Okrzyk triumfu i czułości
Po dwóch godzinach i trzech kwadransach zaciętych wymian w wietrznym Rzymie Iga Świątek wyrwała zwycięstwo z Caty McNally. W niedzielę zagra z Włoszką Elisabettą Cocciaretto.
Emocje po ostatniej piłce świadczą o tym, jak trudną batalię musiała stoczyć Iga Świątek w pierwszym meczu na Foro Italico. Fot. PAP/EPA
Tak trudnej przeprawy trzykrotnej triumfatorki Internazionali BNL d’Italia (2021-22, 24) w pierwszym spotkaniu tegorocznej edycji można się było spodziewać. Iga Świątek w tym roku zmaga się z różnymi problemami, jeszcze nie zagrała nawet w półfinale, a jej rywalka spisuje się coraz lepiej. Poza tym Caty McNally (63. WTA) „od zawsze” sprawiała Polce kłopoty – jako jedyna urwała Raszyniance seta w ubiegłorocznym Wimbledonie, na koncie ma też pamiętne zwycięstwo na mączce, gdy w boju o finał juniorskiego Rolanda Garrosa 2018 odrobiła straty i wygrała w trzech setach.
Już była w ogródku...
W piątek Amerykanka też zaliczyła odrodzenie, gdy już wydawało się, że Świątek pewnie kroczy po trzecią wygraną w ich profesjonalnej karierze. Choć nad Campo Centrale hulał wiatr, topspin Polki i forehand działały bez zarzutu, rozbijając w długich wymianach płaski bekhend McNally. Przy stanie 6:1, 3:1 faworytka popełniła jednak kilka prostych błędów i zmarnowała trzy break pointy na 4:1. Od tego momentu spotkanie przerodziło się w zażartą walkę.
- Na pewno nie był to łatwy pierwszy mecz. Caty często zmienia rytm i trzeba się do tego przystosować. W warunkach, w których kort jest wilgotny, jest dość chłodno jak na Rzym i piłki są dość ciężkie, nie było łatwo jej czasami odpowiedzieć. Dlatego miałyśmy wiele długich wymian i wiele momentów, w których można było sporo wykreować na korcie - komentowała Świątek na konferencji prasowej.
Zwrot akcji stał się faktem
Polka serwowała jeszcze po zwycięstwo w meczu przy stanie 5:4 i 6:5, lecz slajs McNally „kasował” wymiany i za każdym razem zniecierpliwiona Świątek wpadała w serię błędów, wyrzucając piłki poza linię końcową. W tie-breaku inicjatywa należała do Amerykanki, która po 83 minutach wymian ciosów zamknęła seta i wyrównała stan meczu. - Nawet nie pamiętam dokładnie, co się wydarzyło w tym gemie. Chcę obejrzeć ten mecz i sprawdzić, czy zrobiłam coś źle – zadeklarowała Iga.W trzecim secie sytuacja znów niemal wymknęła się Świątek spod kontroli. Przełamała McNally na 3:1, ale straciła szansę na powiększenie prowadzenia przez podwójny błąd serwisowy, a następnie natychmiast po serii pomyłek oddała przełamanie.
Wystarczająco cierpliwa
Tym razem jednak odzyskała koncentrację - świetny return i dwa precyzyjne kończące uderzenia pozwoliły jej przełamać Amerykankę na 5:3. Nie było już mowy o powtórce problemów. Solidnie budowane akcje doprowadziły Świątek do piłki meczowej, którą wykorzystała, gdy forhend McNally wylądował na minimalnym aucie.
Polka wydała z siebie okrzyk triumfu – bo wygrała twardą batalię, w której wykazała się też hartem ducha. A potem rywalki, które zadzierzgnęły sympatię jako nastolatki, serdecznie wyściskały się przy siatce.
- Miałam wrażenie, że Caty przebijała jeszcze jedną piłkę więcej, mocno walczyła w defensywie. Cieszę się, że pod koniec meczu grałam solidnie i wybierałam odpowiednie piłki do ataku, ale też byłam wystarczająco cierpliwa, żeby utrzymywać się w wymianach – podsumowała była liderka rankingu.
Kolejną rywalką Świątek będzie w niedzielę Elisabetta Cocciaretto (41.), która pokonała rozstawioną z numerem 28. Amerykankę Emmę Navarro (35.) 6:3, 6:3. Polka rok temu w Rzymie rozbiła Włoszkę w 2. rundzie, oddając jej tylko jednego gema.
Djoko słabowity
W Rzymie grają też tenisiści, a niespodzianką piątku była porażka w 2. rundzie 6-krotnego triumfatora w Wiecznym Mieście Novaka Djokovicia. Czwarty w rankingu 38-letni Serb przegrał z 18 lat młodszym kwalifikantem z Chorwacji Dino Prizmiciem (79. ATP) 6:2, 2:6, 4:6. „Djoko” zagrał po raz pierwszy od początku marca, gdy odpadł w 1/8 finału w Indian Wells, a później zmagał się z kontuzją prawego barku. Wyglądał, jakby nie był gotowy fizycznie - od drugiego seta zginał się wpół i sprawiał wrażenie, jakby miał mdłości. Odpadł po raz pierwszy już w premierowym meczu w dziewiętnastu występach w Italian Open.
(ToM)
24-0 to BILANS wygranych i przegranych Igi Świątek w ostatnich 24 meczach pierwszej rundy na mączce; Polka pozostaje niepokonana w takich potyczkach od Rzymu 2020.
Trener w gipsie
Nowy szkoleniowiec Igi Świątek, Francisco Roig, już w Rzymie doznał poważnej kontuzji nogi, ale wciąż towarzyszy swojej podopiecznej, choć z gipsem. Do zdarzenia miało dojść podczas środowego treningu na Piazza del Popolo - Hiszpan zerwał ścięgno Achillesa i poleciał na operację do Warszawy, po której wrócił do Rzymu. Postronni nawet nie zorientowali się, jak poważna jest kontuzja Roiga.
- Myślałam na początku, że żartuje – przyznała Iga Świątek. - Był taki dzielny w tamtym momencie, tak dobrze to przyjął i zniósł. Jest superpozytywną osobą. Chciał wrócić, naprawdę doceniam to, bo na pewno nie jest mu lekko. Staramy się otoczyć go opieką i pokazać wysiłki teamu. Opuścił tylko jeden trening, choć trudno mu się poruszać po korcie, ale na pewno damy radę. Jego wsparcie nadal jest i on jest w stanie wykonywać swoją pracę, tylko po prostu logistycznie musimy się do tego dostosować - dodała Raszynianka.
