Odszedł prawdziwy showman
Żużlowy świat pogrążył się w żałobie. Zmarła legenda tej dyscypliny, Józef Jarmuła.
Jeszcze rok temu Józef Jarmuła zaprezentował się na motocyklu na Stadionie Śląskim. Fot. Marcin Karczewski / Press Focus
Urodzony 15 września 1941 roku w Ostrzyhomiu na Węgrzech wykonywał akcje na torze jak mało kto. Uwielbiali go kibice speedwaya w całej Polsce. Był obiektem westchnień wielu kobiet. Przez lata pamiętany jako niezwykle widowiskowo jeżdżący zawodnik, zwłaszcza w latach 60. i 70. Sam o sobie niejednokrotnie mówił: „Byłem wariatem, ludzie chodzili na mecze, żeby mnie oglądać”. Nie miał na swoim koncie wybitnych osiągnięć indywidualnych, lecz nawet najlepsi żużlowcy bali się z nim rywalizować.
Multimedalista
Sportową karierę zaczynał w 1966 roku w barwach Śląska Świętochłowice. Dla tego klubu startował do 1972 roku, zdobywając trzy medale drużynowych mistrzostw Polski – dwa srebrne (1969 i 1970) oraz brązowy (1972). W 1974 przeniósł się do Włókniarza Częstochowa. Już w pierwszym sezonie w czasie jazdy dla Lwów odniósł swój największy sukces. Wraz z takimi legendami częstochowskiego żużla jak Marek Cieślak, Andrzej Jurczyński, Zenon Urbaniec, Lech Zapart czy Czesław Goszczyński wywalczył drugi w historii klubu tytuł drużynowego mistrza Polski. Złoty krążek częstochowianie świętowali, kiedy na znanym stadionie przy ulicy Olsztyńskiej rozbili Falubaz Zielona Góra aż 53:24. Wówczas 35-tysięczny tłum ogarnął ogromny szał i olbrzymia radość. Jednym z najbardziej rozchwytanych zawodników przez kibiców był właśnie Jarmuła. Na koniec sezonu 1974 mógł pochwalić się drugą najwyższą średnią biegową w zespole (2,38). Pod tym względem lepszy od niego był jedynie Cieślak (2,68). Pod Jasną Górą wychowanek Śląska Świętochłowice ścigał się do 1981 roku, gdy został zdyskwalifikowany za... niesubordynacje. W międzyczasie do swojej kolekcji dorzucił kolejne medale mistrzostw kraju w rywalizacji drużynowej: po dwa srebrne (1975-76) oraz brązowe (1977-78). W 1984 roku, po dwuletniej dyskwalifikacji, Jarmuła wrócił na stare śmieci do Świętochłowic. Sezon później zakończył żużlową przygodę.
Ostatnie spotkanie...
W minionych latach Jarmuła był częstym gościem na meczach Włókniarza Częstochowa na Krono-Plast Arenie. W tym roku kibice mieli okazję bezpośredniego spotkania z byłym bożyszczem częstochowskiej publiczności. Na specjalne zaproszenie lwiego klubu pan Józef przybył 10 lutego do hotelu Arche w Częstochowie. Podczas wydarzenia dawny jeździec chętnie odpowiadał na pytania zgromadzonych kibiców. Ponadto wymieniał się wspomnieniami z innymi lokalnymi ikonami czarnego sportu, a więc Markiem Cieślakiem, Józefem Kaflem czy Lechem Zapartem. Spotkanie było również okazją do promocji książki, autorstwa utytułowanego rajdera „Urodziłem się dla żużla”. Józef Jarmuła tryskał humorem i nic nie wskazywało na to, że będzie to ostatnie spotkanie z kibicami jego udziałem… Ponadto brał udział w pokazowych przejazdach na motocyklu. W wieku 73 lat wrócił na stadion w Świętochłowicach, gdy w 2013 roku próbowano reaktywować miejscowy klub. Jeździł jak za dawnych lat. Jeszcze rok temu kibice mogli go zobaczyć w akcji podczas finału SEC na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Niestety, w czwartek nagle zmarł… Gdyby żył, w bieżącym roku kończyłby 84 lata. Cześć Jego Pamięci!
Norbert Giżyński
