Od Anioła do Zjawy - alfabet pierwszoligowy

Sukcesy i porażki, indywidualne popisy i fiaska, awanse i spadki... Długa historia sezonu 2025/26.

W Tychach źle zdiagnozowali, co w trawie piszczy(ek)... Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

BETCLIC 1. LIGA

A jak Angel

Kogo, jak kogo, ale Angela Rodado będzie nam brakować w Betclic 1. Lidze. Rozkochał w sobie wiślacką – i nie tylko – publikę, bo mimo znacznie lepszych ofert postanowił zostać przy Reymonta. Nauczył się nawet mówić po polsku! W trzech poprzednich sezonach zostawał królem strzelców I ligi i aż dziw bierze, gdy pomyśli się, że swój pierwszy rok w Krakowie zakończył z ledwie 8 bramkami! No ale wtedy rządził (choć bez snajperskiej korony) kto inny – Luis Fernandez.

B jak Biała Gwiazda

Zostać zresztą należy przy 13-krotnych mistrzach Polski, bo sezon 2025/26 stał pod znakiem ich niepodważalnej dominacji. Wisła od początku wskoczyła na najwyższe obroty, objęła fotel lidera, zlała wysoko kilku oponentów (po 5:0 ŁKS i Śląsk, a 7:0 Znicza!) i tronu już nie oddała. Nawet gdy miała lekkie zachwiania, to nie zboczyła z obranego kierunku i po czterech sezonach na zapleczu wróciła do ekstraklasy! Iberyjski zalążek pozostał w niej niezmienny, ale doszedł jakże ważny i jakościowy polski, także w postaci uzdolnionej młodzieży. Bądźmy szczerzy – I liga to nie jest miejsce Wisły.

C jak ciamajdy

Nie jest to też miejsce Ruchu Chorzów, który z jednym mistrzostwem więcej powinien walczyć o to, aby dopisać do dorobku piętnastą gwiazdkę. To jednak obecnie klub w zupełnie innych realiach i o innej mentalności. Jest takie brzydkie powiedzenie, w którym pojawiają się słowa „toaleta” oraz „metr” i świetnie pasuje do tego, co zrobili Niebiescy. Wystarczyło nie przegrać ze zdegradowanym Zniczem i byłyby baraże! A tak – już po końcowym gwizdku w Pruszkowie – okazało się, że last minute (second) goal Polonii Warszawa wyrzucił Ruch z top 6. Ale... czy Chorzowianie ugraliby coś w tych barażach?

D jak dotacje

Polski zawodowy futbol w znacznej mierze jeszcze przez długi czas będzie uzależniony od samorządów. Jednym z klubów, który czerpie z tego największe korzyści, jest Śląsk, którego Wrocław niby chce sprzedać, ale nie za bardzo mu wychodzi. Jesień WKS miał słabawą, przez chwilę wypadł nawet poza baraże. Robiło się krucho z kasą, nie było zimowego obozu, ale wtedy przyszła rada miasta – i na trzy sposoby przekazała Śląskowi luźne 40 milionów złotych. Świeżo upieczony prezes Remigiusz Jezierski zaprezentował w ratuszu absurdalną prezentację w PowerPoincie („brakuje 30 mln, poproszę 30 mln”) i nagle znowu można było poszaleć za hajs podatników.

E jak „Elwer”

Na Górnym Śląsku określenie to oznacza rzut karny. Jak mówi się na „jedenastkę” w Siedlcach? Przypuszczamy, że... „Flis”. Bo właśnie Marcin Flis okazał się najlepszym – obok Przemysława Banaszaka ze Śląska – egzekutorem karnych w I lidze. Wykorzystał ich siedem, dzięki czemu sezon zakończył z 10 bramkami, a mowa o środkowym obrońcy! Dzięki żelaznemu układowi nerwowemu od momentu przyjścia do Pogoni doświadczony stoper ma już 18 goli w 44 występach. O takich liczbach marzy niejeden napadzior!

F jak Fornalik

Nie brakuje w I lidze świetnych trenerów, ale mało kto może porównać swoje nazwisko do „Waldka Kinga”. Choć wydarzyło się to między 3. a 4. kolejką, trzecie zatrudnienie go w roli szkoleniowca Ruchu było jednym z największych wydarzeń sezonu. W jesiennym spotkaniu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki Waldemar Fornalik stał się trenerem numer jeden w liczbie meczów, w których prowadził Niebieskich. Pobił wynik słynnego Jerzego Wyrobka, a ogrywając pod koniec sezonu Odrę – osiągnął setne zwycięstwo.

