Oderwani od rzeczywistości
TRYBUNA KIBICA – GKS Tychy
Coraz bardziej się denerwuję. Nie chodzi nawet o samą grę GKS-u Tychy w ostatnich tygodniach, choć patrzenie na „wyczyny” tych, których na murawę wysyła Artur Skowronek, sprawia ból. Jeszcze bardziej wkurza mnie prostota, żeby nie użyć słowa ignorancja, zawodników.
Czytam sobie w zapowiedzi meczu z Ruchem na Stadionie Śląskim słowa Krzysztofa Machowskiego na oficjalnej stronie Trójkolorowych. I wiecie, co mówi tyszanin z krwi i kości, a więc człowiek, który powinien mieć trójkolorowe serce w kształcie trójkąta? Oto jego słowa: „Czasu między spotkaniami nie ma wiele. Ale to dobrze, że kolejne rozegramy już w piątek”. Dlaczego? Uwaga, teraz będzie petarda: „Bo daje nam to możliwość odbicia się po ostatniej porażce”.
Po tej wypowiedzi widać dokładnie, że piłkarze GKS-u Tychy, a chyba też większości polskich klubów, są oderwani od rzeczywistości.
Po pierwsze, pomiędzy poprzednim a dzisiejszym meczem minęło pięć dni. To jest czas na normalny mikrocykl w trakcie sezonu. Po drugie to, co się stało w niedzielę w Tychach, to nie była porażka, tylko kompromitacja, bo gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału. I wreszcie po trzecie, licząc od porażki poniesionej 25 sierpnia ze Stalą Mielec, a więc już ponad dwa miesiące, nasza drużyna przegrała osiem spotkań, a raz szczęśliwie – dzięki karnemu w ostatnich sekundach – zremisowała, będąc drużyną zdecydowanie gorszą.
Wiem jednak, skąd się biorą takie puste słowa. Na pewno nie z serca. One płyną prosto z… odpraw pomeczowych i przedmeczowych. Siedlczanin Marcin Paczkowski, 33-letni asystent Artura Skowronka, mówi jeszcze „lepiej”: „Ten krótki odstęp pomiędzy spotkaniami jest dla nas jednak czymś pozytywnym, ponieważ mamy okazję szybko odpowiedzieć i pokazać, na co nas stać”.
O tym, że nie „krótki” już było wyżej. To na co „was” stać już niestety oglądamy od ponad dwóch miesięcy. Czuć wyraźnie, że debiutujący w tym fachu asystent (tak samo jak inni ze sztabu szkoleniowego i włodarze klubu) nie ma w sercu żadnej tyskiej barwy i to nie jest jego wina. Popracuje, wyrzucą, wyjedzie… A tym, dla których GKS Tychy to „jedno miasto – jeden klub”, pozostaje się tylko denerwować. Coraz bardziej wkurzać tym, co się dzieje.
Tyskie A-Z
