Odchodzi jako legenda

Do Barcelony Robert Lewandowski nie przyszedł na gotowe. Był kluczowym elementem odbudowy drużyny.

Do twarzy mu z trofeami. Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus

HISZPANIA

Cztery piękne lata spędził w Barcelonie Robert Lewandowski. Były to chwile przepełnione sukcesami. 37-latek podjął jednak decyzję o tym, że w przyszłym sezonie nie będzie już reprezentował barw Dumy Katalonii. „Po czterech latach pełnych wyzwań i ciężkiej pracy czas ruszyć dalej. Odchodzę z poczuciem, że misja jest zakończona. Cztery sezony, trzy mistrzostwa. Nigdy nie zapomnę miłości, jaką otrzymałem od kibiców od pierwszych dni. Katalonia to moje miejsce na ziemi. Dziękuję wszystkim, których spotkałem po drodze przez te piękne cztery lata. Szczególne podziękowania kieruję do prezydenta Joana Laporty, który dał mi szansę na przeżycie najbardziej niesamowitego rozdziału mojej kariery. Barca wróciła tam, gdzie jej miejsce. Visca el Barca. Visca Catalunya” – taki wpis zamieścił w mediach społecznościowych polski snajper. Opuszcza Blaugranę po sukcesie, po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii. Odchodzi z podniesioną głową. Ile znaczył dla Barcelony w ostatnich latach, dobrze opisuje post oficjalnego konta klubu na portalu X. „Przybył jako gwiazda. Odchodzi jako legenda”. Takie słowa ze strony jednego z największych klubów na świecie świadczą o fantastycznie wykonanej pracy. Robert Lewandowski stał się twarzą sukcesów Blaugrany w ostatnich latach.

Sukces w kryzysie

Nie ma w tym nic dziwnego. Dołączył do Barcelony po kolejnym znakomitym sezonie w Bundeslidze. W sezonie 2021/22 w Bayernie zdobył 35 goli. Był najlepszym napastnikiem na świecie, otrzymał Złotego Buta. Zdecydował się na przenosiny do Barcelony, do której niewiele gwiazd chciało dołączać, bo była w kryzysie finansowym. Nie potrafiła podnieść się po odejściu Lionela Messiego. W sezonie bezpośrednio przed transferem Lewandowskiego w ataku Barcy grali: słabiutki Martin Braithwaite, nieszczególny Luuk de Jong i czekający na emeryturę Sergio Aguero. W połowie rozgrywek klub ratował się półrocznym wypożyczeniem Pierre’a-Emericka Aubameyanga z Arsenalu. Barcelona oszczędzała, w wyniku braków funduszy sprowadziła nawet podstarzałego Daniego Alvesa, który akurat był bez klubu po dwóch latach spędzonych w Sao Paulo. Blaugrana przed przyjściem Lewandowskiego była w zgliszczach. Odbudować miał ją Xavi, a Lewandowski jako gwiazda i superstrzelec, miał mu w tym pomóc. I już w pierwszym sezonie poprowadził zespół do mistrzostwa kraju, będąc najskuteczniejszym napastnikiem rozgrywek. Na „dzień dobry” w Primera Division zdobył 23 bramki. A na tym nie poprzestał.

Razem z Flickiem

W 2024 roku Barcelona mistrzostwa nie obroniła. Zarzucano Xaviemu, że nie wykorzystuje pełni potencjału drużyny. Hiszpański szkoleniowiec najpierw zapowiedział odejście z klubu po sezonie 2023/24. Później oficjalnie ogłoszono jego pozostanie na stanowisku, a na sam koniec... Joan Laporta postanowił go zwolnić. Co ciekawe, zanim został zwolniony, Xavi dyskutował z Laportą o tym, że należy się pozbyć Lewandowskiego z zespołu. Ostatecznie... pozbyto się szkoleniowca, a Polak pozostał w Dumie Katalonii. I wyszło mu to na dobre. Gdy zatrudniono Hansiego Flicka, Lewandowski stał się elementem najpiękniej grającej drużyny w Europie. Wokół niego rosły gwiazdy. Lamine Yamal z chłopca, który pałętał się między nogami defensorów, stał się piłkarzem światowego formatu. Raphinha, przez wielu już skreślany, był bliski zdobycia Złotej Piłki. Barcelona grała przepięknie, fantastycznie i osiągała sukcesy. W sezonie 2024/25 Lewandowski zdobył 27 bramek. Królem strzelców nie został, bo akurat trafił na rozgrywki, w których rozstrzelał się Kylian Mbappe z Realu Madryt. Najważniejsze było jednak to, że Barca została mistrzem Hiszpanii, wygrała Puchar Króla i Superpuchar kraju. To sukcesy, do których polski napastnik znacząco się przyczynił, zdobywając gola za golem.

Moment na pożegnanie

Bieżące rozgrywki nie były już tak dobre dla Lewandowskiego. Hansi Flick zauważył, że Polakowi rośnie konkurencja, że lepszy w ataku może być Ferran Torres. Dlatego Lewy nie grał już tak często. Czasem musiał godzić się z rolą rezerwowego. Z tego powodu bramek było mniej. To jednak nie spowodowało, że obrona mistrzostwa kraju smakowała gorzej. Zauważyć to można było podczas fety mistrzowskiej, gdy Lewandowski wraz z Wojciechem Szczęsnym w światłach reflektorów bawił się na dachu klubowego autokaru. Widać było, że kolejne trofeum go cieszy. Zwyciężanie nigdy mu się nie znudzi. 

Ale brak wiodącej roli w drużynie okazał się na tyle ważny dla 37-latka, że nie chciał on kolejnego roku spędzać na ławce, tym bardziej że – jak sam mówi – pod względem fizycznym czuje się znakomicie. Może wydatnie pomóc jeszcze niejednemu zespołowi. Wybrał więc bardzo dobry moment na pożegnanie się z Dumą Katalonii – zostanie zapamiętany jako ten, który zbudował fundament pod znakomitą drużynę. I choć może w ciągu tych czterech lat w Barcelonie brakuje mu wygrania Ligi Mistrzów, które – szczególnie w poprzednim sezonie, gdy zespół dotarł do półfinału – było blisko, nie umniejsza to jego osiągnięć. Barcelona dzięki niemu odżyła i nigdy mu tego nie zapomni.

Dokąd Lewandowski odejdzie? Na razie wiemy tyle, że ma na stole propozycje z Chicago Fire, Milanu, Juventusu, Porto oraz z klubów saudyjskich. 

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się