Odrobina magii
Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice
Łatwo nie jest, mamy dość sporo absencji - przyznaje Rafał Górak przed meczem z Jagą. Może więc rzeczywiście warto odwołać się do patronki górników? Fot. Dawid Figura / Press Focus
Pamięta pan, co pan robił 1 maja 1986 roku?
- O rany! Trzynaście lat miałem wtedy...
… więc na finale Pucharu Polski na Stadionie Śląskim raczej pan nie był?
- Nie, na pewno nie.
A myśli pan, że po 40 latach będzie możliwa powtórka meczu GKS – Górnik o taką stawkę?
- Puchar Polski ma w sobie tyle specyfiki, że można wygrać z renomowaną firmą, a przegrać z drużyną z niższej ligi. Więc tak daleko nie wybiegam, trzeba się skoncentrować na czwartkowym meczu z Jagiellonią. Również z tego powodu, że jakby spojrzeć w historię GieKSy, kiedy ostatnio była w 1/4 finału, to pewnie trzeba by daleko szukać. W 1/8 finału nie byliśmy bodajże lat dziesięć, a ja też nie miałem jakiejś szczęśliwej ręki do meczów pucharowych. Tym bardziej się cieszę, że jestem w trzeciej rundzie, a o czwartą będę walczył ze wszystkich sił.
Tylko że sprawy zdrowotne – brak Kuuska na przykład – i kartkowe, bo wypada Kowalczyk, trochę komplikują życie?
- Łatwo nie jest, bo mamy dość sporo tych absencji. Jakby to wojsko było całe, byłoby na pewno wygodniej. Ale tak pięknie nie jest nigdzie i nigdy. Dlatego – po pierwsze – musimy na każdego zdrowego chuchać i dmuchać. Po drugie – musimy trochę „porotować” składem. Ktoś nieoczywisty musi dostać szansę, by zagrać od pierwszej minuty. No i trzeba też w czwartek liczyć na odrobinę magii ze strony naszej górniczej patronki.
Za wielu górników to pan raczej w szatni nie ma...
- To prawda. Ale facet, który na Śląsku się urodził, wychował i w jego rodzinie było masę górnictwa i górników, czasem może młodszym kolegom o specyfice naszego regionu opowiedzieć. I jeśli uważnie słuchają, to będą wiedzieć, że tutaj to bardzo ważne święto.
Ucieka się pan do takich metod mobilizowania podopiecznych?
- To nie kwestia mobilizowania. Po prostu opowiadam im o życiu. Bo moją rolą – tak uważam – jest nie tylko ich trenować. Niech wiedzą, skąd się wziął u nas kult Świętej Barbary; kim była, jak zginęła.
I robi pan odprawy na ten temat???
- Nie. Coś przemycę w szatni, potem kogoś tu czy tam złapię i zdawkowo dopowiem. Zawsze powtarzam, że budowanie GieKSy to jest proces, w którym czasem i o Świętej Barbarze warto opowiedzieć.
Wspomniał pan o górnikach w rodzinie. Coś bliżej?
- Mój tata pracował w Gazobudowie, to była firma bardzo mocno z górnictwem związana, wykonywała wiele robót dla kopalń. Natomiast ojciec mojej żony to górnik z krwi i kości. Szedł przez wszystkie szczeble górniczej kariery, od A do Z, a kończył jako figura górnicza, czyli dyrektor kopalni „Bobrek”. Ja natomiast jestem po technikum górniczym.
I zakładał pan kiedyś górniczy strój?
- Miałem przez chwilę praktyki na dole. Miały trwać miesiąc, ale przypadły na okres, kiedy miałem już zaszczyt trenować w pierwszej drużynie Polonii. No i po pierwszych pięciu dniach klub po prostu doprowadził do tego, że miast na praktykach, miałem się stawiać na zajęciach na boisku. Więc w mundur górniczy – ten galowy – przebrałem się chyba tylko raz, na... jakiejś barbórkowej domówce.
A ten mundur to skąd?
- Pożyczony od kuzyna, który był sztygarem na bytomskiej kopalni „Dymitrow”.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
LICZBA ĆWIERĆFINAŁOWA
22 LATA minęły od ostatniego udziału GKS-u w ćwierćfinale PP. W październiku 2003 katowiczanie zagrali wówczas na tym etapie zwycięski dwumecz z Amicą. W półfinale nie dali jednak rady późniejszemu triumfatorowi, Lechowi.
