Odkryty na nowo
W pierwszych meczach trwającego sezonu w barwach Legii wyróżnia się Jean-Pierre Nsame. Jak będzie z Larnaką?
Kameruńczyk wrócił z półrocznego wypożyczenia i stał się czołową postacią Wojskowych. Fot. Tomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/PressFocus
LIGA EUROPY
Na początku rozgrywek jednym z najlepszych piłkarzy warszawskiej Legii jest Jean-Pierre Nsame. Co prawda zagrał dopiero w jednym meczu ekstraklasy (z Koroną), ale zdążył w nim strzelić gola. Ważne, że napastnik świetnie spisuje się w kwalifikacjach Ligi Europy - zdobył dwa gole w dwumeczu z Banikiem Ostrawa. To dzięki niemu Wojskowi jeszcze nie spadli do rozgrywek Ligi Konferencji. Nsame jednak nie tylko trafia do siatki, nie tylko czeka na piłkę w polu karnym. Często jest widoczny, jest ruchliwy, sam szuka okazji, żeby wpisać się na listę strzelców. W Warszawie odkrywają Kameruńczyka na nowo, choć zawodnikiem Legii jest już od 1 lipca 2024 roku!
Obligatoryjny wykup
Snajper dołączył do ekipy Goncalo Feio przed sezonem i miał być jej gwiazdą. Najpierw został wypożyczony z Como i co prawda we Włoszech nie radził sobie najlepiej, to do Warszawy przychodził dość świeżo po tym, jak osiągał znaczne sukcesy w Szwajcarii. Como kupiło go za pół miliona euro z Young Boys, z którym sześciokrotnie (!) sięgał po mistrzostwo kraju. Co więcej, trzykrotnie był królem strzelców ligi szwajcarskiej. Dlaczego więc miałby być za słaby na polską ligę? Okazało się jednak, że nie przeszedł pozytywnej weryfikacji u trenera Feio. Przede wszystkim sezon rozpoczął od kontuzji, później dostał kilka szans, ale dość szybko został skreślony. Zdążył zdobyć gola w kwalifikacjach Ligi Konferencji z Caernarfon (5:0) i raz trafić do siatki w lidze w starciu z Motorem Lublin (5:2). Po słabym półroczu, w którym w ekstraklasie Nsame zagrał tylko w sześciu spotkaniach, Legia podpisała z nim kontrakt, ponieważ mimo wszystko zdążył spełnić warunki obligatoryjnego wykupu. Goncalo Feio był jednak z jego postawy niezadowolony, więc piłkarz od razu został wypożyczony na pół roku do St. Gallen.
W poszukiwaniu snajpera
Wiosną 2025 roku, gdy Nsame wrócił do Szwajcarii, Legia miała ogromne problemy w ataku. Przede wszystkim zawodził Marc Gual. Król strzelców z sezonu 2022/23 (w barwach Jagiellonii) w poprzednich rozgrywkach lepiej radził sobie w Lidze Konferencji niż w ekstraklasie. W lidze strzelił w sumie 9 goli, co – biorąc pod uwagę wyczyny Efthymiosa Koulourisa z Pogoni (28), Mikaela Ishaka z Lecha (21), czy nawet Benjamina Kallmana z Cracovii (18) – było wynikiem marnym. Zimą warszawianie desperacko szukali snajpera. Było kilka opcji, ale czas nieubłaganie mijał, a drużyna pozostawała bez nowego napastnika. W końcu 20 lutego kontrakt z Legią podpisał Ilja Szkurin, za którego trzeba było zapłacić ponad milion euro. Nie była to inwestycja idealna, bo Białorusin w pół roku zdobył tylko 2 gole. Do tego dodajmy jeszcze Tomasa Pekharta, który w 16 meczach tylko raz trafił do siatki, w ostatniej kolejce sezonu, w starciu ze Stalą Mielec (2:2).
