Okrzepli w strefie spadkowej
Pod wodzą Aleksandara Vukovicia łodzianie zmierzają do... utrzymania w ekstraklasie.
Na kłopoty w Widzewie „weteran” Fran Alvarez (przy piłce). Fot. Dawid Figura / Press Focus
WIDZEW ŁÓDŹ
Ostatnie wyniki meczów w ekstraklasie sprawiły, że sytuacja Widzewa w walce o utrzymanie znacznie się poprawiła. Chodzi nie tylko o to, że drużyna pod kierunkiem Aleksandara Vukovicia nie przegrała od chwili, gdy objął on swoje obowiązki (dwa zwycięstwa, trzy remisy) – jeszcze niedawno zagrożone spadkiem były cztery zespoły, teraz zagrożonych jest aż dziesięć drużyn.
Mocna defensywa
– Widzew okrzepł w strefie spadkowej – powiedział nowy asystent Vukovicia, Mateusz Sobota. Oczywiście znalazł się tam nie z własnej woli, ale drużyna przyzwyczaiła się już do wagi, jaką ma każdy kolejny mecz. Radomiak z kolei pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji i w związku z tym zawodnicy mocniej będą odczuwać presję, jaka na nich ciąży. A już myśleli w Radomiu, że mają spokój, bo nad Legią mieli sześć kolejek temu siedem punktów przewagi, a nad Widzewem osiem!
Byłego współwłaściciela Widzewa, Andrzeja Grajewskiego, bolą zęby od oglądania jego ukochanej drużyny, jak powiedział po meczu z Bruk-Betem. Można się śmiać ze stylu gry i złorzeczyć na nieudolność zawodników, ale faktem jest, że zespół mozolnie zdobywa punkt po punkcie. Gdy po meczach z Rakowem i Niecieczą krytykowano drużynę za to, że męczyła się nad zdobyciem bramki do ostatnich minut, trener odpowiedział spokojnie. – Gol strzelony w ostatniej minucie smakuje tam samo, jak ten z pierwszej minuty i tak samo wart jest trzech punktów, jeżeli drużyna wygra.
Niewątpliwym sukcesem Widzewa w tych pięciu meczach ery Vukovicia jest to, że drużyna straciła tylko dwie bramki. Faktycznie, Widzew ma duży potencjał defensywny. To najsilniejsza formacja w zespole, a kadra jest na tyle szeroka, że trener ma do wyboru wiele rozwiązań taktycznych.
Atak do poprawy
Można więc przekornie napisać, że sytuacja Widzewa jest dobra, alenie beznadziejna. Widzew, owszem, w dalszym ciągu jest przedostatni w tabeli i ma jeden punkt mniej niż najbliżsi sąsiedzi Arka, Radomiak i Legia. Wiele trzeba poprawić w ataku. Sebastian Bergier strzelił wiosną trzy gole z siedmiu całej drużyny, ale czeka na jeszcze więcej dograń ze środka pola. Mariusz Fornalczyk nie strzela goli, ale miał ostatnio trzy efektowne asysty. Widoczny jest Fran Alvarez, weteran Widzewa na obecne warunki, bo kończy już trzeci sezon gry w tym klubie i chyba zdąży przed końcem sezonu rozegrać setny mecz w Widzewie (ma już 95). Emil Kornvig z kolei najlepiej sprawdza się spośród tych z ostatniego transferowego zaciągu. O Andi Zeqirim kibice nie mają dobrego zdania i żałują, że reprezentacja Szwajcarii na mundial nie rozpoczyna wcześniej przygotowań. – Niech już jedzie na te mistrzostwa i będziemy mieli spokój – usłyszałem od jednego z kibiców po ostatnim meczu.
Kłopoty z wizą
Okazuje się, że afera wizowa sprzed trzech lat trafiła rykoszetem w Widzew. Nic nie da się teraz załatwić w konsulatach „na skróty” – w klubie tłumaczą, że od lutego próbowali skontaktować się z konsulatem w Nigerii, ale… nie było tam kompetentnej osoby. Dopiero ostatnio mianowany został nowy konsul, a wyjazd Osmana Bukariego w okresie przerwy reprezentacyjnej był optymalnym rozwiązaniem. Można się tylko zastanawiać, dlaczego formalności wizowych nie załatwiono zimą, przy okazji finalizowania transferu. Piłkarz wrócił już do Łodzi: pozwolenie na pracę ma, chodzi więc teraz tylko o to, by popisywał się na boisku. Nie wiadomo, kiedy się na nim pojawi, bo na razie czekają go „treningi wyrównawcze”.
Rezerwa po trzydziestce
Może przydać się na przykład w drużynie rezerw w III lidze, która przegrała ostatnio trzy mecze z rzędu i też jest zagrożona spadkiem. Trudno zresztą zrozumieć politykę szkoleniową wobec rezerw. W drużynie nie pojawiają się zawodnicy z ekstraklasowej ławki, odeszli do innych klubów dobrze zapowiadający się Kwiatkowski, Stachowicz, Klukowski, Cybulski i Grzejszczak. Grają natomiast weterani Daniel Tanżyna (36 lat), Mateusz Michalski (34), Sebastian Zieleniecki, Marcin Kozłowski, Wiktor Żytek (wszyscy też po trzydziestce) oraz Adam Ratajczyk, który siedem lat temu zadebiutował udanie jako 16-latek w ekstraklasowym wówczas ŁKS-ie, ale późniejsza wędrówka przez Lubin, Mielec i Gdynię zaprowadziła go, już tylko jako piłkarza trzecioligowego, do widzewskich rezerw.
Zabobony i gusła
Widzew okrzepł, ale lepiej, żeby się na dobre nie urządzał w strefie spadkowej. Potencjał jest, ale na pewno nie zaszkodzi też wiara w… zabobony i gusła. Na przykład w szczęśliwą godzinę 14.45, bo o tej porze Widzew pokonał Bruk-Bet, a również późnym popołudniem zagra z Radomiakiem, Motorem i Lechią…
Wojciech Filipiak
