Ofiary iluzji
PODWÓJNY NELSON
I oto Rudol, mający za sobą ponad sto meczów w ekstraklasie w koszulce Pogoni Szczecin, serwuje nam wszystkim drętwy tekst, że wierzy w udział swojej drużyny w barażach, których stawką będzie awans do PKO BP Ekstraklasy! No dobra, optymizm jest w porządku, ale ślepa wiara... już niekoniecznie. Owszem, marzenia i pobożne życzenia nic nie kosztują i nie grozi za nie pobyt za kratkami. Sugerowałbym jednak wychowankowi Gwardii Koszalin, by nim zacznie opowiadać takie „bajki” dorosłym, najpierw napił się zimnej wody i ochłonął. Powinien bowiem dokładnie przestudiować tabelę i sprawdzić, jakie zespoły ŁKS musi wyeksmitować z czołowej szóstki. Miedź? Wisłę Płock? Polonię Warszawa? Wisłę Kraków? Teoretycznie jest to możliwe (strata do „Białej Gwiazdy” to „tylko” sześć punktów), ale takie spekulacje - inaczej tego nazwać nie mogę - piłkarza ŁKS-u brzmią równie wiarygodnie, co oświadczenie, że szepnęła mu coś takiego do ucha różowa wróżka. Poza tym łodzianom stoją na drodze jeszcze takie ekipy, jak Ruch Chorzów, Górnik Łęczna czy GKS Tychy, które na pewno nie rozłożą przed nimi czerwonego dywanu. Jestem bardzo ciekawy, czy już w najbliższej kolejce obrońca ŁKS-u zamieni słowa na czyny, a jego zespół pokona w Siedlcach tamtejszą Pogoń.
Szkoleniowiec tej ostatniej, Adam Nocoń, to trener „dobrej roboty”, warsztatowiec, nie celebryta. Nie mówi o przysłowiowych gruszkach na wierzbie, tylko trzyma się konkretów i twardo stąpa po ziemi. Jego drużyna jest „czerwoną latarnią” tabeli i traci do bezpiecznego miejsca sześć „oczek”, ale 54-letni szkoleniowiec nie twierdzi, że utrzymanie Pogoni w 1. lidze jest pewne jak amen w pacierzu. Jego planem „na już” jest... opuszczenie ostatniego miejsca. To świadczy o tym, że Nocoń i jego ekipa (sztab, piłkarze) w walce o utrzymanie broni jeszcze nie złożyli. Zdają sobie jednak sprawę z tego, że jeżeli trzyma się głowę w paszczy lwa, to ten ją kiedyś odgryzie.
Analizując mecze w ostatniej kolejce zauważyłem, że piłkarze Miedzi Legnica i Chrobrego Głogów zapomnieli, że mecz trwa nie 20 minut czy trzy kwadranse, lecz 90 minut z małym okładem, czyli doliczonym czasem gry. Wspomnieli o tym m.in. obrońca Michał Kostka (Miedź) i trener Łukasz Becella (Chrobry). Byli nie tyle niepocieszeni, co wściekli. Okoliczności porażek z Arką i Polonią Warszawa sprawiły, że mieli ponure twarze, przypominające nieco cierpiącego na niestrawność spaniela.
Bogdan Nather