Lata mijają, a Waldemarowi Fornalikowi krzepy nie ubywa! Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus

G jak Głogów

Grono, które finalnie załapało się do top 6, było jak najbardziej logiczne i przewidywalne – poza jednym przypadkiem. Chrobry Głogów zaimponował swoją grą i pomysłem, mimo że pod względem finansowym i kadrowym (na papierze) nie mógł równać się z pozostałymi drużynami z czołówki. Trener Łukasz Becella wykonał tam rewelacyjną robotę, przejmując w poprzednim sezonie zespół walczący o utrzymanie i doprowadzając go do – zasłużonych – baraży i do ich finału. Brawo!

H jak Hiszpanie

Ekstraklasowe zaplecze rozwija się – jest więcej pieniędzy, więcej know-how, powiększa się frekwencja, ale też klubowe sieci skautingowe. Coraz więcej dobrych piłkarzy pojawia się w I lidze, także z zagranicy. W zakończonym sezonie najliczniejszą grupą obcokrajowców byli Hiszpanie, których – na koniec rozgrywek – było w klubowych kadrach 15. Kto dalej? Ukraińcy (12), Austriacy i Niemcy (po 8), a potem Chorwaci i Słowacy (po 7).

I jak inwestor

Niemal wszystkie kluby w Polsce dążą do tego, aby się sprywatyzować. Każdy natomiast marzy o bogatym inwestorze – może jakimś szejku! Nie trzeba jednak szukać w Arabii Saudyjskiej. Wystarczy w Krakowie, gdzie swój kapitał postanowił zainwestować „król aptek”, Wojciech Kwiecień, który zapewnił Wieczystej najwyższy budżet w I lidze. Z taką kasą nie sposób było nie walczyć o najwyższe cele i w końcu krakowski beniaminek dopiął swego po barażach. Dzięki Kwietniowi osiedlowy klub wkroczył na salony... i aż strach się bać, kogo naściągają do zespołu teraz!

J jak Jop

Kombinowali przy Reymonta na różne sposoby. Na posadzie trenera mieli byłego selekcjonera (Brzęczek), byłego reprezentanta (Sobolewski), spójnego z kadrą obcokrajowca (Hiszpana Rude), doświadczonego w awansach (Moskal)... i nic! Kto dał Wiśle awans? Człowiek, który był na miejscu – Mariusz Jop. Poza epizodami, gdy w kadrze U-21 i Jagiellonii asystował Maciejowi Stolarczykowi, od wejścia w trenerskie buty jest związany z Białą Gwiazdą. Czy to młodzież, czy asystentura, czy rezerwy, czy... funkcja tymczasowa. Wystarczyło powierzyć mu pierwszą drużynę na stałe, aby w imponującym stylu powrócił z nią do ekstraklasy!

 Bez Angela Rodado (z prawej) Wiśle znacznie trudniej byłoby wrócić do ekstraklasy. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

K jak kibice

Frekwencja w I lidze idzie w górę, dbali o nią w Krakowie, Wrocławiu czy w Chorzowie. Średnia mogłaby być jeszcze większa, gdyby nie absurdalny, nacechowany chuligańsko-gangsterskimi porachunkami – z którymi większość ludzi nie ma nic wspólnego – bojkot sympatyków Wisły, którzy mieli „zakaz” wchodzenia na sektory gości większości stadionów. Krakowianie walczyli, walczył prezes Jarosław Królewski i w końcu ów bojkot zatoczył koło, kończąc się w Tychach, czyli tam, gdzie zaczął. Oczywiście miejscowi nie byli tym zachwyceni, ale presja Wiślaków miała sens. PZPN w końcu wziął się za straszenie karami i kibice Białej Gwiazdy zaczęli stopniowo wracać na wyjazdy.

L jak Letkiewicz

Żaden z bramkarzy nie zaliczył w minionym sezonie więcej czystych kont niż dziewięć. Udało się to piątce: Mikułce z Wieczystej, Lemanowiczowi z Siedlec, Arndtowi z Chrobrego, Bobkowi z ŁKS-u i Patrykowi Letkiewiczowi z Wisły. Wyróżnienie należy się jednak temu ostatniemu, bo rozegrał najmniej spotkań – 24, co daje mu 37,5 procent występów „na zero”. To kolejne wyróżnienie w naszym alfabecie dla Białej Gwiazdy, ale... czy może dziwić? Co też należy podkreślić - golkiper z Rudy Śląskiej to młody gość – rocznik 2005!

