Odrodzenie Rysic

Odrodzenie Rysic

Świąteczny hit nie zawiódł. Rzeszowianki po trudnym, pięciosetowym boju ograły mistrza Polski, ŁKS Commercecon Łódź.


TAURON LIGA

Rysice i ŁKS po raz ostatni rywalizowały ze sobą w finale poprzednich rozgrywek. Pierwsze starcie wygrały rzeszowianki, ale w trzech kolejnych górą były rywalki, zdobywając mistrzostwo kraju.

W bieżącym sezonie obie drużyny również mierzą wysoko i pierwszy mecz między nimi wywołał dużą mobilizacje. Spodziewano się wielkich emocji. Kibice po ostatniej akcji mogli być usatysfakcjonowani. Siatkarki nie zawiodły i choć nie ustrzegły się błędów, stworzyły pasjonujące widowisko, zakończone dopiero w tie-breaku.

- Jak przyjeżdżamy do Rzeszowa, to wiemy, że mecz będzie trudny. Rzadko zdarza się, żeby któryś zespół wygrał za 3 punkty. Często dzielimy się nimi. Jesteśmy w czołówce tabeli, więc mecze są zawsze atrakcyjne - przyznała [Kamila Witkowska], środkowa ŁKS-u.

Od pierwszej akcji na parkiecie rozgorzała walka na całego. Z jednej strony potężnymi atakami bombardowały Gabriela Orvosova i Ann Kalandarze, z drugiej równie skutecznie odpowiadały Valentina Diouf, Julia Piasecka i Witkowska. Z czasem lepiej zaczęły prezentować się łodzianki. Przede wszystkim popełniały mniej błędów i były dokładniejsze. Wśród miejscowych problemy miała Kalandadze. Jedna z gwiazd Rysic straciła skuteczność. Słabo w ataku radziła też sobie Amanda Coneo. To przełożyło się na wynik. Rzeszowianki po zwycięstwie w pierwszym secie, dwa kolejne oddały. 

Stephane Antiga, trener Rysic, stojąc pod ścianą, zdecydował się na zmiany. Posadził na ławce Kalandadze i Coneo. Źle przyjęła to zwłaszcza ta pierwsza. Na parkiet już nie wróciła i z markotną miną obserwowała poczynania swoich koleżanek.

A te się przebudziły. Sygnał do ataku dała Magdalena Jurczyk, popisując się serią bloków. Rzeszowianki odzyskały wolę walki. Walczyły o każdą piłkę, co zaowocowało sukcesem. - O naszym zwycięstwie zdecydowała chyba właśnie walka do końca. Miałyśmy problemy z zagrywką, ale dałyśmy radę pociągnąć to spotkanie bardziej atakiem i zespołowością, bo każda z dziewczyn, która weszła na boisko, pomogła nam jak tylko mogła. Tie-break to już była trochę loteria, ale cieszę się, że zdołałyśmy wyciągnąć ten mecz - powiedziała [Gabriela Orvosova]. Czeska atakująca zdobyła aż 30 pkt. To do niej rozgrywająca Katarzyna Wenerska kierowała większość piłek, w tym te decydujące. - Pod koniec było już naprawdę ciężko, ale jestem przecież atakującą i takie jest moje zadanie, żeby dużo atakować. Kasia Wenerska przed meczem dała mi znak, że będę dostawała w tym meczu dużo piłek, odpowiedziałam, że jestem gotowa i może śmiało posyłać je do mnie - przyznała.

 

PGE Rysice Rzeszów - ŁKS Commercecon Łódź 3:2 (25:20, 22:25, 27:29, 25:21, 15:13)

RZESZÓW: Wenerska (1), Kalandadze (17), Centka (10), Orvosova (30), Coneo (8), Jurczyk (17), Szczygłowska (libero) oraz De Paula, Makarowska-Kulej, Szlagowska (10), Kubas (libero), Kowalska (1). Trener Stephane ANTIGA.

ŁKS: Ratzke (1), Piasecka (19), Witkowska (10), Diouf (25), Campos (14), Gryka (14), Maj-Erwardt (libero) oraz Dudek, Hryszczuk, Drabek (libero), Zaborowska. Trener Alessandro CHIAPPINI.

Sędziowali: Piotr Kasprzyk (Libiąż) i Mariusz Gadzina (Strzyżów). Widzów 2940.

Przebieg meczu

I: 6:10, 15:14, 20:19, 25:20.

II: 6:10, 10:15, 14:20, 22:25.

III: 9:10, 12:15, 20:19, 24:25, 27:29.

IV: 10:7, 15:14, 19:20, 25:21.

V: 5:3, 10:8, 15:13.

Bohaterka - Gabriela ORVOSOVA.

 

Następne mecze 29.12.: Mielec - Radom, Bydgoszcz - ŁKS; 30.12.: Tarnów - Police, Grot Budowlani - Opole, Wrocław - Bielsko-Biała; 31.12.: Kalisz - Rzeszów.