Odwalcie się od Zimocha
POWRÓT DO KORZENI - Michał Listkiewicz
Głos Tomasza Zimocha zna każdy Polak choćby trochę interesujący się sportem. Jego słynna fraza „Panie Turek, kończ Pan ten mecz” wygłoszona w ostatnich sekundach pamiętnego meczu Widzewa w Kopenhadze, ma już prawie 30 lat. Pamiętamy też wzruszające „leć Adam, leć” skierowane do Adama Małysza. Dziś Zimoch jest parlamentarzystą, ostatnio znów było o nim głośno za sprawą konfliktu z liderem jego partii marszałkiem Szymonem Hołownią. Sprawa jest dyskusyjna, dotyczy lojalności, gry zespołowej, bezkrytycznego posłuszeństwa, czyli spraw znanych także w sporcie. Czasami lidera stawia się ponad zespołem na boisku, lekceważy sztab szkoleniowy.
Nic nie usprawiedliwia chamstwa i prostactwa w dyskusji. Po śmierci Jerzego Urbana założony przez niego tygodnik „NIE” mocno podupadł. Dowodem taki tekst pod adresem Zimocha: „dziennikarz sportowy może wyjść z zawodu, ale zawód z niego nie wyjdzie nigdy”. Autorowi tej głupoty dedykuję słowa legendy polskiego dziennikarstwa Stefana Bratkowskiego. Przemawiając do uczestników zjazdu Klubu Dziennikarzy Sportowych przyznał, że zawsze im zazdrościł tego, że nigdy nie kłamali, z wyniku remisowego nie da się zrobić trzybramkowego zwycięstwa, nawet gdyby taka była wola politycznych decydentów.
Bohdan Tomaszewski, dziennikarz sportowy z krwi i kości, władał językiem ojczystym lepiej niż większość pięknoduchów zajmujących się lepszymi ich zdaniem obszarami niż sport. Nie seplenił jak wielu krytyków muzycznych, teatralnych, literackich. Takich mistrzów słowa było w sportowych dziennikarskich szeregach wielu. W „Sporcie” choćby wielki humanista Tadeusz Bagier czy nietuzinkowy poeta Stanisław Penar. Z uprawiania tego zawodu dumny był Kazimierz Wierzyński, później wybitny polski poeta, prozaik i eseista, także złoty medalista olimpijski w 1928 roku w kategorii... literatury. Tak, tak, literatura i sztuka były kiedyś traktowane na równi z dyscyplinami sportowymi, co dziś wydaje się abstrakcją. Odwalcie się fałszywcy od Zimocha, faceta nietuzinkowego w rozpalaniu zdrowych emocji. Od rozpalania emocji niezdrowych mamy wystarczająco wielu polityków i innych manipulatorów.
Na trybunach polskich stadionów pojawiły się transparenty wymierzone w emigrantów. To pokłosie politycznej zadymy zatruwającej nasze umysły nie od dzisiaj. Nie toleruję ludzi przebywających w Polsce nielegalnie, często przestępców. Stanowią pewnie promil wszystkich obcokrajowców uczących się i ciężko pracujących nad Wisłą i Odrą. Miliony Polaków uczciwie pracują w Anglii, USA, Niemczech i są tam szanowani. Nazywanie wszystkich mówiących innym językiem, wyznających inną religię, mających inny kolor skóry „inżynierami”, i to w pogardliwym tonie, jest haniebne. Przypomina upokarzające „Polish jokes” w Ameryce czy głupie dowcipy o turystyce z Niemiec do Polski w celu odzyskania skradzionego auta. Gdy władze warszawskiej Polonii odcięły się od głupiego napisu w trakcie meczu piłkarskiego z Tychami, zostały zmieszane z błotem przez pseudopatriotów. Gdy stanąłem po stronie przyzwoitości, też zmieszali mnie z błotem. Takich Polonii mamy w Polsce wiele.
Fajny kolega, niezły autor powieści historyczno-kryminalnych Grzegorz Kalinowski to przysięgły kibic Legii, chyba nawet pidżamę ma z literką L w kółeczku. Fanatyzm nie jest dobrym doradcą, ja klubowe sympatie oddzielam od złych czynów kolejnych pokoleń kibiców. Krytykuję ich, gdy uznam to za stosowne. A od Grzegorza nie usłyszałem słowa krytyki, gdy rzucano bananami w Emmanuela Olisadebe, obrażano prezydenta stolicy, ministrę edukacji czy UEFA. Człowiek tak oczytany i elokwentny nie powinien być obojętny w takich sytuacjach. Żyjemy w ciekawych czasach niestety. Kiedyś komuś nielubianemu życzyło się, by żył w ciekawych czasach. A Putin nie życzy nam dobrze, to dobrze wiemy.
Za sprawą jego agresywnej polityki wojna zbliża się do nas i trudno się dziwić, że polskie władze robią wszystko, by zadbać o nasze bezpieczeństwo. Infrastruktura sportowa jest tu kluczowa. Prawie cała populacja Finlandii i Szwajcarii może uciec do schronów w razie ataku wroga, my takiego komfortu nie mamy. Trzeba szybko budować nowoczesne schrony, także w pobliżu obiektów sportowych. Teraz będzie to obowiązkowe! Schrony w pobliżu hal, stadionów, basenów i boisk w czasie pokoju - oby na zawsze - będą służyły społeczności lokalnej jako szatnie, sale konferencyjne i szkolne, fitnessowe, biblioteki, muzea. Samorządy mają duże pole do popisu, są stosowne procedury i pieniądze.
Myślenie korporacyjne to ciężka przypadłość, nie ma miejsca na empatię, wrażliwość, widzenie w innych człowieka a nie tylko robola. Tu żądza pieniądza jest Bogiem. Właśnie otrzymałem pismo od takiej firmy w specyficzny sposób dziękujące mi za długą współpracę. Ani „dzień dobry”, ani „do widzenia”, ani „dziękujemy”, ani „pocałuj nas w pupę”. Kazano mi nawet zwrócić urządzenia techniczne użytkowane przy pisaniu. W moim przypadku były to zużyte długopisy. Brak wyczucia, taktu i kultury cechuje pokolenie korpoludków. To nieszczęśliwi ludzie, którym wydaje się, że sprawują rząd dusz, a tak naprawdę leczą tylko własne kompleksy. Mnie to wisi i powiewa, nikt mi nie odbierze życiowych sukcesów ani nie osłodzi porażek. Współczuję tylko młodym ludziom, którzy prędzej czy później wpadną w sidła tych, którym ład korporacyjny przesłania ludzkie uczucia.
Tomasz Zimoch, wchodząc w politykę, chcąc nie chcąc, stał się obiektem różnych ataków. Fot. Rafał Rusek/Pressfocus