Ł jak Łukasz Piszczek

O tym mówiło się w całej Europie. Legenda Borussii Dortmund i wielokrotny reprezentant Polski rozpoczął pierwszą samodzielną pracę trenerską. Oczekiwania wobec niego były ogromne, w końcu niewiele wcześniej nie brakowało ekspertów, którzy widzieli „Piszcza” w roli selekcjonera. Objął GKS Tychy, który był w strefie spadkowej, ale miał kupę czasu na jego uratowanie. W końcówce jesieni poznał drużynę, zimą przeprowadzono „grube” transfery pod jego błogosławieństwem... a on zdobył tylko dwa punkty w ośmiu spotkaniach, po czym zrezygnował. Zostawił zespół w dużo gorszym położeniu, całkowicie rozbity – i poważnie porysował swoje pieczołowicie do tej pory szykowane CV.

M jak młodzież

Do niej podobno należy świat i w kilku drużynach zaplecza faktycznie rządzili młodzi. Jesienią najbardziej podobała się Pogoń Grodzisk Mazowiecki, która wbrew jakiejkolwiek logice spędziła nawet kilka tygodni w strefie bezpośredniego awansu. Potem oczywiście zaliczyła zjazd, ale cel – spokojne utrzymanie – zrealizowała z nawiązką. Najmłodsza w I lidze standardowo była jednak Stal Rzeszów. Średnia wieku to ok. 21 lat, ponad trzy mniej niż w drugim w tym zestawieniu – tu można się zdziwić – Śląsku Wrocław. Jednak ekipie z Podkarpacia znów nie dało to wymiernego efektu, tym bardziej że po sezonie rozpoczął się exodus wielu talentów, które przechwyciły często za darmo lepsze i bogatsze kluby.

N jak naj

To teraz trochę suchych faktów. Najczęściej widziany wynik – 1:1 (45 razy). Najwięcej goli w meczu: Znicz – Stal Mielec 4:5. Najwyższe zwycięstwo Wisła w Pruszkowie 7:0. Najwięcej meczów w niedzielę (103). Najwięcej wejść z ławki – Paweł Łysiak (26 razy, Wieczysta i GKS Tychy). Najczęściej zmieniany – Jonathan Junior (27 razy, Stal Rzeszów). Najskuteczniejszy w przeliczeniu czasowym – Stefan Feiertag (gol co 107 minut). Najwięcej minut na boisku – Antoni Mikułko (Wieczysta, 3060). Najwięcej żółtych kartek – Damian Jakubik (Siedlce, 13). Najwięcej czerwonych – Israel Puerto z Mielca (jedyny z dwoma). Najwięcej grających zawodników – Górnik Łęczna (36). Najwięcej meczów z golem z ławki – Łysiak (5).

O jak ofensywa

Najwięcej goli w I lidze strzeliła oczywiście Wisła (72), ale żeby w kółko o niej nie pisać, wspomnimy, że najmniej bramek zdobyła Pogoń Siedlce – 33. O miano najgorszych snajperów długo walczyła z Odrą Opole, ale ostatecznie zespół ze stolicy Górnego Śląska rzutem na taśmę wyprzedził rywali o jedno trafienie. Siedlczanie byli więc jedyną drużyną ze średnią zdobytych goli mniejszą niż jeden na mecz. No ale... to nie miało znaczenia. Mieli się utrzymać i się utrzymali. Nocońball znowu zdała egzamin!

 Pogoń Siedlce zdobyła najmniej bramek w lidze, ale miała... najskuteczniejszego obrońcę – Marcina Flisa! Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus

P jak powrót

W ostatnich kilkunastu latach spadkowiczom z ekstraklasy „łatwiej” było zlecieć od razu do II ligi albo... całkiem upaść niż od razu wrócić do elity. Tym większe gratulacje należą się więc Śląskowi Wrocław, że – mimo problemów – wrócił na szczyt i to w sposób bezpośredni, bez baraży. Do samego końca o byt walczyła Stal Mielec, która mogłaby podkręcić statystykę spadających dwa razy z rzędu – ale pod wodzą Ireneusza Mamrota pozostała na zapleczu z nadziejami na coś więcej. Przez ok. pół sezonu w ostrą walkę o utrzymanie zaangażowana była też Puszcza Niepołomice, lecz wiosną ogarnęła się i do końca rywalizowała o udział w play offie!