Ma to coś
W czasie gdy Legioniści musieli grać nieskutecznymi snajperami, teraz okazuje się, że mogli mieć napastnika o zupełnie innej charakterystyce od Pekharta, Szkurina czy Guala, który – co najważniejsze – potrafi zdobywać gole. Goncalo Feio nie zauważył w nim tego błysku, ale dostrzegł go za to trener Edward Iordanescu. Nowy szkoleniowiec widzi w Nsame kluczową postać w ofensywie i na razie Kameruńczyk wywiązuje się z tej roli znakomicie. Teraz Feio może się zastanawiać, jak Legia pod jego rządami poradziłaby sobie w poprzednim sezonie, gdyby podjął inną decyzję i dał Nsame więcej okazji do wykazania się... Może klub nie musiałby wydawać milionów na Szkurina? Może zespół walczyłby o coś więcej niż 5. miejsce? Słowa ludzi związanych z Legią potwierdzają, że Feio za szybko skreślił kameruńskiego snajpera i nie dostrzegł w nim nic szczególnego, z czego teraz korzysta Iordanescu. - Trener Iordanescu znalazł w Nsame to co najlepsze i potrafi to wykorzystać. Drużyna kreuje Kameruńczykowi sytuacje, a on je znakomicie wykańcza. To łańcuch zdarzeń. W treningach widać, że ma to coś... Potrzebował czasu i wsparcia odpowiednich osób. Jest klasowym napastnikiem. Mam nadzieję, że skończy ten sezon z jak największą liczbą bramek – powiedział niedawno Kacper Tobiasz, bramkarz Wojskowych.
- Jean-Pierre jest bardzo doświadczony i mocny fizycznie. W przeszłości pokazał swoją jakość w europejskich pucharach. Ma wiele atutów, a największym z nich są strzały – opisał zawodnika rumuński szkoleniowiec Legii.
Bardzo podobne wnioski można wyciągnąć, obserwując jak radzi sobie Migouel Alfarela, który czarował w meczu z Koroną Kielce (2:0). On, podobnie jak Kameruńczyk, zimą został wypożyczony z Legii po zaledwie półrocznym sprawdzianie. Szybko zrezygnowano z jego usług, choć klub zapłacił za niego Bastii milion euro. Wiosnę spędził w ateńskiej Kallithei, gdzie regularnie wpisywał się na listę strzelców, a u Goncalo Feio był zaledwie rezerwowym. Teraz wrócił do stolicy Polski, zastał nowego szkoleniowca i okazało się, że jednak potrafi grać w piłkę.
Polskie akcenty
Teraz Nsame i Alfarela dostaną kolejną okazję do zaprezentowania swoich umiejętności. Dziś Legia zagra z AEK-iem Larnaka. To triumfator w Pucharze Cypru (w finale wygrał 2:1 z Pafos FC) i jednocześnie dość ciekawa drużyna, która bazuje na obcokrajowcach. Dzięki temu w klubie grają piłkarze znani z boisk naszej ekstraklasy. W kadrze drużyny znajduje się Zlatan Alomerović. Serb po zdobyciu mistrzostwa Polski z Jagiellonią w sezonie 2023/24 przeniósł się do AEK-u, ale w poprzednim sezonie, podczas meczów ligowych, głównie siedział na ławce. Pierwszym bramkarzem był Georgios Athanasiadis, który jednak zmienił barwy klubowe i od lata jest zawodnikiem Arisu Saloniki. Tym samym Alomerović stał się „jedynką” i grał w pierwszych meczach w kwalifikacjach Ligi Europy z Partizanem Belgrad oraz NK Celje (sezon ligowy na Cyprze jeszcze się nie rozpoczął). To z kolei nie najlepsza informacja dla… Kewina Komara, który 2 sierpnia przeniósł się z Puszczy Niepołomice do AEK-u. Na tym jednak „polska” wyliczanka się nie kończy, bo napastnikiem AEK-u jest Karol Angielski. W 2022 roku snajper wyprowadził się z Radomiaka, grał w Sivassporze, następnie w Atromitosie, a od 2024 roku przeprowadził się na Cypr, do Larnaki. W poprzednim sezonie w 22 meczach zdobył 7 goli. W kwalifikacjach LE tylko w pierwszym starciu przeciwko Partizanowi nie znalazł się w wyjściowej jedenastce.
Co ciekawe, Puchar Cypru w poprzednim sezonie zdobył z klubem trener Henning Berg, doskonale znany z pracy w Legii w latach 2013-15. Jego umowa z klubem nie została jednak przedłużona, a od 1 lipca po raz drugi został opiekunem Omonii Nikozja. AEK zatrudnił więc Imanola Idiakeza, który od października 2024 roku, gdy został zwolniony z Deportivo La Coruna, pozostawał bez pracy. Na razie nieźle rozpoczął nową przygodę, bo wciąż utrzymuje się w kwalifikacjach Ligi Europy.
Kacper Janoszka
3. runda kwalifikacji Ligi Europy
◼ AEK Larnaka - Legia Warszawa
Sędzia - Horatiu Fesnic (Rumunia)
