiego prawa krajowego. Co więcej, taki hierarchiczny stan prawny akceptuje polskie państwo.
Tym bardziej, że MKOl. od 1 listopada 2000 roku jest podmiotem prawa międzynarodowego (nadanym jej przez Konfederację Szwajcarii) w prawnym obrocie międzynarodowym porównywalnym w niektórych obszarach państwu. Oznacza to wprost, że MKOl. jest szczególnego rodzaju podmiotem międzynarodowym (sui generis) bliższym w swoich kompetencjach Stolicy Apostolskiej niż zwykłym międzynarodowym organizacjom pozarządowym (NGO’s). Międzynarodowy Komitet Olimpijski jest wyjątkowo wyczulony na naruszanie jego monopolu organizacyjnego i autonomii, zwłaszcza leżącego poza jego minimalną i maksymalną granicą. Ingerencja polityczna władz publicznych jest właśnie takim niedopuszczalnym naruszeniem tejże autonomii MKOl. poprzez jego narodowe komitety (PKOl.).
W tej sprawie jest, aż nadto argumentów, że jest to sprawa motywowana względami politycznymi. Nie znając materiału dowodowego - jest on w aktach postępowania - opieram się na informacjach medialnych i zdawkowych komunikatach organów ścigania. Niezrozumiałą jest dla mnie koincydencja zdarzeń, że obrońcą pana Krala - ex-prezesa Zondacrypto - jest Roman Giertych, adwokat, wiceprzewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej. W jakiej roli występuje w sprawie, zwłaszcza w zestawieniu z faktem złożonego oświadczenia premiera Tuska z trybuny sejmowej, że Zondacrypto, tj. pan Kral, zarządzał pieniędzmi rosyjskich przestępców? I jak to się ma do faktu ponownego procedowania w Sejmie ustawy o kryptowalutach?
Zarzuty wobec Piesiewicza, a zwłaszcza ten dotyczący faworyzowania (wybiórczym zaspokajaniu) wybranych wierzycieli w sytuacji, gdy dłużnikowi grozi niewypłacalność lub upadłość (art. 302 kk), są naprawdę absurdalne. Ten przepis dotyczy dłużnika, a pan Piesiewicz był... wierzycielem - taki zarzut to można postawić co najwyżej panu Kralowi. Kolejną aberracją świadczącą, że to kwestie pozamerytoryczne decydowały o sytuacji prawnej Piesiewicza, jest okoliczność, że posiedzenie aresztowe trwało 5 godzin, a sąd odracza wydanie pisemnego uzasadnienia na okres 7 dni... Zapewne po to, aby obrońca prezesa PKOl-u nie mógł sporządzić zażalenia - bo być może sąd wyższej instancji przyjąłby wniosek obrońcy o wstrzymanie wykonania postanowienia o aresztowaniu i cała sprawa by się „rypła”.
Jest oczywistym, że władzy publicznej zależy na przebywaniu w areszcie Piesiewicza, który w świetle domniemania niewinności nie jest przestępcą (osobą winną) - co gwarantuje mu polska Konstytucja, dopóki nie zostanie skazany prawomocnie przez sąd. A tu tyle nikt nie chce czekać.
Dlatego też odmawianie zdolności do pełnienia swojej funkcji przez Piesiewicza (można kierować organizacją, jakim jest stowarzyszenie, z miejsca osadzenia albo aresztu, np. poprzez pełnomocnika) przez wąskie grono osób, jakim jest prezydium zarządu PKOl., jest bardzo ryzykowne. W imię odpowiedzialności za losy polskiego ruchu olimpijskiego, w tym polskich sportowców, apeluję o nie podejmowanie bardzo ryzykownej gry statutowej
i uniknięcie kompromitacji zawieszania w strukturach MKOl-u. Tylko najwyższa władza Polskiego Komitetu Olimpijskiego działającego w formie stowarzyszenia - jakim jest Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Członków PKOl. - mogłaby podjąć decyzję o odwołaniu prezesa Piesiewicza, licząc na to, że znajdzie to akceptację zarządu MKOl.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.
Przekonywanie krajowej opinii publicznej, jaki to Piesiewicz był zły, nie ma żadnego znaczenia wobec skrajnie negatywnych konsekwencji dla środowiska olimpijskiego, jakim może być zawieszenie PKOl-u w strukturze MKOlFot. Bartłomiej Głowacki/PressFocus