R jak rekord frekwencji

Rekord niby jest w Bielsku-Białej, ale też w Chorzowie. Po raz trzeci z rzędu Ruch pobił frekwencyjny rekord Polski. Udało się to w 2024 roku z Widzewem w ekstraklasie, a potem dwa razy z rzędu z Wisłą Kraków już na jej zapleczu. Za każdym razem na Stadionie Śląskim pojawiało się więcej kibiców, osiągając najlepsze rezultaty frekwencyjne w polskiej lidze od 1975 roku – a mowa tu o ekstraklasie, bo na jej zapleczu nigdy, przenigdy nie było tylu fanów, co na meczu Ruch – Wisła. W tym roku było 53314 osób. Szaleństwo!

S jak sztab Polonii

Beniaminkowie dali w tym sezonie popalić – choć tylko Wieczysta utrzymała poziom do końca. O Pogoni Grodzisk już tu pisaliśmy, natomiast to Polonia Bytom zimowała na miejscu dającym bezpośredni awans. Wszystko przy Olimpijskiej posypało się, gdy trenera Łukasza Tomczyka podebrał Raków Częstochowa. To był koniec bytomskich marzeń o czymkolwiek. Na wierzch wyszły wszystkie bolączki i słabości, które tuszowała praca Tomczyka i jego ludzi. Odejście Częstochowianina nie zrobiło dobrze nikomu – ani Polonii, ani... jemu, ani Rakowowi.

T jak Tychy

Najgorzej, gdy planujesz awansować do ekstraklasy, a „awansujesz” do II ligi. GKS miał swoje ambicje i plan, który starał się wprowadzać w życie nowy właściciel. Ładny był, taki amerykański, ale popełnił poważny błąd – latem puścił kilku kluczowych piłkarzy i liderów, a w ich miejsce sprowadził zawodników po prostu słabszych. Trener Artur Skowronek był jak Fiat 126p ze słynną naklejką: „nie trąb, robim, co możem”, ale mimo obiecującego początku rozklekotany GKS rozpadał się bardziej i bardziej. Potem, wiadomo, była zmiana szkoleniowca, przyjście Łukasza Piszczka, który tylko pogorszył sytuację, a kolejny trener, Austriak Rene Poms, niewiele mógł już zdziałać. Spadek Tyszan to może nie tyle sensacja, co na pewno duże zaskoczenie minionego sezonu.

 Wyprzedać Stadion Śląski – w polskich realiach to zawsze będzie stanowiło efekt „wow”! Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

U jak urodzony w Rosji

To był jeden z największych powrotów tego sezonu w Polsce – choć bez powodzenia. Górnik Łęczna i tak spadł do II ligi, ale Jurij Szatałow pojawił się na ławce trenerskiej po ponad ośmiu latach przerwy! Mowa tutaj o... Rosjaninie, który urodził się w Dalniegorsku na dalekowschodniej, azjatyckiej krawędzi Rosji, niedaleko Chin czy Korei. Sam jednak o sobie mówi, że nie był nigdy obywatelem Rosji, a Związku Radzieckiego. Po jego rozpadzie dostał obywatelstwo ukraińskie, ale Ukraińców nie lubi. Obejmując Łęcznian, zdradził jednak: – Od 30 lat mam tylko jedno, polskie obywatelstwo.

W jak walkower

Takie sytuacje nie zdarzają się często, by nie powiedzieć, że... wcale. Wisła Kraków nie przyjechała na mecz do Wrocławia, kontynuując walkę o prawo do wejścia na sektor gości zorganizowanej grupy swoich kibiców. Świadome odpuszczenie meczu oznaczało walkowera na korzyść Śląska. Biała Gwiazda miała przewagę w tabeli, więc była gotowa na ów „cyrk” i wręczenie rywalom trzech punktów. Tak też się stało, WKS dostał karę finansową, a parę punktów wte czy wewte... nie zrobiło różnicy ani jednym, ani drugim. Wiadomość poszła jednak w świat – dosłownie.

Z jak Zjawiński

W kontekście napastników najwięcej mówi się o Rodado, ale nie można pominąć Łukasza Zjawińskiego. Piłkarz pochodzący z Pszczyny drugi sezon z rzędu rzucił rękawicę hiszpańskiemu gwiazdorowi. W poprzednich rozgrywkach strzelił tyle samo goli co on, więc królów było dwóch. W bieżącym – zabrakło mu do (kontuzjowanego pod koniec) Rodado jednej bramki. To się ceni! Wydaje się, że „Zjawa” nie zostanie na kolejny sezon w Polonii Warszawa, bo – co dobitnie udowodnił przykład Karola Czubaka – jeśli ktoś z taką regularnością strzela w I lidze, ma duże szanse, aby strzelać w ekstraklasie. A potem może nawet... w reprezentacji?

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się